Kruszenie skamieniałych motywów na ratunek nauce

danuta repelowicz 3

(Dr. STONE, reż. Shinya Iino)

Dziesiątki lat postępu naukowego idą w niepamięć w ułamku sekundy. Tajemniczy błysk zalewa Ziemię, petryfikując na ponad trzy tysiące lat wszystkich żyjących ludzi, czym na dobre wstrzymuje rozwój cywilizacji. Czy to koniec historii naszego gatunku na tej planecie? Nie, to tylko uwertura do niezwykłej historii o mocy twórczego ducha i wiecznie kręcących się trybików umysłu… A jej tytuł to Dr. STONE.

Naukowcy w kinie.
Te trzy słowa spędzały mi sen z powiek w ciągu tego roku, kiedy to w swej pracy magisterskiej podjęłam temat konwencjonalizacji postaci naukowców i dziedzin nauki we współczesnym filmie biograficznym. Oczywiście zainspirowało mnie to do przyjrzenia się tematowi w skali ogólnej. To, co zaczęłam dostrzegać po dłuższej obserwacji sposobów interpretacji tych dwóch motywów w przemyśle audiowizualnym, było co najmniej rozczarowujące: nauka była zwykle przedstawiana jako niszczycielska siła, której przeciwwagą były więzy miłości i przyjaźni, a myślący i racjonalni ludzie stawali się często antagonistami. Jeżeli naukowcy występowali w rolach protagonistów, to ich działalność przyćmiewały inne, bardziej atrakcyjne dramaturgicznie wątki. To tylko niektóre przykłady występujące obecnie we współczesnej plejadzie filmowych motywów i inklinacji.

A przecież nauka to o wiele więcej niż tylko zniszczenie, niezrozumiałe formułki, czy stereotypowi mężczyźni w zwichrzonych włosach i białych fartuchach. To jej zawdzięczamy wszystkie udogodnienia współczesnego świata. Nauka to nazwa procesu, odkrywania i rozumienia, który towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Sądziłam, że w tym współczesnym gąszczu nieprzychylnych schematów reprezentacji nauki i naukowców nie znajdzie się nic, co zakwestionuje wspomniany status quo i otworzy nowe pola interpretacji. Na szczęście nie miałam racji – do zmiany zdania przekonało mnie rewelacyjne anime Dr. STONE, adaptacja mangi o tym samym tytule (historia pióra Riichiro Inagaki’ego, rysunki autorstwa Boichi’ego), które szturmem wzięło serca i wyobraźnie (w tym i moje) amatorów tej sfery kultury japońskiej w ubiegłym roku.

danuta repelowicz 1

Mem na temat przedstawiania laboratoriów naukowych we współczesnym kinie (źródło: reddit.com)

 

Serię rozpoczyna fabularne trzęsienie ziemi: złowroga fala zielonego światła rozprzestrzenia się po całej kuli ziemskiej, petryfikując ludzi na tysiące lat. Pierwszym, któremu udaje się wydostać z tego stanu, jest licealista Taiju. Jego oczom ukazuje się świat w stanie niemalże dziewiczym: cywilizacja zniknęła, a jedynym jej śladem są spetryfikowani ludzie. I kiedy wydaje się, że wszystko stracone, do gry wkracza Senkū, jego genialny przyjaciel, który z godną podziwu determinacją przysięga, że odbuduje cywilizację przy pomocy posiadanej wiedzy naukowej. Okazuje się także, że to jednak on uwolnił się ze stanu skamienienia jako pierwszy, a ponadto zaczął już pracować nad odwróceniem tego procesu. Odtąd to on (i tajemnicze zjawisko) będzie znajdował się w centrum zainteresowania fabuły.

Ta porywająca deklaracja stanowi oś fabularną Dr. STONE’a i zdradza, że będziemy mieć do czynienia z czymś niekonwencjonalnym – w końcu ile podobnych historii w roli pioniera (a później także lidera) obsadza szesnastoletniego naukowca-geniusza i to w dodatku w, poniekąd, postapokaliptycznym świecie?
Poświęćmy zatem dłuższą chwilę Senkū, ponieważ jego postać jest zdecydowanie jednym z najmocniejszych elementów opowieści. Z czerwonymi oczami, charakterystyczną fryzurą, prowizorycznym fartuchem, na którym widnieje najsłynniejsze równanie świata, E = mc2 i nieco sarkastycznym uśmiechem, Senkū mógłby stanowić materiał na kolejnego sztampowego antagonistę. Tak się jednak nie dzieje. Mimo, że może się wydawać arogancki, Senkū w rzeczywistości jest bardzo kompetentnym i skutecznym młodym naukowcem, którego rozległa wiedza pozwala mu przetrwać w kamiennym świecie, a następnie zdobyć pozycję wodza wioski i budować Królestwo Nauki. Senkū myśli w logiczny sposób i jest bardzo pewny siebie; przejawia wielką pasję do nauki i zaraża nią wszystkich dookoła, przekonując do siebie największych sceptyków (jak wioskowy osiłek Magma). Jeżeli decyduje się na niejednoznaczne moralnie posunięcie, robi to dla większego dobra lub swoich przyjaciół, których na swój sposób wspiera. Przy wszystkim tym nie przejawia żadnych złowrogich tendencji myślowych, jakie mogłyby jego rozwój postaci skierować w stronę popularnej w kulturze figury szalonego naukowca. W tym kontekście na uwagę zasługuje jego konflikt ideologiczny z Shishio Tsukasą.

Tsukasa, ożywiony w drodze konieczności, to główny antagonista pierwszego sezonu. Chce bowiem utworzyć nowe, nieskażone ideologicznie społeczeństwo, kosztem jednak dorosłych i starych ludzi, których statuy wolałby zniszczyć zanim zostaną ożywione. Senkū planuje jednak przywrócić do życia wszystkich bez wyjątku, do czego Tsukasa nie może dopuścić. I tu, po raz kolejny, Dr. STONE polemizuje ze stereotypem – w tradycyjnym układzie sił to naukowiec byłby opętany ideą społecznej czystki, zaś typ wojownika (Tsukasa) próbowałby pokrzyżować mu plany.

danuta repelowicz 5

(Dr. STONE, reż. Shinya Iino)

Nie jest to jednak jedyny wątek, która wyróżnia serial spośród podobnych tekstów kultury. Na uznanie zasługuje także realistyczne przedstawienie procesu twórczego w nauce. Pod tym kątem seria upodabnia się do różnych form popularyzacji nauki, spotykanych współcześnie w telewizji czy internecie (np. Bill Nye Saves The World). Przykładem tego zabiegu jest pierwszy eksperyment Senkū, związany z próbą stworzenia środka neutralizującego petryfikację. Innym jest wątek wytwarzania sulfonamidu, za pomocą którego Senkū miał wyleczyć chorą kapłankę. W tym aspekcie Dr. STONE jest niezwykle kreatywny – przed próbą stworzenia każdego wynalazku prezentuje nam mapę postępu, pokazującą kolejne etapy procesu tworzenia. Później natomiast za przewodnika posłuży nam sam Senkū, który nadzoruje wszystkie czynności. Świetna zagrywka to też wprowadzenie jego zabawnego alter-ego, Mecha-Senkū, spełniającego funkcję… samouczka (intertekstualny ukłon w stronę gier wideo), notorycznie łamiącego czwartą ścianę poprzez wypowiadanie kwestii takich jak: „Jak będziecie tego próbować w domu, to wystarczy wam proszek do pieczenia i wybielacz!”. To wszystko zdecydowanie uatrakcyjnia widowisko, ale najważniejszy jest przekaz: tak ukazany, proces naukowy to nie pięciominutowa zabawa losowymi przyrządami naukowymi (jak w przytoczonym wcześniej memie), ale ciężka praca, która nie zawsze kończy się sukcesem. Bohaterowie nie popadają jednak w marazm i za każdym razem znajdują inny sposób na rozwiązanie pojawiających się problemów. Wszystkie te zabiegi fabularne tworzą logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, dzięki czemu żaden z nich nie wydaje się przesadzony. W ten sposób nauka rośnie do roli faktycznego bohatera pierwszoplanowego, mającego decydujący wpływ na bieg fabuły.

Dr. STONE to opowieść rewolucyjna w perspektywie reprezentacji nauki i naukowców wśród współczesnych tendencji audiowizualnych. Nie tylko wprowadza nowy sposób pokazywania postaci uczonego, ale też czyni z nauki rzeczywiste paliwo fabularne, poświęcając jej dużo czasu ekranowego i przedstawiając jej zagadnienia w zajmujący sposób. Tym samym udowadnia, że może ona być atrakcyjna dramaturgicznie. W połączeniu z intertekstualnymi odniesieniami do oldschoolowych gier czy innych tekstów uznanych za symbole kultury geekowskiej, dostajemy małe popularnonaukowe arcydzieło w konwencji anime. To nie przeszkadza mu jednak dotykać głębszych tematów, takich jak postawy ideologiczne czy znaczenie nauki we współczesnym świecie. Dr. STONE to wielowymiarowy hymn na cześć nauki i genialna kontra dla schematycznych konwencji filmowych naszych czasów. Tego właśnie nam trzeba w nadchodzącej dekadzie.

Danuta Repelowicz