Edukacja dla wrażliwych

B9713495020Z.1_20171013203504_000+GU49VGEQA.1-0Pan od muzyki (2004, reż. Christopher Barratier)

Nauczyciele odgrywają w egzystencji młodego człowieka bardzo dużą rolę. Nie tylko przekazują wiedzę, uczą skomplikowanych teorii i zasad, ale przede wszystkim wychowują, usiłując przygotować nas do dorosłego życia.  Mogą zarówno zainspirować swoich podopiecznych do działania i realizowania zainteresowań, jak i skutecznie zniechęcić do rozwijania ich zdolności. Jednak tylko mistrz z krwi i kości potrafi odkryć w uczniu talent i mimo przeciwności losu pomóc mu go wyszlifować.

W 2004 roku Christopher Barratier nakręcił film zatytułowany „Pan od muzyki”. Historia niesfornej gromady chłopców i Clément Mathieu- prawdziwego nauczyciela z powołania skradła serca wrażliwszej publiczności i otrzymała mnóstwo nagród i nominacji (w tym nominację do Oscara za najlepszy film anglojęzyczny). Warto jednak rozważyć, czy wizja bezinteresownego belfra- altruisty wykreowanego „Panu od muzyki” chociaż trochę przypomina rzeczywistość czy też mamy do czynienia z wyidealizowaną, wręcz utopijną wizją świata?

W „Panu od muzyki” wszystko wygląda nieskazitelnie. Cywilizacja jest nieskażona, wolna od brutalności i szarej codzienności. Nawet jeżeli występują w niej „skazy” takie jak pojedyncze czarne charaktery, wciąż stanowią one jedynie minimalną rysę na szkle harmonijnego otoczenia. Niegrzeczni chłopcy są problemowi tylko w niewielkim stopniu. Pełnią oni rolę baśniowej wersji zdemoralizowanych lekkoduchów, których należy okiełznać i przywołać do porządku. Tak naprawdę przecież bohaterowie łamią krystaliczny ład ukazany w opowieści jedynie poprzez zapalenie od czasu do czasu papierosa czy przedrzeźnianie profesorów. Nietetyczne prowadzenie się kilkumastoletnich dzieciaków kontrastuje z ich wyprasowanymi koszulami i lśniącymi lakierkami. W kilka dni zaś niczym natchnione bożym wpływem przechodzą wewnętrzną przemianę zilustrowaną idealnie wyćwiczonymi piosenkami. Z jednej strony widok ten przywraca dając nadzieję na to,że gdzieś tam,w nieodległych rejonach istnieje świat wyzbyty z przemocy, marketingowego cynizmu i pogoni za sukcesem. Z drugiej zaś cukierkow obraz odrzuca nadmiarem „tęczowych” scen i dialogów, przywodząc na myśl przesłodzoną animację dla nieco starszych dzieci Jest to jednak kłamstwo w dobrej intencji. Twórcy „Pana od muzyki” koloryzują rzeczywistość,by ocieplić wizerunek ludzkości,tak dziś przesiąkniętej egoizmem i brakiem empatii. Film ten działa na podobnych zasadach,co akcja charytatywna. Aktorzy przypominają tutaj wolontariuszy, którzy swoim przykładem mają zachęcać do szlachetnych działań.

Les-Choristes-voila-a-quoi-ressemble-Pepinot-Maxence-Perrin-treize-ans-apresPan od muzyki (2004, reż. Christopher Barratier)

Tymczasem widzowie podczas oglądania tej francuskiej produkcji doznają uczucia pozytywnego katharsis. Dzięki unikalnej muzyce skomponowanej przez Bruno Coulais, estetycznym kadrom wyglądającym jak replika zakurzonych rysunków namalowanych przed laty i znalezionych gdzieś oglądający przeżywa silne emocje, które balansują na granicy radości i wzruszenia. Obraz przepełniony delikatnością i zwiewnością niczym ruchy baletnicy odpręża, przegania negatywne myśli. Sprawia, że odpoczywa nasze ciało i dusza, sącząc hektolitrami pozytywną energię  ze szklanego ekranu. Śmiech przegania tutaj płacz, zaś refleksje współpracują z osobistymi wspomnieniami.

W końcu „W Panu od Muzyki” każdy może odnaleźć cząstkę samego siebie. Niektórzy w historii stworzonej przez Barratiera ujrzą problemy własnej młodości, inni na podstawie złych zachowań uwypuklonych w historii dostrzegą swoje wady, zaś reszta doceni zawód nauczyciela, tak deprecjonowany w dzisiejszych czasach. Warto zatem dostrzec uniwersalność opowieści zaserwowanej przez przedstawicieli kina francuskiego, która jest jak lustro: czysta, przejrzysta i wszyscy mogą się w niej przejrzeć.

Anna Godoń