Krajobraz po katastrofie, czyli uspokojony survival

Arctic-01Arktyka (2018, reż. Joe Penna)

Trudno nazwać „Arktykę” w reżyserii debiutującego Joe Penny standardowym filmem survivalowym, czy tym bardziej katastroficznym, w którym bohater walczy z roznoszącym wszystko tornadem, a innym razem decyduje się na bezpośrednią bójkę z watahą wygłodniałych wilków. Twórcę bardziej interesuje pytanie o kwestię zachowania moralności w niecywilizowanym świecie, w którym życie ludzkie jest czymś wręcz niepożądanym.

Toteż Arktyka pomija scenę katastrofy lotniczej, aby skupić się na losach jedynego ocalałego pasażera, zmuszonego egzystować pośród arktycznego białego piekła. Przewijające się obrazy w filmie jawią się niemalże jako krajobraz po katastrofie, którą bohater musi zaakceptować, aby przetrwać. Sam film trafniej zatem nazwać raczej anty-katastroficznym, któremu bliżej do poruszającego „Alive, dramatu w Andach” niż widowiskowego „Everest”, czy „Przetrwania”. Najefektywniejszym kataklizmem, jaki widz zobaczy na ekranie, jest mało widoczny wypadek helikoptera na drugim planie. Wynika to z faktu, że największą zaletą „Arktyki” jest minimalizm narracyjny, którego opanowanie znajduje najsilniej swój wyraz w upartych, ale pokornych działaniach protagonisty.

Dzięki samodyscyplinie i umiejętnej organizacji cierpliwy pilot, dostosował się do życia w nieprzyjaznym mu lodowym świecie. Niemniej Overgård – znakomicie zagrany przez Madsa Mikkelsena, którego zdrętwiała od zimna twarz deklaruje więcej emocji niż scenariusz zdołał pomieści słów. Żyje już jakby bez nadziei na ratunek, a każda jego rutynowa czynność służy tylko przetrwaniu kolejnego dnia. Niespodziewaną nadzieję momentalnie budzi w bohaterze migoczący na bezkresnym niebieskim niebie helikopter, który tak szybko się zjawia, jak rozbija o nieporuszony lód. Zawiedziony bohater decyduje się jednak momentalnie pomóc jedynej ocalałej kobiecie, za której los czuje się on odtąd odpowiedzialny. Odcięty dotychczas od cywilizacji Overgård zaczyna dostrzegać wartości pojedynczego życia ludzkiego i doświadcza tym samym poczucia solidarności z cierpieniem drugiego człowieka. Ten ludzki gest współczucia i miłość do innego staje się dla bohatera wystarczającą motywacją do ucieczki z białego piekła.

01Arktyka (2018, reż. Joe Penna)

Ten humanistyczny wydźwięk filmu wyłania się zatem na plan pierwszy, zostawiając na drugim wszelki kataklizm. Minimalistyczna dramaturgia filmu skupia swoją uwagę na pojedynczych gestach Overgårda, albowiem reżyser nie potrzebuje efektownych scen akcji, aby wzniecić napięcie. Na tym zimowym i morderczym odludziu nawet najmniejsza pomyłka waży więcej niż dziesiątki zrujnowanych budynków w standardowym filmie katastroficznym. To uważne i czułe, ale tym samym chłodne i obiektywne narracyjne podążanie za każdym krokiem milczącego bohatera może być początkowo wyzwaniem dla zdezorientowanego widza, który wie o bohaterze, tylko tyle ile zdoła ujrzeć na obrazie. Jedyną szansą na utożsamienie się z postacią Mikkelsena wydaje się być zatem znalezienie poczucia wspólnoty ludzkiej z tym, co w nas najsilniejsze – woli przetrwania.

Minimalizm znajduje również swoje odbicie w precyzyjnych i wręcz dokumentalnych zdjęciach, które wiarygodnie oddają nieistotność życia ludzkiego w otoczeniu nieskończoności arktycznej dziczy. Mało tutaj jest szeroko rozumianej malarskości fotograficznej, które sprawią, że zachwycą nas zimowe pejzaże, czy też wirtuozerskich piruetów operatorskich, podnoszących ciśnienie w scenie konfrontacji z polarnym niedźwiedziem. W filmie rządzi przede wszystkim formalny pietyzm, który pokazuje nam co rusz dalekie plany pokazujące biały bezkres śniegu i lodu, a gdzieś tam z boku migoczącą postać bohatera, ciągnącego tobogan z nieprzytomną kobietą. Najbardziej poruszającym obrazem w filmie pozostają jednak ujęcia twarzy Overgårda – wycieńczonej, przekrwionej i spuchniętej od zimna, ale wciąż pełnej determinacji i uporu.

„Arktyka” nie jest przełomowym filmem survivalowym, albowiem już o chociażby dekadę starszy „127 godzin” w reżyserii Danny’ego Boyla umiejętnie posłużył się formułą minimalistycznego kina przetrwania. Niemniej pomimo powstania tych dwóch przykładowych filmów, ten rodzaj skupionej i wyważonej dramaturgii jest wyjątkowo mało eksploatowany w dzisiejszym przemyśle filmowym, który preferuje spektakularne widowiska, gdzie największą uwagę zwracają szaleńcze popisy kaskaderskie w ekstremalnych warunkach, bądź komputerowo wygenerowane huragany, zamiecie i niedźwiedzie. Tegoroczna ascetyczna Arktyka przypomina zatem o czymś wyjątkowo istotnym dla samego szeroko pojętego kina katastroficznego i survivalowego, które zazwyczaj tak bardzo jest skupione na wizualizacji żywiołowej katastrofy, że zapomina o znajdującym się w jej środku człowieku.

Bartosz Markowski

Arktyka
Islandia 2018, 97′
reż. Joe Penna, scen. Joe Penna, Ryan Morrison, zdj. Tomas Orn Tomasson, prod. Armory Films, Pegasus Pictures, Union Entertainment Group (II), wyst. Mads Mikkelsen, Maria Thelma Smaradottir