Czy warto być niewidzialnym?

1-F-1967-26-800x800Ostatni dzień lata (1958, reż. Tadeusz Konwicki)

W młodości Roman Polański zamierzał zostać aktorem. Grał w teatrze. Maturę zrobił w liceum plastycznym. Do szkoły aktorskiej nie został przyjęty, a próbował trzy razy. Duże znaczenie miało Jego pochodzenie. Fizjonomia Polańskiego rzekomo miała wskazywać na to, że nie nadaje się do tego zawodu. W rozmowie z Antonim Bohdziewiczem spytał: „Jakie mam szanse żeby się dostać do Szkoły Filmowej?”. Bohdziewicz odpowiedział: „Jeżeli nie będziesz próbował, to na pewno żadnych szans nie masz.” Dzisiaj nazwisko Polańskiego gwarantuje widownie na sali kinowej…

Postanowiłem. Jadę nad morze. Planowałem to długo. Chciałem jechać od dawna. Zobaczyć ten bezkres i zapamiętać. Tylko tyle. Wystarczy.

W trakcie planowania zbiegły się dwie daty. Jeden. Końcówka sierpnia. Katowice. Kino Kosmos. Klub filmowy Ambasada. Pokaz filmu „Ostatni dzień lata”. Jeden z moich ulubionych. Radość z niechybnego wydarzenia. Dwa. Z racji planowanego urlopu trzeba poszukać noclegu. Klikam ze znajomą… Ustalone. Zostało to określone trzeciego sierpnia.

Szukam informacji na temat „Ostatniego dnia lata”. Okazuje się, że premiera odbyła się czwartego sierpnia 1958 roku. Równo sześćdziesiąt lat temu! Kolejna niespodzianka. Okazało się, że film realizowany był w niedalekiej odległości od miejsca mojego przyszłego pobytu. Wspaniale! Podążę zatem śladami bohaterów tej historii. Kto wie? Może uda się odnaleźć miejsca, w których rodziło się wydarzenie na europejską skalę?

Pojechałem. Zobaczyłem morze. Odpocząłem. Naładowałem baterie do życia, aby po powrocie zmagać się na nowo ze światem…

Ostatnia sobota przed moim wyjazdem nad morze. Jedenastego sierpnia. Katowice. Wieczór. Ulubiony klub. Cuba Libre. Relaks. Wypatruje kogoś, by za chwilę zacząć się bawić. Błysk… Spotykamy się wzrokiem… Przy rozstaniu podaje Jej numer. Ona oddzwania. Jesteśmy w kontakcie.

1-F-1967-8-800x800Ostatni dzień lata (1958, reż. Tadeusz Konwicki)

Tydzień później. Osiemnastego sierpnia. Sobota rano. Jestem w domu. Tak planowałem już wcześniej. Okazuje się, że jednak nie bawimy się razem dzisiejszego wieczora. Nazajutrz spotykam się z przyjacielem. Spędzamy miło czas. On pyta. Co tobie daje napęd do życia? Emocje, odpowiadam. Mija chwila. Dzwoni ona. Z wrażenia przypadkiem odrzucam połączenie. Przepraszając przyjaciela, oddzwaniam. Odbiera. Rozmawiamy. Żegnamy się. Okazuje się, że w przyszłą sobotę nie widzimy się. Ona wyjeżdża.

Czwartek, dwudziestego trzeciego sierpnia. Wchodzę na Facebooka. Czytam, że pierwszego września w Katowicach jest impreza z okazji powstania jednego z klubów. Wysyłam Jej esemesa. Pytam o konto na Facebooku. Spisujemy się.

Odkrywam to czym się zajmuje. Wspominała o tym wcześniej. Jestem zaintrygowany. Idę dalej. Dawniej obiecałem sobie, że pora zająć się sobą. Ona wie o czym mówi. Piszę jej, że to co robi jest użyteczne. Oboje na tym korzystamy. Dobrze, że można uszczęśliwiać inne osoby nie raniąc przy tym otoczenia.

Czego to wszystko dowodzi?
Czy warto być niewidzialnym?

Czasem nie warto. Konwicki, z tego co mówił Laskowski, planując realizacje miał wątpliwości. Szczęśliwie, został przekonany. Zatem potrzebował sygnału, aby podjąć ryzyko. Opłaciło się. Powstał jeden z moich ukochanych wytworów wyobraźni artysty.

Czasem jednak warto być niewidzialnym. Jak to możliwe? Do czego jest to potrzebne?

Bycie niewidzialnym jest po to, aby dać szansę komuś do tego by cię zauważył. Tak jest. Tylko tyle i aż tyle. Nic więcej. Samotność w tłumie? Otóż nie.

1-F-1967-4-800x800Ostatni dzień lata (1958, reż. Tadeusz Konwicki)

Praca nad sobą zawiera paradoksy. Nieczęsto zdarza się by poznać kogoś milcząc. Szczęście? Los? Przypadek? Potrzeba wszystkiego po trochu. Najważniejsze ? Dobrze stanie się, jeżeli będziemy otwarci na świat dobrych rzeczy. Co to jest świat dobrych rzeczy? Ktoś spyta. I dobrze. Kto szuka, ten znajdzie.

Jednym ze składników świata dobrych rzeczy może być pożądanie. Uczciwe, szczere. Nie krzywdzące nikogo, kto jest nam bliski. Takie pożądanie jest zawsze dobre. Zdradza ciekawość. Uruchamia wyobraźnie. Budzi rzeczy uśpione.

Człowiek, by nie zawieść tej drugiej osoby (i przy okazji samego siebie) podejmuje ryzyko. I jest to wspaniałe. By cieszyć się z poznania tej drugiej osoby należy się poddać. Mimochodem. Wtedy nie spotka nas nic, czego byśmy mieli później żałować.

Jeśli mamy zbierać dojrzałe owoce pracy nad sobą potrzeba nam tzw. złotego środka. Znajdziemy go w samych sobie. We wnętrzu. Każdego z nas. Istnieje. Wystarczy go odnaleźć. Być może przyda się cierpliwość, czas, spotkanie odpowiednich ludzi. Inne rzeczy.

Dobrze się stanie, jeżeli zaczniemy otwieranie siebie na świat dobrych rzeczy. W każdej pracy okaże się to pożyteczne.

W pracy filmowca? Zrobił to Konwicki.

Krzysztof Ruben