70 mm, czyli feniks z celuloidowego popiołu

Brody-DunkirkDunkierka (2017, reż. Christopher Nolan)

Historia myśli kinematograficznej, jako jeden z punktów wyjścia do refleksji nad percepcyjnością dzieła filmowego, wskazuje przykład alegorii jaskini z „Państwa” Platona. Oto skrępowani łańcuchami ludzie oglądający na ścianie ciemnej jaskini cienie rzeczy  znajdujących się przed ogniskiem. Abstrahując od filozoficznych rozważań, dość intuicyjnie można zauważyć podobieństwo jaskini do warunków sali kinowej. Oczywiście w kinie nikt nie przykuwa widzów do foteli łańcuchami, natomiast wielki ekran i wszechogarniający dźwięk wymuszają podobny sposób skupienia uwagi na ,,świetlnym spektaklu’’. Dziś jednak, w epoce Netflixa i HBO, doświadczenie odbioru filmów bardzo się zmienia. Z jednej strony współczesny widz ma nieograniczony dostęp do większości produkcji, jakie kiedykolwiek nakręcono, ale z drugiej ,,konsumuje’’ owe filmy w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Dość dobrze opisał to Martin Scorsese: „Teraz możesz oglądać filmy na iPadzie. Możesz przyłożyć go jak najbliżej swojej twarzy, zamknąć drzwi na klucz, ale i tak cały czas będziesz miał wokół siebie rozpraszające cię rzeczy. Dzwoniący telefon. Krzątający się ludzie. [Oglądanie filmów w domu] to nie jest dobre rozwiązanie”. ,,Człowiek wielozadaniowy’’ nie zwraca również uwagi na techniczną jakość produkcji, nie zdając sobie często sprawy z tego, ile na tym traci. Komputer wszystko wypaczył – żalił się w jednym z wywiadów David Lynch. Mały ekran, kiepski dźwięk… Na przykład „2001: Odyseja kosmiczna” Kubricka. Na laptopie to przecież jakiś wielki żart! Najdalej poszedł jednak Quentin Tarantino, który skrytykował nie tylko oglądanie filmów w domu, ale też współczesne projekcje kinowe. Cyfrowa prezentacja [w kinie] to taka telewizja w miejscu publicznym. Zwyczajne spotykanie się przed telewizorem w większym gronie, tylko bez pilota. Pracuję za długo, żeby zaakceptować sytuację, w której przychodząc do kina, uzyskujemy podrzędny efekt DVD, nakręconego tym samym gównem, którym filmują mydlane opery. Mi taka jakość nie wystarcza. Nie powinno nikogo dziwić, że to właśnie reżyserzy narzekają na współczesne praktyki odbiorcze, gdyż każdy filmowiec pragnie, aby jego ,,wypieszczone’’ dzieło było percypowane w sposób zapewniający maksymalną głębię przeżyć. Tarantino był do tego stopnia zdeterminowany, że postanowił nakręcić swój ostatni film „Nienawistna ósemka” w nieużywanej od półwiecza, piekielnie drogiej i szalenie problematycznej technologii Ultra Panavision (o tym w dalszej części artykułu), dołączając do elitarnego grona współczesnych reżyserów chcących za wszelką cenę przywrócić magię doświadczeniu projekcji filmowej.

hateful_eight_twc_1.0.0Nienawistna ósemka (2015, reż. Quentin Tarantino)

Trochę historii…

Jeżeli za główną przyczynę wysiłku filmowców włożonego w przywracanie spektakularności i widowiskowości kina uznamy zagrożenie płynące ze strony telewizji i Internetu, możemy bez wątpienia przyznać, że historia kołem się toczy. Analogiczne bowiem problemy spędzały sen z powiek hollywoodzkim producentom i twórcom w latach 50. ubiegłego stulecia, gdy rozpaczliwie szukali oni sposobu na walkę z błyskawicznie rozprzestrzeniającym się nowym medium, jakim była telewizja. Ludzie, którzy za sprawą stosunkowo niewielkiego pudełka ustawionego w salonie swojego domu uzyskali dostęp nie tylko do filmów, ale też seriali i programów rozrywkowych, coraz rzadziej decydowali się na wizyty w kinie. Dodatkowo małe kina na prowincji upadały, a jej mieszkańcy zdołowani wizją dojazdu do odległego miasta jedynie w celu obejrzenia seansu, wybierali wieczór przed telewizorem. Studia filmowe postanowiły na nowo przyciągnąć widzów za sprawą widowiskowych superprodukcji (głównie historycznych i biblijnych) takich jak „Szata”, „Dziesięcioro przykazań” czy „Ben-Hur”. Jednak największe gwiazdy, scenograficzny przepych i olśniewające kostiumy nie wystarczyły – trzeba było te filmy odpowiednio zaprezentować, eksponując różnicę pomiędzy małym czarno-białym kineskopem a kinowym ekranem. Aby poprawić jakość obrazu i maksymalnie zwiększyć jego rozmiar większość studiów decydowała się na zastosowanie nowych proporcji ekranu, znacznie go poszerzając. Dość osobliwym wynalazkiem była Cinerama, która pozwalała na projekcje z użyciem obrazu łączonego z trzech projektorów. Ze względu na wysokie koszty w tej technologii powstało zaledwie kilka filmów, z których najbardziej znany jest western „Jak zdobyto Dziki Zachód”. Najczęściej szeroki ekran uzyskiwano poprzez ,,ścieśnienie’’ obrazu na 35 mm klatce filmowej (CinemaScope wytwórni 20th Century Fox) lub zapisywanie go poziomo, a nie pionowo (VistaVision Paramountu – ulubiony format Alfreda Hitchcocka). Jednak dla niektórych filmowców nawet takie zabiegi nie były wystarczające i postanowili oni uzyskać spektakularny efekt nie dzięki taśmie 35 mm, ale za sprawą dwa razy szerszej – 70 mm. Format ten pozwolił na uzyskanie obrazu o bardzo dużej ostrości i bogactwie detali, mógł być wyświetlany na olbrzymich ekranach oraz zapewniał sześciokanałowy dźwięk. Jednym z pionierów nowego standardu był brytyjski producent Mike Todd (wówczas znany głównie z bycia trzecim mężem Elizabeth Taylor), który w autorskim Todd-AO zaprezentował światu film „W 80 dni dookoła świata”. Innymi popularnymi formatami były produkty firmy Panavision – Super Panavision (w którym powstały m.in. „West Side Story”, „Lawrence z Arabii” czy „2001: Odyseja kosmiczna” ) i Ultra Panavision. Ten ostatni był szczególnie olśniewający, gdyż używał anamorficznego (,,ścieśnionego’’) obrazu na 70 mm taśmie, dając ,,ultrarszeroki’’ ekran o proporcjach 2.76:1 (tradycyjny obraz używany do lat 50. miał proporcje 1.37:1). O ile ,,superszeroki’’ ekran był dość popularny wśród hollywoodzkich (ale też m. in. radzieckich) twórców, ze względu na wysokie koszty filmy 70 mm przestały być produkowane w latach siedemdziesiątych. Sama taśma znalazła zastosowanie właściwie tylko w tworzeniu efektów specjalnych i zaczęła być wykorzystywana przez kanadyjską korporację IMAX do prezentowania w sieci swoich kin spektakularnych filmów dokumentalnych. Tańszy do uzyskania szeroki ekran z anamorfozy taśmy 35 mm i wielokanałowy dźwięk firmy Dolby, w teorii spełniał oczekiwania zarówno twórców, jak i widzów, stając się standardem stosowanym aż do dziś.

Kinofile w akcji

Od lat 70. zaledwie kilka dużych produkcji zrealizowano na taśmie 70 mm (m. in. „Tron”, „Baraka” Rona Fricke’a czy „Hamlet” Kennetha Branagha). Problemem stał się już nie tylko koszt samego procesu, ale przede wszystkim brak odpowiedniej aparatury w kinach, które z czasem pozbywały się olbrzymich, bezużytecznych projektorów. Rewolucja cyfrowa zredukowała w ogóle produkcję i dystrybucję filmów na taśmie. Na początku XXI wieku niektóre blockbustery zaczęto przystosowywać (czyli po prostu powiększać w postprodukcji) do wspomnianego już formatu IMAX i wyświetlano je na gigantycznych ekranach tej sieci. Do czasu premiery „Mrocznego Rycerza” Christophera Nolana w 2008 roku był to jedynie pozostawiający wiele do życzenia półśrodek o cechach marketingowego chwytu. Właśnie Nolan okazał się jednym ze współczesnych ,,szerokoekranowych maniaków’’ i kręcąc około 30 minut drugiej części swojej trylogii o Batmanie siedemdziesięcio milimetrowymi kamerami IMAX (używanymi wcześniej tylko do filmów dokumentalnych), na nowo przypomniał światu o możliwościach tej techniki. Od tamtej pory każdy swój kolejny film reżyser przynajmniej częściowo realizował przy użyciu kamer IMAX, a „Interstellar” z 2014 również korzystając ze standardowej taśmy 70 mm, prezentując swoje dzieło nie tylko w sieci IMAX, ale również w kilkudziesięciu kinach w USA i kilkunastu w Europie, w których zachowała się odpowiednia aparatura. Również ostatni swój film ­– „Dunkierkę”, Nolan przedstawił w podobny sposób, używając w procesie produkcji specjalnie skonstruowanych, małych kamer 70 mm umożliwiających kręcenie w niedostępnych wcześniej dla tego typu sprzętu miejscach (jak np. łodzie i myśliwce). Zarówno widzowie jak i recenzenci podkreślali kolosalne różnice w odbiorze obrazu prezentowanego w formacie 70 mm i wyświetlanego w zwykłym kinie, zwracając tym samym uwagę na artystyczną wartość podjętych przez reżysera wysiłków.

Still-of-Heath-Ledger-as-The-Joker-in-The-Dark-KnightMroczny rycerz (2008, reż. Christopher Nolan)

Prawdziwym przełomem w działaniach na rzecz przywrócenia do łask taśmy 70 mm była premiera wspomnianej we wstępie „Nienawistnej ósemki” Quentina Tarantino w 2015 roku. Ze względu na specjalny status, którym od lat cieszy się reżyser wśród kinomaniaków z całego świata, zainteresowanie formatem nowego filmu Tarantino znacznie wzrosło. Reżyser wykorzystał najbardziej skrajny szerokoekranowy proces, czyli opisany powyżej Ultra Panavision 65, zmuszając producentów do odszukania, kupna  i naprawy nieużywanego od 1966 roku sprzętu oraz zapewnienia dużej ilości projektorów mogących obsłużyć specjalne kopie filmu. Tarantino dał również wyraz swojej chorobliwej kinofilii w sposobie dystrybucji dzieła przemyślanej na wzór praktyk stosowanych w Hollywood od lat 50. do 70. zwanych roadshow release. Polegały one na prezentacji największych superprodukcji w pierwszej kolejności w największych miastach i najbardziej luksusowych kinach, a oprawa całego wydarzenia przypominała wizytę w teatrze, gdyż widzowie dostawali drukowany program, a w połowie filmu następowała przerwa. „Nienawistna ósemka” w formacie 70 mm była w ten sposób pokazywana na terenie 100 miast w Stanach Zjednoczonych i kilkunastu na świecie. Pomimo kolosalnych kosztów cała operacja zakończyła się sukcesem, gdyż stała się przyczynkiem do refleksji nad zapomnianym glamourem i splendorem filmowych premier, ukazując magię doświadczenia – zbanalizowanego w dzisiejszym świecie – kinowego pokazu.

Moda, fanaberia, fenomen?

Oprócz Nolana i Tarantino, również tacy twórcy jak P.T. Anderson („Mistrz”), J.J. Abrams („Przebudzenie mocy”) czy Zack Snyder („Batman v. Superman”), postanowili dołączyć do klubu fanów taśmy 70 mm, kręcąc swoje filmy właśnie w tym formacie. Zwiększone zainteresowanie zapomnianą technologią, przejawiające się m. in. dorocznymi przeglądami filmów 70 mm (organizowanymi głównie w USA i Europie Zachodniej, ale też np. w Czechach, gdzie dużo kin posiada jeszcze w swoim wyposażeniu stare projektory) czy społecznościami internetowymi prowadzącymi działalność edukacyjną poprzez portale (m. in. http://www.in70mm.com, http://70mm.lh2.pl) pozwala wyrazić nadzieję, że kolejni twórcy zdecydują się na przywrócenie jej dawnego blasku i nie zważając na wysokie koszty, postarają się zapewnić nam – widzom – maksymalne doznania kinowe.

Piotr Szubra