Wszystko i nic. „Happy end”

p053qlwwHappy end (2017, Michael Haneke)

Michael Haneke zaprasza nas na rodzinny obiad, podczas którego serwuje wszystkie swoje popisowe dania. W menu znajdują się wystudiowany chłód, fascynacja śmiercią, skrajne sytuacje niszczące idealny ład oraz świat dorosłych widziany oczami dziecka. Niestety gospodarzowi ewidentnie zabrakło przypraw i postanowił zalać wszystkie swoje potrawy keczupem.

Początek „Happy endu” zwodzi nas na manowce, zapowiadając historię widzianą oczami dziecka, które padło ofiarą manipulatorskiego cyberświata. Przez ekran telefonu obserwujemy ostateczne upodlenie matki, z której nieszczęścia i depresji wyśmiewa się jej własna córka. Początek ten jest jednak tylko zapowiedzią świata, do jakiego wkraczamy.

Haneke od razu wrzuca nas w swoją okrutną, beznamiętną rzeczywistość, rezygnując z elementu zaskoczenia, który widoczny jest w jego poprzednich filmach. Bohaterowie pozbawieni głębi psychologicznej stają się jedynie kolażem stereotypowych postaci. Mamy tutaj bezduszną Anne trzymającą rodzinę na krótkiej smyczy, jej syna nieudacznika, który jest skazany na przejęcie rodzinnego interesu, ojca i siostrzenicę – samobójców, brata – niezdolnego do miłości seksoholika i jego nieświadomą zdrad, potulną żonę. Bogata, (oczywiście) na pozór szczęśliwa rodzina jest zamknięta w więzieniu idealnego wizerunku i konwenansów, wśród których zatracają się prawdziwe uczucia, a wirtualność zastępuje bliskość. Jeśli tata małej Eve pyta ją o emocje, robi to, ponieważ czuje, że to jego obowiązek. Ojcowska troskliwość jest tak wystudiowana, że budzi śmiech na sali. Tak samo jak czułość Anne wobec pogryzionej przez jej psa córki imigranckich służących, na których z łatwością zrzuca całą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Śmierć człowieka na terenie rodzinnej budowy, czy próba samobójcza bliskiej osoby, stają się małymi problemami do rozwiązania, które bohaterowie przyjmują bez mrugnięcia okiem.

Są w tej grupie jednak osoby, które choć na chwilę zdejmują maski obojętności. Eve, po próbie samobójczej swojej mamy, pozwala sobie na chwilę słabości w obecności taty. Czuje jednak niestosowność swoich łez i szybko doprowadza się do porządku. Każda próba okazania wrażliwości oznacza odsłonięcie się, które w świecie rządzonym przez Instagram może być narażone na śmiech. Osoby decydujące się na ten radykalny krok stają się rysą na idealnej powłoce wizerunku rodzinnego. Uczucia nie są siłą bohaterów, ale ich osłabiają. Ten zimny świat konwenansów jest dla Eve i jej dziadka więzieniem, z którego próbują uciec. Wrażliwość to jedyna moc, jaką posiadają. Kolejne nieudane próby samobójcze, uniemożliwiają im osiągnięcie tytułowego „happy endu”.

maxresdefaultHappy end (2017, Michael Haneke)

Refleksja, jaką Haneke podsumowuje dzisiejsze społeczeństwo, jest bardzo smutna. W teraźniejszym świecie dominuje bezsilność, która nie jest już domeną ludzi pozbawionych perspektyw, ale dotyczy absolutnie każdego. Na przykładzie dobrze sytuowanej rodziny Laurentów, którą mamy okazję podglądać, jeszcze wyraźniej widać wszechobecne zagubienie i słabość charakteru, które prowadzą przedstawicieli trzech różnych pokoleń do samobójstwa. Jeśli reżyser poprzestałby na tej konstatacji, mogłabym mu jeszcze wybaczyć. On jednak poszedł dużo dalej czyniąc z „Happy endu” sequel „Miłości”. To fatalne posunięcie nie tylko nic nie wyniosło do filmu, ale tez zniszczyło cale piękno poprzedniego.

Haneke w wywiadach często podkreśla, że jego zadaniem jest tylko zarejestrować rzeczywistość i przekazać obraz dalej. To widzowie mają dokonywać oceny i wyciągać wnioski. Ten cel, który tak wyraźnie przyświecał mu w poprzednich filmach, został zaburzony przez stereotypowość postaci, która z góry narzuca nam odpowiedzi. Siła jego poprzedniej twórczości tkwiła w prostocie historii skontrastowanej ze złożonością psychiki ludzkiej. W „Białej wstążce”, choć bohaterem jest cała lokalna społeczność, wszystkie wątki oscylują wokół serii niepokojących zbrodni popełnionych przez tajemniczego sprawcę. W „Happy endzie” tej spójności ewidentnie brakuje. Mamy tu samobójstwo, konflikt matki z synem, zdradę małżeńską, krytykę portali społecznościowych, alkoholizm… Wielowątkowa historia porusza też problem nielegalnych imigrantów, ale w żaden sposób go nie rozwija. Wątek pojawia się gdzieś w tle i tak jak wszystkie pozostałe tematy, nie ma szans dobrze wybrzmieć.

Chodzą pogłoski, że tym właśnie filmem Haneke ma zamiar zakończyć swoją karierę, jeśli jest to prawda, to jego tytuł staje się przewrotny już nie tylko w kontekście bohaterów, ale również samego twórcy. Niestety trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym.

Ida Marszałek

Happy end (premiera: 9.02.2018)
Austria, Francja, Niemcy, 107′
reż. Michael Haneke, scen. Michael Haneke, zdj. Christian Berger, prod. Les Films du Losange, X-Filme Creative Pool, Wega Film, Arte France Cinema, wyst. Isabelle Huppert, Jean-Louis Trintignant, Mathieu Kassovitz, Fantine Harduim, Franz Rogowski