Czy wirtualna rzeczywistość nas pochłonie? – rozmowa z Jackiem Nagłowskim

25520888_1850263788338175_2099289608_oBytom Film Festival

Technologia VR (rzeczywistość wirtualna) ma swoje początki już w XIX wieku. Fotoplastykon oddziaływał tylko na nasz wzrok, ale poprzez przystawienie oka do maszyny, sprawiał wrażenie pewnej zamkniętej całości. W latach 50. w Stanach Zjednoczonych powstał projekt „Sensorama”, który z kolei angażował już więcej zmysłów i miał być “Kinem przyszłości”, jak też Morton Heilig twórca projektu, nazwał swoje przedsięwzięcie. Pod koniec lat 70. mieliśmy też urządzenie nazwane “View-master”, które jeśli chodzi o wygląd najbardziej przypomina współczesny VR. Było to urządzenie wielkości mniej więcej obecnego Oculusa-Rifta, które przykładało się do oczu, a w środku znajdowała się specjalna kaseta z różnymi obrazami. Na przestrzeni lat technologia VR powracała w różnych formach i urządzeniach, ale od dwa tysiące dziesiątego roku, czyli daty powstania pierwszego prototypu Oculusa Rifta, można zauważyć, że w końcu technologia ta ma potencjał by trafić do szerszych grup odbiorczych. W dwa tysiące szesnastym roku Oculus Rift trafił do sprzedaży, a za sprawą tego wydarzenia, rynek VR zaczął być szacowany na około 1,6 miliarda dolarów. Do dwa tysiące dwudziestego roku jego wartość wzrośnie w zakresie od czterdziestu do stu dwudziestu miliardów dolarów.

O wirtualnej rzeczywistości rozmawiamy z Jackiem Nagłowskm – inicjatorem i koordynatorem badań nad językiem VR prowadzonych w Łódzkiej Szkole Filmowej. Wywiad został przeprowadzony podczas 3 edycji Bytom Film Festival, która odbyła się w dniach 7-9 września 2017.

Mateusz Słowik: Trzy słowa definiujące VR – wyobraźnia, interakcja i zaangażowanie. Które twoim zdaniem najlepiej go opisują?

Jacek Nagłowski: Wydaje mi się, że kluczowym elementem wirtualnej rzeczywistości jest to, że fizycznie zanurzamy się w tej przestrzeni. To nie działa już jak medium audiowizualne, tylko taktoaudiowizualne, to znaczy takie, w którym nasza cielesność funkcjonuje w cyberprzestrzeni, skonstruowanej na potrzeby konkretnego doświadczenia. I to jest kluczowe. A jeżeli chodzi o te trzy cechy, które wymieniłeś, to odniosę się do każdego po kolei. Interakcja jest istotną potrzebą, czego skutkiem jest to, że czujemy się fizycznie wewnątrz tego świata, a dodatkowo wzmacnia ona nasze poczucie uczestnictwa. Co do wyobraźni, to pozornie może się wydawać, że jej tam nie ma. Jesteśmy tak silnie przeboćcowani wizualnie, dźwiękowo czy cieleśnie, że mało miejsca na nią zostaje. Uważam jednak, że wyobraźnia jest bardzo istotna, dlatego że kwestią dobrego opowiadania jakiejkolwiek historii, jest zostawienie przestrzeni dla odbiorcy, by mógł odebrać ten świat w swojej perspektywie. Stwarzanie tych pól niedopowiedzenia, jest zadaniem, jakie przed nami w wirtualnej rzeczywistości stoi. Zaangażowanie to chyba cecha każdego medium, w którym uczestniczymy. Jeśli chodzi o VR, to etap, na którym się obecnie znajdujemy, przypomina raczej zachwyt, porównywalny do fascynacji kinem sto lat temu. Bardzo trudno jest nam na tym poziomie, zbudować takie doświadczenia wirtualne, które to zaangażowanie wywoła. Dlatego to – podobnie jak kwestie wyobraźni – postrzegam jako główne zadanie, stojące przed wirtualną rzeczywistością. Dla kogoś kto się tym zajmuje, ten efekt nowości nie wystarczy, jeśli VR ma pełnić rolę nowego medium, a wierzę, że tak będzie. Musimy się jeszcze dużo nauczyć, żeby zaangażowanie na poziomie emocjonalnym, intelektualnym było satysfakcjonujące dla odbiorcy.

Skończyliśmy na zaangażowaniu. Zastanawiam się czy nie obawiacie się, że VR w momencie, gdy się rozwinie, stanie się dla ludzi takim sztucznym światem, w którym będą mogli się całkowicie zamknąć?

Podzielę moją odpowiedź na dwie części. Po pierwsze, wydaje mi się, że jeżeli ktoś potrzebuje ucieczki od świata lub życia, to i tak znajdzie na nią sposób. To nie jest tak, że stwarzając nowe medium skłaniamy ludzi do izolacji od świata materialnego. Moja obserwacja – a dużo godzin już spędziłem w VR – pokazuje, że to jest odbierane jako swojego rodzaju podróż, która jest interesująca, ciekawa, ale jednak zawsze potem chce się wrócić do normalnej rzeczywistości. Z tego punktu widzenia, wydaje mi się, że ryzyko uzależnienia od VR-u, nie jest większe, niż od każdego innego medium. To, co prezentujemy jest zupełnie innym początkiem tej technologii. Jeżeli spojrzeć na to, w jakim kierunku rozwija się cała dziedzina wirtualnej rzeczywistości, nazywana social react, która umożliwia interakcje między ludźmi, współbycie w jednej wirtualnej przestrzeni, to myślę że będzie ona miała gigantycznie oddziaływanie społeczne. Stanie się bardzo praktyczna i pragmatyczna.

Razer_OSVR_Open-Source_Virtual_Reality_for_Gaming_(16863422875)

Czyli taki Matrix?

Dokładnie. Jeśli będę mógł spotkać się z kimś, kto jest setki kilometrów stąd, to skorzystam z tej możliwości, bo ta obecność będzie dużo bardziej efektywnym sposobem współpracy niż np. wideokonferencja czy rozmowa telefoniczna. Od strony praktycznej będzie to miało wpływ na wiele dziedzin życia. Nie obawiałbym się, że będziemy funkcjonować w wirtualnej rzeczywistości, aby uciekać od normalnego świata, tylko dlatego, że taki będzie ekonomiczny i pragmatyczny sposób funkcjonowania. Spodziewam się, że za kilkanaście lat w wirtualnej przestrzeni będziemy spędzać dużo czasu. Myślę, że najwyższa pora zacząć patrzeć na wszystko, co jest związane z cyfrową kulturą, jako coś, czego nie powinniśmy wartościować. To jest część naszej rzeczywistości, ona się dzieje – jest faktem. Dopóki nie zaczniemy jej traktować jako równoległego świata w którym, my jako ludzie funkcjonujemy, dopóty nie będziemy w stanie rozwiązywać problemów z tym związanych – etycznych, prawnych etc. Tak długo jak będziemy traktować to jako narzędzie, wiele zagrożeń łączących się ze światem cyfrowym, będzie bagatelizowanych. Przecież w Google czy na Facebooku spędzamy obecnie około 50% naszego życia, poza naszym materialnym światem. Ludzie funkcjonują tam tak jakby to były przestrzenie publiczne, a są one przecież prywatne i ktoś narzuca w nich prawo, sposób funkcjonowania, relacje między ludźmi i tak dalej. To jest coś, co umyka naszej uwadze, a co będzie miało gigantyczne konsekwencje społeczne. Podsumowując, świat cyfrowy to jest nasze środowisko i musimy traktować tamtejsze problemy w ten sam sposób, w jaki podchodzimy do nich w normalnym świecie.

A jak może się rozwinąć potencjał edukacyjny VRu?

Potencjał VR-u jest gigantyczny, ale jest też bardzo niebezpieczny. Sprawdza się on na przykład w leczeniu fobii, traum itd. Są też eksperymenty, które wskazują, że VR może także pomóc w komunikacji i leczeniu dzieci z autyzmem. To z kolei pokazuje, że jeśli jesteśmy w stanie poprawić pracę swojego mózgu, to możemy ją także pogorszyć. Potencjał do generowania różnego rodzaju traum czy neuroz, jest co najmniej równie silny. Tymczasem mamy zbyt mało badań, wskazujących bezpieczny sposób używania VR-u. Technologia sama w sobie jest neutralna, może być używana do dobrych i złych celów, natomiast potencjał manipulacyjny wirtualnej rzeczywistości jest gigantyczny. Nasz mózg wierzy, że to jest świat prawdziwy, w którym on się w tym momencie znajduje, tymczasem jest to przecież w pełni kontrolowana rzeczywistość. Stąd też bierze się ta skuteczność w leczeniu różnego rodzaju fobii, ponieważ ja jestem w stanie popychać stopniowo tę granicę, którą odbiorca toleruje, aż zaakceptuje rzeczy, których bał się do tej pory. W ten sam sposób można implementować sytuacje niebezpieczne dla naszego życia np. ratowanie z pożarów, katastrof etc. To jest środowisko, które bardzo dobrze się do tego nadaje, bo nie zagraża nam, ale pozwala przeprowadzić pełną symulację. Natomiast jeśli chodzi o edukację i naukę, to wirtualna rzeczywistość niesie ze sobą możliwość fizycznej obecności w różnych światach. To jest coś w rodzaju substytutu teleportacji, gdzie możemy się przenieść nie tylko do innego miejsca czy czasu. Jesteśmy też w stanie odbierać, na poziomie zwykłej i najbardziej naturalnej percepcji, procesy, które zachodzą w innej skali czasowej. Chodzi o zjawiska trwające w rzeczywistości bardzo długo, ale przyspieszone w VR – mogę być wewnątrz komórki, widzieć jak ona wygląda i jak pracuje, lub wewnątrz galaktyki i rozpoznawać relacje między układami w sposób niemalże naturalny. Można to nazwać expierential learing czyli uczenie się poprzez doświadczenie. Są to między innymi eksperymenty, które nie zagrażają fizycznie, a mogą być bardzo precyzyjne odwzorowane w wirtualnej rzeczywistości. Stąd bierze się ogromny potencjał edukacyjny tej technologii.

Rozmawiał: Mateusz Słowik

Jacek Nagłowski – reżyser, producent. Współwłaściciel firmy producenckiej Centrala oraz Circus Digitalis, firmy zajmującej się tworzeniem rozwiązań cyfrowych w dziedzinie obrazu 2D, 3D i w zakresie wirtualnej rzeczywistości. Członek Polskiej Akademii Filmowej.