Na drodze donikąd. „Na mlecznej drodze”

Still 2Na mlecznej drodze (2017, reż. Emir Kusturica)

Zdobywał Palmy, Lwy i Niedźwiedzie, a mimo tego zdarzają mu się potknięcia! Dzieła Emira Kusturicy u jednych wywołują miłość, u innych nienawiść. Niewiele jest jednak osób, które opowiadać się będą wyłącznie za zdaniem jednej ze stron tego sporu. Ciężko bowiem wrzucić jego twórczość do jednego worka, związać go czerwoną wstążeczką i opisać enigmatycznym sformułowaniem “Dla tego warto żyć!” lub “Uwaga, Puszka Pandory!”. Kinowa publiczność, przekrzykująca się w swoich wydumanych opiniach, zawsze wypomni swój sentyment do Czy pamiętasz Doly Bell? i Underground, równocześnie obrzucając zgniłymi pomidorami i wystawiając na szafot Obiecaj mi!, podkreślając przy tym tendencję spadkową jugosłowiańskiego reżysera. Z lękiem więc patrzono na rok 2016, w którym odbyć się miała oficjalna egzekucja powracającego na salony twórcy – Na mlecznej drodze. Nie doszło jednak do żadnych drastycznych wydarzeń, krew się nie polała, przynajmniej nie w prawdziwym życiu. Podniesione głosy widzów znów zaczęły toczyć ze sobą zażarty bój. Okazało się bowiem, że nie jest gorzej niż ostatnio! Ale czy to oznacza, że jest lepiej?

Już od pierwszej sceny czujemy, że reżyser się z nami bawi i to w swoim niepowtarzalnym stylu. Zamyka nasze zmysły w otoczce malowniczych, górskich krajobrazów, w których słychać gęganie, bzyczenie pszczół i kwiki zarzynanych świń. Nad naszymi głowami szybuje jastrząb cierpliwie przymierzający się do polowania na swoją ofiarę. Właśnie zwierzęta wychodzą tutaj na pierwszy plan, ludzie zdają się być jedynie tłem, małym i nijakim w obliczu potęgi wszechogarniającej natury. To wszystko w swoich dopracowanych szczegółach zachwyca nas do momentu, gdy z ekranu zaczyna wylewać się potok niezrozumiałych zdarzeń, groteskowych scen, przesadzonych zachowań i przerysowanych obrazów. Mimo, iż bardzo chcemy krzyknąć na całe gardło “On wrócił!”, z każdą kolejną sekundą filmu wiemy, że będzie to ogromnym niedopowiedzeniem. Nie widzimy tutaj reżysera, który z lekkością i wdziękiem prześlizguje się po trudnych do pokazania tematach nękanego wewnętrzną wojną kraju, wywołując przy tym pobłażliwy uśmiech pod nosem filmowego widza. Patrzmy raczej na topornie stworzony gag, w którym wymuszony humor nijak się ma do chociażby prychnięcia mogącego wydobyć się z naszych ust.

Gdzie więc tym razem prowadzi nas Emir w swojej goniącej za absurdem historii? Otóż, wrzuca nas w górzystą scenerię, w której słychać wystrzały karabinów, huki armat i krzyki przerażonych żołnierzy. Widmo toczącej się wojny w drastyczny i krwawy sposób towarzyszyć nam będzie podczas tego dwugodzinnego seansu i nie pozwoli o sobie zapomnieć ani na chwilę. Jednakże, w przeciwieństwie do poprzednich dzieł, pochodzącego z Sarajewa artysty, wątek historyczny dotyczący rozpadu Jugosławii oraz barbarzyńskich walk targających tym krajem w latach 80. i 90., nie jest silnie zarysowany w najnowszym filmie. Reżyser umieszcza go raczej w tle opowieści i nie daje mu czynnego udziału w ciągu przyczynowo-skutkowym. Wątek ten nie wnosi przy tym niczego do fabuły. Możemy przypuszczać, iż jest to sposób w jaki Kusturica postrzega toczoną kiedyś w jego ojczyźnie wojnę – jako bezsensowną i bezcelową. Nie dążyła ona bowiem w swojej podstawowej idei do jakiegokolwiek rozwiązania, ale trwała niczym kłótnia “głupiego z głupszym”, w której nikt nie chce dać za wygraną. Jest to silnie zafałszowany obraz własnego podwórka ukazujący zacofane, nigdzie nieprzynależące społeczeństwo, które nie ma w sobie wystarczających ilości wiary i chęci, aby zmienić bieżący ład i “istnieje wyłącznie po to, aby istnieć”.

Still 1

Na mlecznej drodze (2017, reż. Emir Kusturica)

Wśród tych brutalistycznych obrazów, w zaciszu małej chatki spotykamy Kostę (Emir Kusturica), muzyka bujającego w obłokach i pustelnika, który najwyraźniej nie znalazł jeszcze swojego miejsca na ziemi. Pewnego dnia, w jego ponurej i nudnej egzystencji pojawia się Panna Młoda (Monica Bellucci) – piękna, prowokująca dawna ukochana. Fabuła brzmiąca jak zwykły cliche przeciętnego romansu, zmienia się tutaj w niezbyt wysublimowaną grę toczoną między miłosnym czworokątem, w którym każdy zwodzi i oszukuje dla własnych korzyści. Czy to opowieść o prawdziwym uczuciu? Poniekąd pewnie tak. Uczuciu, które przejawia się w drobnych gestach, ukradkowych spojrzeniach i wierze, iż może ono przezwyciężyć wszystkie przeciwności tego świata. Doznania, dla którego Kosta i Panna Młoda gotowi są nagiąć nawet najbardziej niewzruszone prawa natury, a wszystko po to, aby być razem i doczekać upragnionego happy endu. Niestety, jak to często w życiu bywa, happy end nie nadchodzi, a przeciwności, które pojawiają się na drodze kochanków, bezpowrotnie niszczą nawet majaki o wspólnej przyszłości. W tym miejscu abstrakcyjny ton historii nieco przygasa, tworząc miejsce dla melancholijnego wydźwięku namiętności, jaka zrodziła się między tym dwojgiem.

Chociaż sceneria zachwyca, a bajkowy klimat wtapia w fotele, to znacznie więcej jest tutaj niedomówień niż odpowiedzi. Podziwiamy piękno, które wypływa z kinowego ekranu równocześnie zupełnie się od niego odcinając. Nie potrafimy uczestniczyć w tym przejaskrawionym obrazie, ale z nutą zażenowania oglądamy go z boku, jak przez szklaną ścianę, która odcina świat realny od tego wyimaginowanego. Momentami pogrążymy nasze umysły w szalonych, cygańskich rytmach lub przysłonimy dłońmi oczy, aby odseparować się od widocznych na ekranie palonych ciał, nie sprawi to jednak, iż uznamy ten film za wartościowy czy też emocjonujący, ale raczej za znośny, osobliwy i trochę zakręcony.

Jak więc łatwo się domyślić, odrealnione próby porównania Na mlecznej drodze do poprzednich dzieł tego niekonwencjonalnego artysty, są jedynie fantasmagoryczną potrzebą odrodzenia się jego twórczości w obecnym kinie. Potrzebą na tyle silną, iż nie zważając na wszelkiego rodzaju konstruktywne motywacje, wydobywa się ona, co prawda jedynie w nielicznych głosach, na światło dzienne. Nie można jednak bagatelizować gargantuicznych niedociągnięć, które wywołują u nas raczej pełen cynizmu grymas, aniżeli satysfakcję z odbywanego seansu. Film Kusturicy pozostanie w naszej pamięci rozpadającą się i niedoszlifowaną opowieścią o potrzebie powrotu do kinematograficznego półświatku.

Katarzyna Ryba

Na mlecznej drodze (premiera: 15.12.2017)
Serbia, Wielka Brytania, USA 2017, 125′
reż. Emir Kusturica, scen. Emir Kusturica, zdj. Goran Volarevic, prod. BN Films, Pinball London, wyst. Emir Kusturica, Monica Bellucci, Sloboda Micalovic, Predrag Manojlovic