Nie na taką Marię czekaliśmy

MariaNagłówek

Maria Skłodowska-Curie (2017, reż. Maria Noelle)

Maria Skłodowska-Curie
Polska, Belgia, Francja, Niemcy, 2016
Reż. Marie Noëlle
Scen. Marie Noëlle, Andrea Stoll
Zdj. Michał Englert
Wyst. Karolina Gruszka, Arieh Worthalter,
Charles Berling, Izabela Kuna, Malik Zidi

Biografie filmowe znanych postaci sceny muzycznej, politycznej czy naukowej cieszą się sporym zainteresowaniem filmowców i widzów. Kino umożliwia spotkanie z nimi i odkrycie ich niejako na nowo; dostrzeżenie zwykłego człowieka w osobie publicznej. Bez wątpienia Maria Skłodowska-Curie to postać barwna, której życiorys doczekał się już kilku bardziej lub mniej udanych adaptacji filmowych i telewizyjnych. Goszcząca na ekranach najnowsza produkcja w reżyserii Marii Noelle należy zdecydowanie do drugiej kategorii.

Mówiono nam o niej jeszcze w podstawówce – wybitna chemiczka, odkrywczyni radu i polonu, dwukrotnie uhonorowana Nagrodą Nobla, co było wydarzeniem bez precedensu. Mimo że karierę robiła we Francji, Polacy chętnie wskazują na jej szlacheckie korzenie i przypisywane zasługi traktują jako narodowe osiągnięcie. Wybitna persona nauki nie była jednak kryształowa: jej romans z żonatym kolegą po fachu odbił się szerokim echem w prasie, a próby przełamania patriarchatu (choć słuszne) przysporzyły jej wielu kłopotów i wrogów w środowisku naukowo-akademickim.

Przedstawiona w filmie historia rozpoczyna się w momencie otrzymania przez małżeństwo Curie pierwszej, wspólnej nagrody, co od razu wrzuca widza w środek wydarzeń. To oczywiście żaden błąd, o ile nie robi się tego nieudolnie. Sylwetki bohaterów zarysowano pospiesznie, ponadto ogólnikowo potraktowano związek naukowców i ich relacje rodzinne, nie wspominając już o pominięciu najważniejszego elementu – procesu towarzyszącego przełomowemu odkryciu (nie licząc zachwytu nad niebieskimi świecącymi kryształkami). Podobnie rzecz ma się w przypadku późniejszych, samodzielnych badań Marii – zostały one wręcz zdegradowane do kilku scen w laboratorium. Co istotne, już pierwszych kilka minut projekcji skutecznie zniechęca do całości; wybór tempa, mającego zapewne narzucić dynamikę opowiadania, również okazuje się chybiony. Zamiast wrażenia zaangażowania w żywą, intrygującą historię, odczuwa się irytację powierzchownym zarysowaniem głównej osi fabularnej, szybkim montażem i niemożnością zaaklimatyzowania się w świecie przedstawionym.

Maria1

Maria Skłodowska-Curie (2017, reż. Maria Noelle)

Noelle próbuje eksperymentować z nadmiernie skonwencjonalizowaną formą filmu biograficznego. Maria… to feeria barw, świateł i cieni, zbiór technik montażowych, przegląd pomysłów inscenizacyjnych i poniekąd też gustów muzycznych początkującej reżyserki. I znowuż, nie byłoby nic złego w przełamaniu nudnego odhaczania kolejnych epizodów z życia noblistki nietypowymi zabiegami formalnymi, gdyby Noelle nie popadła ze skrajności (brak udziwnień) w skrajność (nadmiar). W kluczowych momentach bohaterowie są błędnie doświetleni, różne rodzaje cięć utrudniają płynny i zrozumiały odbiór filmu, ładne sceny na pustyni czy w wannie niewiele wnoszą do rozwoju narracji i zaburzają konstrukcję całości, naprzemiennie plumkające i rodem z horroru dźwięki jednocześnie śmieszą i irytują.

Ważną kwestią jest też problem języka w filmie. Akcja dzieje się we Francji, dlatego też i polscy aktorzy, zostali zmuszeni do wypowiadania partii dialogowych po francusku (co robią zresztą całkiem przyzwoicie). Jaką wewnętrzną logiką rządzi się jednak sytuacja, w której siostry Skłodowskie, Maria i Bronia, będąc sam na sam rozpoczynają rozmowę po polsku, by zaraz powrócić do języka Moliera? A jaką scena, w której chemiczka ćwiczy przemówienie przed lustrem (po francusku), następnie odbierając od kuriera przesyłkę (on wita się z nią po angielsku, ona odpowiada po polsku). Zagubienie kobiety w otaczającej rzeczywistości i wskazanie na jej transnarodowość wydaje się w tym przypadku śmiałą nadinterpretacją.

Maria2

Maria Skłodowska-Curie (2017, reż. Maria Noelle)

Największym zarzutem wobec Marii Skłodowskiej-Curie jest zdecydowanie błędne rozłożenie akcentów. Podczas gdy romansowi Curie z Paulem Langevinem poświęca się najwięcej czasu ekranowego, wątek pracy naukowej schodzi tymczasem na dalszy (nawet nie drugi) plan. Trzeci film Noelle próbuje być niestereotypową biografią noblistki, zapisem pionierskich badań, portretem czułej matki, żony i kochanki, nieoczywistej moralnie kobiety walczącej o własne szczęście, emancypantki ścierającej się z akademickim systemem patriarchalnym, zasygnalizowaniem więzi z równie utalentowaną, jak się później okazało, córką – a wszystko to w sosie romansowo-melodramatycznie-rodzinnym. Szkoda tylko, że tak ambitna próba zakończyła się fiaskiem i nadal pozostaje tylko wypatrywać kolejnej produkcji o intrygującej polskiej uczonej. Obyśmy jeszcze mieli okazję powiedzieć, że właśnie na taką Marię czekaliśmy.

Joanna Krygier