Nice to meet you

1Arrival

Nowy początek (2016, reż. Denis Villeneuve)

 Nowy początek
USA 2016
reż. Denis Villeneuve
scen. Eric Heisserer
zdj. Bradford Young
wyst. Amy Adams, Jeremy Renner

Kamera ociężale toczy się po monochromatycznej płaszczyźnie sufitu. Kilka chwil później dokonuje obrotu o czterdzieści pięć stopni i pokazuje zahipnotyzowanemu już widzowi surowe wnętrze domu. W jego oknach beznamiętnie odbija się tafla pobliskiego jeziora.

Pierwsza scena Nowego początku Denisa Villeneuve’a wydaje się być precyzyjnie przemyślaną metaforą kolejnych dwóch godzin filmu. Już w niej krystalizują się wyróżniające go przymioty: niespieszny rytm, monochromia i dojmujące wrażenie utraty. Ich podkreśleniu służy akompaniujący obrazowi bolesny utwór On the Nature of Daylight, zbudowany na trzech, różnorodnie komunikujących żałobę, liniach melodycznych. Nie bez znaczenia jest, że kompozycja Maxa Richtera pierwotnie pojawiła się na jego albumie The Blue Notebooks (2004), stworzonym w wyniku krytycznego nastawienia artysty wobec amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 roku. Osią tematyczną płyty stał się więc sprzeciw wobec szeroko pojętej przemocy. Podobnie rzecz ma się z najnowszym filmem Villeneuve’a, który wywraca do góry nogami wyświechtaną zasadę „najpierw strzelaj, potem pytaj” i na głównego bohatera wyznacza akt komunikacji per se. Przybyłe na Ziemię heptapody to nie tarcze strzelnicze, ale odrębne – posługujące się całkowicie nieznanym językiem – byty, szukające drogi porozumienia. Na spotkanie z nimi wyrusza więc nie żołnierz, lecz lingwistka Louise Banks (Amy Adams) i fizyk Ian Donnelly (Jeremy Renner). Obszary badań naukowców opierają się na paradygmacie poznania, który czysto wybrzmiewa w scenie pierwszego kontaktu, kiedy wyswobodzona z antyradiacyjnego skafandra Louise przykłada dłoń do ściany dzielącej ją od obcych. Jeden z nich powiela ten prosty gest, co daje wrażenie pierwotnie niewerbalnego „nice to meet you”.

Akt porozumienia pomiędzy człowiekiem a obcym staje się fundamentem wszystkich następujących po nim wydarzeń, transformując Nowy początek w film-zagadkę. W tym świetle wyostrza się przywoływana w filmie hipoteza Sapira-Whorfa oparta na założeniu, że język determinuje (albo przynajmniej wpływa na) myślenie. Postrzeganie rzeczywistości przez zgłębiającą wokabularz heptapodów Louise oddziałuje na narrację, nadając jej kolażowy i rozedrgany charakter. Rzutuje to na klasyfikację dzieła, sprowadzając je z fantastycznych na egzystencjonalne wody, po których reżyser sprawnie meandrował w swoich wcześniejszych projektach. Podobnie jak Politechnika (2009), Pogorzelisko (2010) czy Labirynt (2013), Nowy początek zgłębia rozpacz wynikającą z utraty – ścieżka poznania prowadzi bowiem bohaterkę nie tylko do zrozumienia języka obcych, ale przede wszystkim siebie samej. Jednak w przeciwieństwie do swoich poprzedników, film eksploruje milczące, chłodne cierpienie uosabiane raczej przez pustkę aniżeli zaciśniętą pięść. To właśnie w takiej tonacji Amy Adams wygrywa postępującą samoidentyfikację Louise, korzystając tylko z minimalistycznego gestu, rekompensowanego przez ciężar emocjonalny ulokowany w spojrzeniach. Oczy aktorki wydają się medium, za którego pomocą komunikuje się ona z widzem. Ich lekka mglistość w połączeniu z wyrażanym afektami (od zaintrygowania przez lęk do prostego szczęścia) sprawia, że Louise wydaje się być permanentnie, lecz wsobnie, wzruszona.

2Arrival

Nowy początek (2016, reż. Denis Villeneuve)

Introwertyczną emocjonalność bohaterki podkreśla oprawa wizualna dzieła, konsekwentnie niewykraczająca poza tonalność kolorystyczną pierwszej sceny. Wydaje się, że w obiektywie Bradforda Younga barwy Nowego początku wymraża ostre, przydymione światło. Ukazane w szerokich ujęciach lokacje wyglądają na opuszczone i wyjałowione – tak obcy, jak i ludzie są intruzami na ich ponurym tle. Jedyny mile witany przez przestrzenie filmu byt to ambientowa muzyka Jóhanna Jóhannssona, która, ofiarowując im głos, niejako powołuje je do życia. Nieprzypadkowo rdzeniem kompozycyjnym ścieżki jest zależny od otoczenia zabieg echa. Przypominające język heptapodów elektroniczne, buczące dźwięki zderzają się w niej z brzmiącymi jak alfabet Morsa głosami ludzkim, co daje wyraz skomplikowanej sytuacji komunikacyjnej Nowego początku. Na zasadzie odbicia i powrotu opiera się również sama struktura narracyjna filmu – pierwsza scena rezonuje w ostatniej, świat przedstawiony oddala się od widza z przeszywającym do szpiku kości smutkiem zawartym w boleśnie zrozumiałym już smyczku Maxa Richtera.

Izabela Pamuła