Bond spotyka PRL, czyli nowe kino antygatunkowe

1Bogowie (2014, reż. Łukasz Palkowski)

Realia współczesnej Polski stwarzają świetne warunki do dekonstrukcji wszelkich gatunków filmowych. Za doskonałe uzasadnienie tej tezy można uznać stosunkowo nowe zjawisko w rodzimej kinematografii. Cechuje się ono świeżym, ironicznym podejściem do schematów gatunkowych podpatrzonych za granicą, które w zderzeniu z eksploatowanymi u nas realiami PRL-u konstytuują nowoczesne „kino środka”.

Nie od dziś wiadomo, że Polska autorskim kinem stoi. W ostatnich latach przynajmniej częściowo odbudowała się jego niegdysiejsza ranga, a pokolenie doświadczonych, acz jeszcze niesędziwych twórców filmowych (Paweł Pawlikowski, Małgorzata Szumowska) wraz z nowo objawionymi gwiazdami reżyserii (Tomasz Wasilewski, Jan Matuszyński) odnosiło sukcesy na międzynarodowych festiwalach. Jest jedno „ale” – hermetyczny auteurism nie przysparza im sukcesów frekwencyjnych u polskiej publiczności, o czym najlepiej świadczy żałosna krajowa oglądalność oscarowej Idy (2013).

Jak zatem połączyć wodę z ogniem, inaczej mówiąc: jak nie stworzyć wulgarnej, postmodernistycznej parodii, która zostałaby uhonorowana wyłącznie Wężami, a jednocześnie znaleźć dialog z polskim widzem? Można oczywiście obrać ścieżkę, którą podąża Wojciech Smarzowski i balansować na krawędzi kina popularnego, pozostając jednocześnie autorem. Jednakże w ostatnich latach górę bierze stylizacja widowisk narodowych w zgodzie z regułami filmu gatunkowego. Zabieg ten, oparty na wzorcach amerykańskich, zwiększa prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu kasowego. Niektórzy reżyserzy zdają się jednak nie powielać schematów gatunkowych w tak prymitywny sposób jak w kinie polskim lat 90. Przewagę zdobywa raczej bardziej subtelne, a zarazem nacechowane odczuwalną ironią przystosowanie wzorców z Zachodu do przaśnych realiów naszego kraju.

W efekcie rodzi się na naszych oczach „nowe kino antygatunkowe”. Eksploruje ono różne sposoby radzenia sobie w realiach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, która wciąż stanowi jako okres historyczny dominantę artystyczną polskiej kinematografii okresu po transformacji ustrojowej. Szereg filmów powstałych po 2010 roku, choć cechuje się wciąż jaskrawą retoryką antykomunistyczną, ucieka od martyrologii w stronę nowoczesnej akcji i szybkiego montażu. Tło dla niej stanowi elektryzująca muzyka (popularna, jazzowa, rzadziej symfoniczna), atrakcyjnie przedstawiony seks, emocjonujące pościgi – wszystko z myślą o współczesnym polskim widzu zapatrzonym w zachodnie spektakle wizualne.

W objęciach gatunku

Prześledźmy elementy wspólne dla czterech filmów wpisujących się w nurt nowego kina antygatunkowego. Po pierwsze, za jego ważną cechę można uznać inspirację losami autentycznych postaci z historii współczesnej Polski, co uwiarygodnia w oczach widza akcję filmu jako „opartą na faktach”. Osią fabularną wystylizowanego na klasyczne heist movies filmu 80 milionów (2011, reż. Waldemar Krzystek) jest zainicjowana przez Józefa Piniora akcja podjęcia z wrocławskiego banku majątku dolnośląskiej „Solidarności” z dnia 3 grudnia 1981 roku. W filmie Bogowie (2014, reż. Łukasz Palkowski), który schematem narracyjnym jawnie nawiązuje do seriali medycznych pokroju Ostrego dyżuru (1994–2009, reż. Michael Crichton) i Chirurgów (2005–, reż. Shonda Rhimes), widz śledzi kulisy działalności lekarskiej kardiochirurga Zbigniewa Religi i dokonanego przezeń pierwszego udanego przeszczepu serca w Polsce.

280 milionów (2011, reż. Waldemar Krzystek)

W bardziej minorowej tonacji utrzymany jest film szpiegowski Jack Strong (2014, reż. Władysław Pasikowski), który skupia się na najważniejszych epizodach z biografii pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, w tym na okupionej sporym ryzykiem współpracy z amerykańskim wywiadem. Natomiast kryminał Jestem mordercą (2016, reż. Maciej Pieprzyca) snuje analogię do autentycznej sprawy „wampira z Zagłębia”, Zdzisława Marchwickiego, choć w tej produkcji seryjny morderca zostaje zepchnięty na drugi plan i obdarzony innym nazwiskiem, a jej akcja jest śledzona oczami fikcyjnego porucznika Janusza Jasińskiego.

W zderzeniu z rzeczywistością (PRL-u)

Po drugie, każdy z wyżej wymienionych filmów bierze na warsztat wyobrażenia przeciętnego widza związane z zachodnimi inkarnacjami gatunków filmowych i telewizyjnych. Przykładowo, oglądając film szpiegowski, często mamy przed oczami wyobrażenie Jamesa Bonda, posługującego się wymyślnymi gadżetami sporządzonymi przez techniczne zaplecze wywiadowcze. Z kolei śledząc widowisko kryminalne, spodziewamy się wykorzystania nowoczesnego sprzętu laboratoryjnego, który pozwoli policjantowi precyzyjnie wskazać sprawcę przestępstwa. Tutaj na scenę wkraczają już realia PRL-u, które prowadzą do wypaczenia bądź ośmieszenia sprawdzonych wzorców gatunkowych.

3Jack Strong (2014, reż. Władysław Pasikowski)

Ktoś, kto polega na technice w kraju wszechobecnego moralnego błota, srogo się zawiedzie. Dowodzi tego scena w Jestem mordercą, gdy Jasiński prezentuje swoim przełożonym komputery Odra, które dzięki przetworzeniu danych osobowych obywateli miałyby pomóc w schwytaniu seryjnego mordercy. Podpatrzona na Zachodzie metoda ociera się jednak o śmieszność, gdy zaraz po włączeniu urządzenie ulega awarii, a pod wpływem nacisków politycznych nader ambitny porucznik i tak musi wytypować zabójcę na podstawie długiej listy sporządzonej przez maszynę. Podobne rozczarowanie przeżywa bohater filmu Pasikowskiego, gdy otrzymuje od wywiadu amerykańskiego urządzenie elektroniczne służące do porozumiewania się na odległość – odpowiednik współczesnego smartfonu. Gadżet zawodzi jednak w kluczowych momentach, tracąc zasięg połączenia bądź całkowicie odmawiając posłuszeństwa. Historia uczy, że w kryzysowej sytuacji należy polegać na sobie.

Również ambitne plany Religi, które miało zwieńczyć otwarcie Wojewódzkiego Ośrodka Kardiochirurgii w Zabrzu, mierzą się z brutalną rzeczywistością. Polska Ludowa lat osiemdziesiątych to kraj przeżarty przez korupcję, targany olbrzymim kryzysem gospodarczym, w którym do załatwienia każdej sprawy potrzebna jest łapówka dla szumowin, na tle których dr House wydaje się niezwykle miłym facetem. Poza tym o ile amerykańskie szpitale z telewizji nie mają problemów z tak prozaicznymi kwestiami jak dostawa energii elektrycznej, awarie prądu zdarzają się w rzeczywistości Bogów nader często. W tej sytuacji próba przeprowadzenia operacji przeszczepu serca, której dokonuje Religa wbrew wszystkiemu, jawi się jako nadzwyczaj heroiczna.

Zdolni idealiści i rozhisteryzowane kuchty

Tu właśnie przechodzimy do kolejnej, specyficznie polskiej cechy wiążącej nowe kino antygatunkowe, czyli heroicznej ambicji postaci. Główni bohaterowie wszystkich wymienionych filmów nie godzą się na pewne status quo i nałogowo dążą do przeobrażenia marnej rzeczywistości – jeśli nie całej, to choćby w skali mikro. Zarazem czynią to w stylu zgoła nieprzypominającym dominującego w narracji historycznej kina martyrologicznego. Protagoniści reprezentują różne strategie radzenia sobie z autokratyczną władzą: od wielce pomysłowej gry w kotka i myszkę (Pinior), przez mniej oczywistą i bardziej kontrowersyjną współpracę z obcym mocarstwem w celu zapobieżenia wybuchowi wojny (Kukliński), po legalną, lecz morderczą batalię biurokratyczną (Religa). Nawet próba wprowadzenia nowoczesnych metod kryminologicznych przez Jasińskiego początkowo nosi znamiona jego idealistycznych ambicji. Względnie szybko bohater Jestem mordercą tych ambicji się jednak wyzbywa – niestety, na rzecz najzwyklejszego cynizmu.

4Jestem mordercą (2016, reż. Maciej Pieprzyca)

Niezależnie jednak od tego, który wariant wybierają autorzy nowego kina antygatunkowego, na heroizacji protagonistów zawsze traci konstrukcja postaci kobiecych. W filmach Krzystka, Pasikowskiego i Pieprzycy żeńskie bohaterki nie wychodzą poza schemat – jak to ujmuje błyskotliwie recenzent Filmwebu Łukasz Muszyński – „rozhisteryzowanych kucht”: albo zalewają się łzami z obawy o zdradę ze strony zapracowanych bohaterów (jak w Jacku Strongu oraz Jestem mordercą), albo okazują się krwiożerczymi wtykami działającymi na zlecenie SB (przypadek 80 milionów). Ta konstrukcja fabularna zgodnie łączy tradycyjnie mizoginistyczny charakter kina gatunkowego (kryminalnego, szpiegowskiego, heist movie) z konserwatyzmem polskiego społeczeństwa opartego na aktywnym mężczyźnie jako filarze społeczeństwa. Mimo to nowe kino antygatunkowe, nawiązując dialog zarówno z problematyczną polską historią, jak i z zachodnim stylem opowiadania, w sposób inteligentny wychodzi naprzeciw oczekiwaniom widowni nienawykłej do kina festiwalowego. A że utrwala patriarchalizm – to już inna sprawa.

Filip Jankowski