Rekolekcje na temat miłości

 

1Materiały promocyjne – Królowa pustyni (2015, reż. Werner Herzog)

Królowa pustyni
USA, Maroko 2015
scen i reż. Werner Herzog
zdj. Peter Zeitlinger
wyst. Nicole Kidman, James Franco,
Robert Pattinson, Damian Lewis

Ubiegłoroczny festiwal filmowy w Berlinie musiał być nie lada wydarzeniem i to nie ze względu na rangę imprezy, ale swoisty upadek klasyków – widzowie, z krytykami na czele, zgodnie uznali, że Wenders (Every Thing Will Be Fine, 2015), Malick (Knight of Cups, 2015), Greenaway (Eisenstein w Meksyku, 2015) i Herzog zaprezentowali obrazy o zaskakująco niskim poziomie.

Ten ostatni, znany głównie z tego, że przemierzając świat, tworzy dokumentalne mity o sile ludzkiej woli (Grizzly Man, 2005; Spotkania na krańcach świata, 2007), w filmie fabularnym, nie wyłączając najnowszej Królowej pustyni, popada w pretensjonalne tony. Ranga niemieckiego twórcy nie wzięła się znikąd, a film dokumentalny nie pozostawał jedynym potwierdzeniem jego reżyserskiego kunsztu. Od początku swojej kariery zachwycał bogactwem wizualnej wyobraźni, zrozumieniem psychologii swojego bohatera i świeżością spojrzenia – wystarczy wymienić sensualnego Stroszka (1977) czy klasycznego Nosferatu wampira (1979). Herzog jako reżyser fabuły nie sprawdza się przede wszystkim w konwencji melodramatu.

Poczucie zawodu jest tym większe, że potencjał historii opowiedzianej w Królowej pustyni idealnie wpisuje się w dokumentalne predyspozycje Herzoga. Główna bohaterka filmu, Gertrude Bell (1868–1926), to kobieta renesansu, by nie powiedzieć: żywy pomnik. Była podróżniczką, archeolożką, alpinistką, pisarką, politykiem, szpiegiem i oficerem (jako pierwsza kobieta w historii zatrudniona przez wywiad). Władała ośmioma językami, przyczyniła się do powstania państwa irackiego i uformowania syryjskich granic (czego echa słychać i widać po dziś dzień).

Dwudziestowieczna wykształcona i wpływowa kobieta była takim samym outsiderem, jakim Werner Herzog jest dziś w świecie filmu. Brytyjka przemierzała rejony Bliskiego Wschodu i pustynne peryferie w poszukiwaniu wolności, odkrywała tamtejsze plemiona i stawała się ich rodziną. Tymczasem dla twórcy Aguirre, gniewu bożego (1972) – pokrewnego przecież duchowo obrazu – bardziej istotną kwestią okazało się to, że Bell była… zakochaną kobietą.

2Królowa pustyni (2015, reż. Werner Herzog)

Oczywistym wydaje się fakt, że Królowa pustyni zrealizowana jest pod zachodniego widza, od ckliwego scenariusza po gwiazdorską obsadę. Wprawdzie panowie z Robertem Pattinsonem na pierwszym planie (który gra Thomasa E. Lawrence’a, słynnego Lawrence’a z Arabii) zajmują niewiele ekranowego czasu, to Nicole Kidman w ponad dwugodzinnym seansie ma okazję się wykazać. Niestety, błąd castingowy rzutuje na cały portret Bell, ponieważ blisko pięćdziesięcioletnia aktorka próbuje grać trzydziestolatkę, z jednym wyrazem cierpienia na twarzy i z grzywką zasłaniającą naciągnięte czoło. Odnosi się wrażenie, jakby Kidman nie wychodziła z roli księżnej Grace, kiedy niestraszne są trudy ekstremalnej podróży, a pustynni bandyci oczarowani jej wdziękiem zapraszają na herbatę. Herzog uprościł psychologię bohaterki i zastąpił ciekawą biografię Bell obrazem zakochanej kobiety, która niby jest odważna, ale w dyplomatycznych eskapadach szuka jedynie lekarstwa na tęsknotę za mężem.

W scenariuszu, podzielonym na etapy z życia Gertrude, banał goni stereotyp. Prolog ukazuje efekt ponad dwudziestoletniej podróży bohaterki, by następnie w myśl hollywoodzko skrojonej biografii, rok po roku przedstawić jej zmagania. Dialogi pełne są pustych prawideł, poetyckich kwestii w duchu romantyzmu, wygłaszanych przez ludzi, którzy nawet nie wydają się szukać ze sobą kontaktu przed kamerą – szczególnie drętwo wypada James Franco, jak gdyby tylko chciał odhaczyć angaż u sławnego reżysera. Herzog obok dumnie brzmiącego frazesu o tym, że „miłość jest cierpieniem”, stawia żart o oddawaniu moczu. Ostatecznie postać Bell zostaje w filmie przedstawiona jedynie jako waleczna amazonka na pustkowiu, która miała więcej szczęścia niż talentu.

Herzog fabrykuje melodramatyczny kicz nie przystający do twórczości reżysera, który w nawet najbardziej zepsutych postaciach starał się odnaleźć ludzki pierwiastek. Może powodem jest to, że nakręcił pierwszy film fabularny o kobiecie, choć wcześniej były jego bohaterkami tylko w dokumentach (Kraina ciszy i ciemności, 1971; czy Skrzydła nadziei, 2000)? Jedynym pozytywnym elementem Królowej pustyni jest strona wizualna. Operator Herzoga, Peter Zeitlinger, za pomocą światła i ustawień kamery maskuje faktyczny wiek Kidman, jednocześnie ukazując ją zgodnie z hollywoodzkimi kanonami urody, jako piękną i dostojną. Ujęcia Sahary robią wrażenie, chociaż pozbawione są oryginalności. Jeśli Bell ma przechadzać się po ruinach, to tylko takich wyglądających tajemniczo, jak po ogrodach, to bujnych, a jeżeli robi zdjęcia, to w tle koniecznie muszą widnieć piramidy. Z kolei kiedy wybrzmiewa muzyka, to w całości z trubadurską manierą wykonawczą, charakterystyczną dla dźwięków Bliskiego Wschodu.

3Królowa pustyni (2015, reż. Werner Herzog)

Królowa pustyni opiera się na skonwencjonalizowanej atmosferze Orientu rodem z wakacyjnych pocztówek, która nie angażuje widza aurą filmu przygodowego. Nie doznamy tu ani odrobiny szaleństwa, niepokoju i niebezpieczeństwa, którymi emanują tego typu wędrówki. Reżyser niejednokrotnie potwierdził, że realizując filmy o kontakcie człowieka z naturą, czuje się jak ryba w wodzie, traktuję więc ten film jako niewykorzystaną szansę i wypadek przy pracy. Królowa pustyni usatysfakcjonuje raczej fanów tureckiej telenoweli Wspaniałe stulecie, niż zwolenników kina Wernera Herzoga.

Piotr Szczyszyk