Misie w dżungli nie hibernują

THE JUNGLE BOOK (Pictured) BAGHEERA and MOWGLI. ©2016 Disney Enterprises, Inc. All Rights Reserved.Księga dżungli (2016, reż. Jon Favreau)

Księga dżungli
USA 2016
reż. Jon Favreau
scen. Justin Marks
zdj. Bill Pope
wyst. Neel Sethi, Bill Murray, Idris Elba,
Ben Kingsley, Christopher Walken

Zajmując miejsce na sali kinowej, rozglądałam się dookoła, wypatrując dzieci. Seans był z napisami, ale i tak najmłodsi stanowili najwyżej dwadzieścia procent widowni. Nowa Księga dżungli to właśnie taki film dla „smyków”, na którym starsi nostalgicznie wracają do sielanki dzieciństwa, dając się beztrosko ponieść przygodzie.

Wprawdzie kiedy usłyszałam, że wszystkie zwierzęta zostały wykreowane w komputerze, po cichu buntowałam się niejako pod pretekstem oskarżania twórców o lenistwo. Efekt końcowy jednak znów kazał mi upomnieć samą siebie za brak wiary, a poza tym – kiedy ostatnio ktoś widział na planie prawdziwe wilki czy niedźwiedzie? Jedną z największych zalet filmu Favreau jest to, że chociaż jego lwią część stanowią efekty specjalne (zdjęcia zza kulis przedstawiają najprawdopodobniej niewiele więcej, niż małego chłopca w czerwonych spodenkach na tle wielkiego, zielonego ekranu głaszczącego wypchane skarpety w tym samym kolorze), nie jest efekciarski i nie szafuje wizualnymi możliwościami formy, którą wybrał. Jest tutaj wiele przyjemnie dopieszczonych szczegółów, ale żaden nie jest widzowi nachalnie wpychany. Mistrzostwem użytego w przepiękny, kreatywny sposób CGI pozostaje dla mnie Życie Pi (2012, reż. Ang Lee), a Księga dżungli pod wieloma względami się do niego zbliża. W obu filmach majestatyczny tygrys to majstersztyk, dodatkowo groźny Shere Khan zachowuje obyczaj, zgodnie z którym czarny charakter mówi z arystokratycznym, brytyjskim akcentem (wspaniały głos Idrisa Elby) i wypada równie niepokojąco, co król animowanych złoczyńców z wyspiarskim rodowodem – Skaza, czyli Jeremy Irons w Królu Lwie (1994, reż. Rob Minkoff, Roger Allers).

Disney ponownie (po bardzo dobrym zeszłorocznym Kopciuszku) odstawia na bok rewizjonizm i serwuje nam fabułę nieodbiegającą zbytnio od filmu sprzed prawie pół wieku, który był ostatnią produkcją nadzorowaną osobiście przez wielkiego Walta. Mowgli ściąga na siebie gniew tygrysa i musi opuścić wilczą rodzinę zastępczą. Szuka tożsamości i swojego miejsca w wielkiej dżungli, zamieszkiwanej przez przedstawicieli fauny z całego świata. W filmie z 1967 roku akcja toczyła się od piosenki do piosenki, tutaj ustępują one miejsca wędrówkom po zakamarkach tropikalnego lasu i widowiskowym panoramom. Jest też kilka mrugnięć w stronę oryginału, na przykład przyśpiewka Bear necessities integralnie wkomponowana w fabułę.

z2Plakaty Księgi dżungli (2016, reż. Jon Favreau)

Udała się tutaj jeszcze jedna, niełatwa rzecz. Choć historia Mowgliego jest przecież dydaktyczna i zawiera wiele scen, gdzie wygłaszane są szlachetnie brzmiące kwestie, właściwie ani razu nie popada w moralizatorski ton, a to pułapka, na którą nie raz już nadziały się wysokobudżetowe produkcje. Operowanie prostymi (ale nie tanimi) emocjami to kolejna zaleta, dzięki której wzruszenie przychodzi z łatwością. Księga dżungli ma humor, optymizm i wdzięk, jej finał zachwyca dynamizmem, natomiast całość – przemyślanym doborem chwytów technicznych, narracyjnych oraz aktorskich. Obsada jest wyborna nie tylko ze względu na mnogość pierwszoligowych nazwisk. Kinofilskie serce ucieszy się tym mocniej, że charakter większości filmowych zwierząt w jakiś sposób nawiązuje do wizerunków aktorów podkładających im głos. Rubaszny Baloo to oczywiście mistrz oryginalnego humoru Bill Murray, tajemniczy wąż Kaa posykuje uwodzicielskim tonem Scarlett Johansson, a Christopher Walken jako król Louie znów namawia do złego. Sam reżyser nie odmówił sobie epizodycznej roli karłowatej świnki.

Zabawa nie kończy się nawet na napisach, bo na deser po tym wystawnym obiedzie otrzymujemy jeszcze humorystyczną animację skomponowaną na kartach otwartej książki, co jest kolejnym odwołaniem do sposobu, w jaki dawnymi czasy rozpoczynały się i kończyły klasyczne disneyowskie opowieści. Favreau jako człowiek, który nie tylko reżyseruje (to on jest odpowiedzialny za jeden z najlepszych „Marveli”, Iron Mana, 2008), ale też produkuje, pisze i wcale nierzadko gra, odnalazł się w kinie familijnym doskonale. Będzie miał prawdopodobnie do tego kolejną okazję, bo świetne wyniki finansowe Księgi już skłoniły studio do zapowiedzi drugiej części.

Ada Kotowska