Nie ufaj Obi-Wanowi, czyli jak działa retroaktywna ciągłość

1
Gwiezdne wojny (1977, reż. George Lucas)

Gdy u schyłku XIX wieku Arthur Conan Doyle zmęczył się tworzeniem kolejnych przygód Sherlocka Holmesa, postanowił nie tylko porzucić, lecz także uśmiercić postać genialnego detektywa. I chociaż literacki mord zaplanowany przez pisarza doczekał się realizacji, to niewiele później na londyńskiej Baker Street zdarzył się cud.

Conan Doyle nie przewidział bowiem, że przybliżająca okoliczności zgonu Holmesa Ostatnia zagadka wywoła falę protestów wśród ogromnej rzeszy fanów brytyjskiego (super)bohatera narodowego, jakim był wtedy – i jest nadal – słynny towarzysz doktora Watsona. Koniec końców, po kilku latach pisarz ugiął się pod naporem niezadowolonych czytelników. Najpierw opublikował słynnego Psa Baskerville’ów, którego fabuła rozgrywa się jeszcze przed czasem akcji Ostatniej zagadki, a następnie „wskrzesił” Holmesa za pomocą opowiadania Pusty dom, gdzie wychodzi na jaw, że bohater wcale nie zginął w trakcie pojedynku z profesorem Moriartym, a ponadto celowo upozorował później własną śmierć, by zmylić resztę swoich przeciwników. Tym samym Conan Doyle rzucił nowe światło na wcześniejsze wydarzenia – nie zaprzeczył im, lecz dokonał ich reinterpretacji.

Powyższą historię „śmierci i zmartwychwstania” Sherlocka Holmesa można uznać za wczesny przejaw zabiegu scenariuszowego nazywanego „retroaktywną ciągłością” (ang. retroactive continuity, w skrócie retcon), która z reguły polega na świadomej manipulacji fabułą jakiegoś dzieła poprzez umieszczenie w jego kontynuacji niezaplanowanych wcześniej wydarzeń. Celowość owej manipulacji jest tu kluczowa. Retroaktywna ciągłość nie dotyczy bowiem naturalnego rozwoju historii – w końcu Conan Doyle początkowo chciał, by Holmes zginął, a dopiero potem zmienił zdanie, czego efektem był wspomniany retcon umieszczony pomiędzy ścianami Pustego domu.

Jak widać już na tym sędziwym przykładzie, ustalenie czy dany zabieg fabularny można nazwać retroaktywną ciągłością, zależy w dużej mierze od pozatekstowej wiedzy odbiorcy. Załóżmy, że współczesny, nieobeznany z zamiarami brytyjskiego pisarza czytelnik bierze się za chronologiczne czytanie opowiadań z Holmesem w roli głównej – w takim wypadku najpewniej uzna on pozorną śmierć detektywa za celowy i rozwiązany na kartach kolejnego utworu cliffhanger.

Wszystkie kłamstwa Obi-Wana

Jeśli chodzi o historię kina, chyba najsłynniejsze użycie retroaktywnej ciągłości wiąże się z całą sagą Gwiezdnych wojen (1977–2005) George’a Lucasa, która z biegiem lat wzbogacała się o kolejne manipulacje fabularne, przy czym wiele z nich ma swój początek w jednym, kluczowym retconie. Dziś często nie zwraca się na jego retroaktywny charakter najmniejszej uwagi – został tak zręcznie wpleciony w całą opowieść, że wygląda na naturalny, zaplanowany od początku rozwój wydarzeń. Gdzie go szukać?

W pierwszej połowie Nowej nadziei (1977, reż. George Lucas) Obi-Wan opowiada Luke’owi dzieje jego ojca. Wyjawia mu, że Anakin Skywalker został zdradzony i zabity przez rycerza Jedi o imieniu Darth Vader. Jak wiadomo, tej wersji wydarzeń zaprzeczył słynny zwrot fabularny z Imperium kontratakuje (1980, reż. Irvin Kershner), w którym Vader wyznaje Luke’owi, że nie zabił jego ojca, lecz sam nim jest. Trzy lata później, przy okazji premiery Powrotu Jedi (1983, reż. Richard Marquand), wspomnianej opowieści Obi-Wana co prawda nie zaprzeczono, jednak zmieniono jej sens z dosłownego na metaforyczny – szlachetny Anakin dał się skusić Ciemnej Stronie Mocy i stał się Darthem Vaderem, a więc w pewnym sensie zginął.

2Imperium kontratakuje (1980, reż. Irvin Kershner)

Dlaczego Obi-Wan kłamał? Cóż, zapewne chciał oszczędzić Luke’owi poznania bolesnej prawdy – przynajmniej tak można interpretować jego zachowanie z dzisiejszej perspektywy. Z drugiej strony, mógł to zrobić z bardzo prostego, ale paradoksalnego powodu – skłamał dlatego, że mówił prawdę, a przynajmniej mówił ją w 1977 roku, kiedy pierwsze Gwiezdne wojny, dziś znane jako Nowa nadzieja, trafiły na ekrany. W momencie premiery filmu Anakin Skywalker i Darth Vader byli bowiem dwiema różnymi postaciami, co na wiele sposobów próbuje udowodnić Michael Kaminsky w książce The Secret History of Star Wars. Zresztą właśnie dlatego podczas starcia na pokładzie Gwiazdy Śmierci Obi-Wan zwraca się do Vadera używając zaledwie słowa „Darth”, które dziś funkcjonuje jako lordowski tytuł, ale początkowo było zaledwie imieniem konkretnego bohatera.

Dopiero w trakcie realizacji Imperium kontratakuje Lucas wpadł na pomysł połączenia obu postaci, co pociągnęło za sobą garść określonych retconów (wspomniana reinterpretacja opowieści Obi-Wana, uczynienie Luke’a i Lei bliźniaczym rodzeństwem), a co za tym idzie – zupełnie zmieniło kształt całych Gwiezdnych wojen. Jeśli bowiem oderwać Nową nadzieję od jej dwóch kontynuacji, otrzymamy ważny wycinek z dziejów walki Rebelii z despotycznym Imperium, opowiedziany z perspektywy głównego bohatera, który przy pomocy mentora odkrywa w sobie tajemniczą siłę – czyli Moc – i jako klasyczny heros wyrusza do boju o zwycięstwo dobra nad złem.

Imperium kontratakuje i Powrót Jedi przekształciły tę fabułę w dzieje rodu Skywalkerów; w opowieść obracającą się wokół postaci Anakina oraz jego dzieci, które próbują – początkowo nieświadomie – odkupić winy ojca, a ostatecznie jednemu z nich udaje się nawrócić go na Jasną Stronę Mocy i przywrócić pokój w Galaktyce. Osią tej rodzinnej historii pozostawał Luke, czyli nowa nadzieja dla rycerzy Jedi oraz walczących o wolność rebeliantów. W dodatku to właśnie na jego barki spadła konieczność zmierzenia się z ponurym dziedzictwem własnego rodu. Krótko mówiąc: głównym bohaterem klasycznych części Gwiezdnych wojen był Luke Skywalker.

3Imperium kontratakuje (1980, reż. Irvin Kershner)

Kilkanaście lat później powstała jednak skoncentrowana na postaci młodego Anakina trylogia prequeli (1999–2005), a mniej więcej w tym samym czasie Lucas zaczął głosić, że od początku planował stworzenie sześcioczęściowej opowieści o „tragedii Dartha Vadera”; o upadku Anakina Skywalkera i jego finalnym odkupieniu. Łatwo podważyć te wypowiedzi – twórca Gwiezdnych wojen zasłynął z zaprzeczania samemu sobie przy okazji różnych wywiadów na przestrzeni kolejnych dekad, a wspomniany już Michael Kaminsky poświęca temu zagadnieniu sporą część swojej książki. Jakkolwiek by jednak nie postrzegać wiarygodności słów Lucasa, nie zmieni to faktu, że prequele uczyniły z Vadera postać centralną dla sześcioczęściowej historii.

Moc retroaktywnej perswazji

Wszystkie powyższe zmiany scenariuszowe są pośrednim lub bezpośrednim efektem zaledwie jednego pomysłu, który całkowicie przeobraził kształt tego, co znamy dzisiaj jako Gwiezdne wojny. Trudno przecież wyobrazić sobie kosmiczną sagę bez jej powiązania z całym rodem Skywalkerów – zresztą właśnie to skupienie na jednej rodzinie spowodowało, że Lucas nadał sześciu częściom wspólne miano sagi.

Niemniej, jak już wspominałem, twórca Gwiezdnych wojen uparcie twierdzi, że skrajna „skywalkeryzacja” opowieści była planowana od samego początku, a w 2010 roku zażartował sobie nawet z kontrowersji wokół całej sprawy, gdy wysłał list gratulacyjny do autorów serialu Zagubieni (2004–2010), który właśnie kończył swoją emisję. Napisał w nim bowiem: „Nie mówcie nikomu… Ale kiedy zadebiutowały pierwsze Gwiezdne wojny, też nie wiedziałem, dokąd to wszystko zmierza. Sztuka polega na tym, by udawać, że wszystko zaplanowałeś od początku”.

W ten sposób Lucas odniósł się również do dyskusji wokół legendarnej już produkcji stacji ABC, której twórcom do dziś zarzuca się, że tworzyli swoją wymyślną fabułę bez większego planu na przyszłość. Innymi słowy: scenarzyści serialu bywają oskarżani o nadmierne korzystanie z dobrodziejstw retroaktywnej ciągłości, co miało się negatywnie odbić na jego finałowym sezonie, w którym rzekomo wyszła na jaw ich bezradność wobec nieprzemyślanej historii.

Czy twórcy Zagubionych od początku wiedzieli, dokąd dokładnie zmierzają? Zapewne nie. Wobec tego pojawia się oczywiście pytanie, jak duża część rozwiązań fabularnych była zaplanowa już w chwili premiery serialu. Nawet jeśli niewielka, samo stwierdzenie tego faktu – oderwane od oceny jego konsekwencji – nie powinno w żaden sposób być dla Zagubionych ujmą. Stosowanie retroaktywnej ciągłości nie jest bowiem grzechem, a testem na twórczą kreatywność – daje kontynuującemu opowieść artyście szansę na wyzwolenie się z ograniczeń fabularnych powstałych przy okazji premiery wcześniejszego dzieła. Dobrze poprowadzony retcon to taki retcon, którego widz albo nie zauważy, albo zauważy, ale będzie równocześnie podziwiał zręczność, z jaką go przeprowadzono. Strony medalu zawsze są jednak dwie: złe użycie retroaktywnej ciągłości może doczekać się ataku ze strony zdegustowanej, oszukanej publiczności.

Szkoda więc, że Lucas nie mówi całej prawdy o być może najwybitniejszym posunięciu w swojej karierze; o pomyśle, dzięki któremu Gwiezdne wojny z globalnego hitu przeistoczyły się w globalny fenomen kulturowy. Połączenie Dartha Vadera i Anakina Skywalkera to nie tylko jeden z najsłynniejszych retconów w dziejach kina, ale i jeden z najbardziej udanych: został zaimplementowany do opowieści tak sugestywnie, że na stałe zadomowił się w umysłach odbiorców i zmusił ich do innego spojrzenia na Nową nadzieję. Chyba trudno o lepszy dowód na ogromny potencjał, jaki niesie ze sobą kreatywne wykorzystanie retroaktywnej ciągłości. W końcu gdy w jednej ze scen Powrotu Jedi Obi-Wan tłumaczy Luke’owi, że jego wcześniejsza opowieść nie była kłamstwem, lecz prawdą z pewnego punktu widzenia – wierzę mu bezgranicznie, choć przecież doskonale wiem, że kłamie.

Oskar Wanat