Bo wszyscy mamy takie same problemy

kawala 1Loev (2015, reż. Sudhanshu Saria)

Loev
Indie 2015
reż. Sudhanshu Saria
scen. Sudhanshu Saria
zdj. Sherri Kauk
wyst. Shiv Pandit, Dhruv Ganesh,
Siddharth Menon

Kino indyjskie, podobnie jak całe Indie, jest zbiorem różnych obszarów z odmienną historią, kulturą czy językami.

Tak jak nie istnieją jedne Indie, tak też nie istnieje jedno kino Indii. I nawet jeśli filmy bollywoodzkie są najpopularniejsze, choć oczywiście nie na całym subkontynencie, to od wielu lat indyjskie kino niezależne całkiem dobrze sobie radzi. W ubiegłym roku międzynarodowe festiwale podbiły Masaan (2015, reż. Neeraj Ghaywan), krytykujący indyjski system kastowy, czy naprawdę udany Titli (2014, reż. Kanu Behl), opowiadający o młodym bohaterze chcącym wyrwać się z piekła rodzinnych układów.

Loev (2015, reż. Sudhanshu Saria) to film o spełnionym zawodowo Jaiu, brokerze z Wall Street, który, podczas dwudniowej delegacji do Mumbaju, postanawia udać się w podróż ze swoim dawnym przyjacielem, Sahilem. Sahil, związany z przemysłem muzycznym, przed udaniem się na wyprawę pokłóci się ze swoim nieodpowiedzialnym chłopakiem Alexem. Podczas podróży przez wzgórza i kaniony Maharasztry pomiędzy bohaterami zrodzi się nowe uczucie.

Film podejmuje kontrowersyjny w Indiach temat homoseksualizmu. W tym kontekście warto pamiętać, że zgodnie z artykułem 377 kodeksu karnego z 1860 roku (uchwalonego jeszcze w czasach kolonialnych), stosunek homoseksualny to „niezgodny z naturą czyn przestępczy”, za który grozi do dziesięciu lat więzienia. W 2013 roku Sąd Najwyższy Indii potwierdził, że, dopóki parlament nie znowelizuje ustawy, sądy mają dalej stosować ten przepis. Nie po raz pierwszy jednak kinematografia indyjska podejmuje temat mniejszości seksualnych. Warto wspomnieć o takich filmach jak Ogień (1996, reż. Deepa Mehta) o lesbijskiej relacji pomiędzy żonami dwóch braci czy bardzo słaby, lecz odważny erotycznie romans Nie wiem dlaczego (2010, reż. Sanjay Sharma). Wątki gejowskie czasem wkradają się też do mainstreamu, co można zobaczyć w uroczej komedii To właśnie przyjaźń (2008, reż. Tarun Mansukhani).

Reżyser Sudhanshu Saria postanowił pokazać w swoim filmie trójkę zwykłych bohaterów. Wykreowane przez niego postaci to ludzie z krwi i kości, z którymi widz może się identyfikować. Mają oni takie same problemy, wady, pasje czy marzenia jak każdy. Początkowa kłótnia o niezapłacony rachunek za prąd może wyglądać tak samo w związku homo- czy heteroseksualnym. Dzięki temu twórcy udało się uniknąć najpoważniejszej, moim zdaniem, wady filmów z nurtu new queer cinema, które skupiają się głównie na relacjach erotycznych między bohaterami albo pokazują różnice pomiędzy homo- a heteroseksualistami, nawet jeśli robią to nieświadomie. Twórca Loev odżegnuje się też od uwikłania filmu w walkę o równouprawnienie gejów. Bohaterowie wcale nie mają poczucia, że są gorsi w kraju, w którym za bycie gejem można pójść do więzienia, nie walczą o akceptację czy zmianę prawa. Dla nich bycie homoseksualistą jest czymś normalnym, przed opresyjnym środowiskiem uciekają w codzienność. Skupienie na zwyczajnych czynnościach sprawia, że bohaterowie nie czują się marginalizowani z powodu swojej orientacji seksualnej.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o jednym istotnym elemencie omawianego filmu, a jest nim pokazany nawet kilkukrotnie pocałunek dwóch mężczyzn (choć to nie pierwszy raz, gdy kino indyjskie go pokazuje, w 2013 roku w jednej z części Bombay Talkies, miało to już miejsce). Jest to o tyle istotne, że pocałunki, nawet te heteroseksualne, w kinie Bollywood przez wiele lat były kwestią dość kontrowersyjną. Mimo że nigdy nie zostały formalnie zakazane, to nie były one dość popularne, często zarzucano im naruszanie dobrych obyczajów.

Nawet jeśli uznamy, że film prezentuje wizję utopijną, w której mimo wielu przeszkód zwycięża jednak miłość, to warto zwrócić na niego uwagę. Poza wątkami LGBT oferuje on również spojrzenie na zwyczajnych ludzi, którzy czasami muszą mierzyć się z problemami, jakie mogą przytrafić się każdemu z nas.

Wojciech Kawala