Sekrety dzieciństwa

sekrety morza
Sekrety morza
Song of the Sea
Dania, Irlandia 2014
reż. Tomm Moore
scen. Will Collins
muz. Bruno Coulais

Najmłodsze lata dzieciństwa upłynęły mi pod znakiem zaczarowanego niebieskiego koralika z powieści Karolcia Marii Krüger. Łzy smutku i wzruszenia lały się strumieniami, podczas czytania ostatnich stron książki, które ujawniały nieuchronne znikanie magicznego paciorka. Po niespełna dwudziestu latach podobne emocje powróciły przy okazji filmu Sekrety morza, przywołując na nowo przeżycia z okresu bardzo wczesnej młodości.

Baśniowa animacja Tomma Moore’a jest drugim z kolei filmem w niewielkim jak dotąd dorobku twórczym reżysera. Nie wiedzieć czemu, kolejna już nominacja do Oscara (wcześniej za Sekret księgi z Kells) nie przyniosła twórcy statuetki, jednak nie wykluczyło to szerokiego i entuzjastycznego odbioru pełnometrażowej animacji. Reżyser zrealizował bowiem zanurzoną w irlandzkim folklorze przypowieść o potrzebie bezpieczeństwa i akceptacji, czego wyraz dał w historii sześcioletniej Sirszy – dziewczynki, która podobnie jak jej matka, zawieszona jest pomiędzy światem ludzi a podwodnym światem mitycznych stworzeń. Bohaterka, znalazłszy muszlę podarowaną jej bratu przez matkę, podąża śladami fantastycznych zwierząt, mimowolnie odkrywając sekrety rodzinnych historii.

Animowany świat Moore’a jawi się jako znacznie bardziej skomplikowany, niż można by się tego spodziewać po „bajce dla dzieci”. Reżyser kieruje bowiem swoje dzieło także do starszego odbiorcy, nie ograniczając się do kreacji dychotomicznego świata, opartego na prostym podziale na dobro i zło, piękno i brzydotę. Delikatną, miękką linią nakreślił on wyraziste portrety rysunkowych postaci, których sylwetki charakteryzowane są poprzez wygląd, przestrzeń oraz relacje z innymi bohaterami. Na pierwszy plan wysuwa się tu jednoznacznie bynajmniej nie pierwszoplanowa postać apodyktycznej babki, której ściany domostwa wypełniają obrazki świętych oraz kalendarz z ilustracją przedstawiającą papieża.

Reżyser dyskretnie odwołuje się przy tym do wiedzy na temat regionalnych legend, przy czym kulturowe nawiązania nie pozbawiają historii jej uniwersalności. W ten sposób autor raczej ornamentuje wzruszającą opowieść, wprowadzając między innymi mitologiczne stworzenie o nazwie selkie, wokół którego koncentrują się wszystkie około morskie przygody. Specyfika nierzeczywistej postaci, która przywdziewa naprzemiennie ludzką oraz foczą skórę, konsekwentnie determinuje rozwój wydarzeń oraz spaja niknące więzi rodzinne.

Tym samym film staje się niejako wizytówką samego twórcy – jako Irlandczyka, ale i rysownika, bowiem bajkowy świat Sekretów morza to bogactwo ręcznie malowanych animacji. Plastyczne obrazy spajają dodatkowo powracające słowa ożywczej piosenki, której melodię skrywa podarowana młodym bohaterom muszla. Ten foniczny lejtmotyw zasadza się na zapadającej w pamięć muzycznej ilustracji Bruno Coulaisa. Wprowadzając w niemal kontemplacyjny nastrój, zdaje się ona uszlachetniać znaczenie filmu, którego istotność ze względu na animowaną formę zbyt łatwo można by zbagatelizować.

Reżyser nieustannie balansuje pomiędzy niewinnym światem wyobraźni a uniwersalną baśnią dla dorosłych, odwołując się zarówno do wiedzy oraz świadomości kulturowej, jak i do młodzieńczej wrażliwości odbiorcy. W błyskotliwy sposób wyjawiając widzowi sekrety morza, równocześnie zaprasza do tego, aby pozwolić sobie na odrobinę dziecięcej naiwności. Niestety, prawa wieku nie pozwalają na tak rzewny szloch, jaki towarzyszył mi lata temu przy lekturze Karolci. W zamian pojawiła się łza, dyskretnie skrywana przed wieloma, znacznie młodszymi widzami obecnymi na sali kinowej.

Dominika Zielińska