Perełki PKO Off Camery

kadr z filmu Miłość jest zagadką (tytuł - kursywa)Miłość jest zagadką (2014, reż. Ira Sachs)

Relacjonowanie festiwalu to zadanie wyjątkowo niewdzięczne i na pewno każdy, kto pisze o filmie, zgodzi się z tą myślą. Ujęcie w spójne ramy zróżnicowanego repertuaru, setek niepodobnych do siebie projektów, wydarzeń towarzyszących, spotkań i paneli dyskusyjnych to prawdziwa sztuka. Niestety czasem ta mrówcza robota daje opłakany rezultat.

W tym roku, w obawie przed klęską, postanowiliśmy uchronić się od konieczności dokonywania wielkiej syntezy tego, co udało nam się zobaczyć podczas PKO Off Camery. W zamian za to przedstawiamy dwie krótkie recenzje filmów, które polecamy nadrobić przy nadarzającej się okazji, jeśli jeszcze ich nie widzieliście. Alicja wybrała gejowski romans dla dojrzałych, czyli Miłość jest zagadką, z kolei Mateusz pisze o Pulpie: filmie o życiu, śmierci i supermarketach – (doku)mentalnym obrazie muzycznych gigantów lat 90.

Miłość jest zagadką: tylko dla dorosłych

Miłość jest zagadką, podobnie jak ten film. Goszczące na dużych i małych ekranach historie miłosne najczęściej skupiają się na tym najwcześniejszym okresie zakochania, dreszczyku niepewności, długich spojrzeniach i pierwszych nieśmiałych pocałunkach – spojrzeniach i pocałunkach młodych, atrakcyjnych ludzi. Tymczasem Ben i George są ze sobą od czterdziestu lat, a także zdecydowanie nie można nazwać ich młodzieńcami. Gdy pojawia się taka możliwość dla par homoseksualnych, organizują kameralny ślub, który, wbrew zasadom rządzącym melodramatyczną intrygą, nie zostaje przerwany przez wybuch wojny, tragiczną śmierć ani rodzinne waśnie. Jeden jest malarzem, drugi uczy muzyki, a ich życie wydaje się toczyć bez większych konfliktów i rozterek. Wstrząs stanowi dopiero utrata pracy przez George’a, konieczność sprzedaży mieszkania i nocowania u przyjaciół na czas poszukiwania nowego lokum. Ben trafia na dolny materac piętrowego łóżka syna swojego siostrzeńca, podczas gdy jego mąż śpi na kanapie zaprzyjaźnionej pary sporo młodszych gejów ze słabością do Gry o tron. Ich losy nie chcą wpisać się w ramy romansu ani kina gejowskiego, bo brakuje w nich nie tylko łez i romantycznych pogoni w deszczu, ale także nagich torsów homoseksualnych przystojniaków i branych przez nich niezliczonych pryszniców.

Opowieść o miłości Bena i George’a czerpie swój rytm z muzyki Chopina, która wypełnia filmowy Nowy Jork. W niskich tonach zostają przedstawione wydarzenia dnia codziennego, gesty, spojrzenia i intymna bliskość. Między bohaterami widoczne jest dogłębne zrozumienie, harmonia, na której zbudowanie potrzebne są całe lata. Wspólnie szukają po raz kolejny zawieruszonych okularów, szeptem narzekają na nagłe zmiany w rytmie życia i wybierają się na drinka po koncercie muzyki klasycznej. Ira Sachs w swoim filmie pokazuje to, co zwykle zasłaniają już napisy końcowe i ponowne zapalenie świateł w salach kinowych. Tradycyjne zakończenie „żyli długo i szczęśliwie” zastępuje tu pełen ciepła, ale i niepozbawiony goryczy zapis wspólnego życia. Jest to historia o wielu osobach i wielu sprawach – przyjaźni, dorastaniu, budowaniu związku oraz mniejszych lub większych kłopotach towarzyszącym każdemu z nas. Kamera wielokrotnie zostaje dłużej ze swoimi bohaterami i bohaterkami, spijając z ich twarzy oraz oczu złożone emocje. Zasłuchanie w grze na fortepianie małej dziewczynki, milczące spojrzenie na śpiącego męża i zwykła rozmowa przy barze wyrażają więcej, niż niejeden monolog wewnętrzny.

Miłość jest zagadką zbliża się do życia, tak bardzo, jak jest to tylko możliwe, więc nie mogło tu zabraknąć też smutniejszych wydarzeń. Choć daleko mu do filmów publicystycznych czy polemiki z konserwatyzmem i nietolerancją dzisiejszego społeczeństwa, to nie buja w utopijnych obłokach powszechnej szczęśliwości i tolerancji. W Od początku do końca (reż. Aluizio Abranches, 2009) cały świat mógł z uśmiechem i otwartymi ramionami przyjmować połączoną kazirodczą miłością parę braci, ale tu ślub dwóch mężczyzn nie jest pozbawiony konsekwencji i katolicka szkoła, w której pracuje George, nie przymyka na to oka, tylko zwalnia szczerzącego niechrześcijańskie wartości nauczyciela. Pieniędzy również bohaterowie nie wydobywają z magicznego niewyczerpalnego skarbca, tylko muszą borykać się z problemami finansowymi i ograniczeniami rynku nieruchomości. Momenty smutku i radości przeplatają się ze sobą, tworząc subtelny obraz rzeczywistości, w której mimo kolejnych przeszkód i poniesionych strat, wciąż jest miejsce na odrobinę nadziei.

W oszczędny i powściągliwy sposób zostaje zarysowana głęboka i dojrzała relacja dwójki ludzi. Nie jest to miłosna epopeja, którą można znaleźć wyłącznie na kartkach książek i ekranach kin, tylko stonowana i harmonijna opowieść o bliskości i przywiązaniu. Bohaterowie z powagą rozmawiają o spędzonych wspólnie latach, z pewnym smutkiem, ale i ze zrozumieniem, akceptując swoje odmienne podejście do dzielonego życia. Opowiedziana przez Ira Sachsa słodko-gorzka historia wykracza poza utarte klisze homoseksualnego romansu i ignoruje przyjęte w społeczeństwie konwenanse odmawiające starszym ludziom seksualności. Jest przy tym tak dojrzała, jak jej bohaterowie.

Pulp: film o życiu, śmierci i supermarketach: wszyscy kupujemy ryby

kadr z filmu Pulp- film o życiu, śmierci i supermarketach (tytuł_kursywa)Pulp: film o życiu, śmierci i supermarketach (2014, reż. Florian Habicht)

Gdy patrzy się na flegmatycznego Jarvisa Cockera, kiedy popija gorącą kawę w swojej małej, przytulanej kuchni, nietrudno wyobrazić sobie, że nim stał się jedną z największych brytyjskich gwiazd lat 90., sprzedawał ryby. On po prostu wie, co to znaczy być jednym z „common people”. Florian Habicht podąża tym tropem, pokazując Pulp nie z perspektywy znawców muzyki ani innych artystów, ale oczami przechodniów spotkanych na ulicach Sheffield, gdzie zaczynali muzycy. To do nich jest skierowana muzyka zespołu złożonego ze skrytych artystów, mówiących wprost o swoich problemach z pewnością siebie i odurzeniu niespodziewanym sukcesem. Nie owijają w bawełnę i nie chcą udawać nikogo, kim nigdy nie będą. Ich naturalność, niespotykana u większości współczesnych muzyków pop, powoduje, że po prostu nie da się nie wciągnąć w tę opowieść.

Habicht pokazuje, że tak naprawdę w życiu takie samo znaczenie może mieć śmierć bliskich, seks z niesamowitą dziewczyną, spotkanie znajomego na ulicy i wizyta w supermarkecie. Te wszystkie sytuacje nas kształtują i na nas wpływają. Musimy stać się tacy, jak mieszkańcy Sheffield – z jednej strony pragmatyczni oraz zdolni do trzeźwej oceny naszej sytuacji, z drugiej delikatni i skłonni do romantycznych uniesień. „Ich po prostu nie da się oszukać” – podsumowuje Cocker.

Narracyjną ramę, scalającą osobiste zwierzenia muzyków i zapis wędrówki reżysera ulicami miasta stanowi zapis koncertu, który zamyka trasę koncertową Pulp. Oczywiście odbywa się właśnie w Sheffield. Ten powrót ma nie tylko wielkie znaczenie dla samego zespołu, ale też najlepiej obrazuje drogę, którą przebył w ciągu kilkunastu lat. Od małych koncertów, na których Cocker śmierdział rybą, do stadionu wypełnionego po brzegi wiernymi fanami. Fanami chudzielca, który opowie zbereźny żart i pochwali się swoimi erotycznymi przygodami z perspektywy skromnego chłopaka, częściej marzącego o dziewczynach, niż mającego z nimi rzeczywisty kontakt. Chudzielca, który sam twierdzi, że jego specyficzny rodzaj zachowania na scenie wziął się stąd, że kiedyś zaczął podskakiwać z wściekłości podczas koncertu, bo sprzęt przestał działać i zebrał więcej oklasków, niż zazwyczaj.

Bez wątpienia już sama fascynująca osobowość Cockera daje sprawnemu dokumentaliście dość pola do popisu i pozwala zdobyć zainteresowanie widowni. Habicht nie poszedł jednak na łatwiznę. Zamiast zarysować historię zespołu i jego wokalisty, realizując film w estetyce „gadających głów”, postanowił przenieść na ekran świat, który ukształtował ich muzykę. Zachował przy tym tonację słodko-gorzką – przeplata poważne wyznania komicznymi scenami, a przerysowanym postaciom spotkanym na swojej drodze pozwala opowiedzieć o osobistych problemach i lękach. Równocześnie pokazuje Brytyjczyków z ich najlepszej strony – jako lekko cyniczny, ale w gruncie rzeczy bardzo wrażliwy i szczery naród. Ich obraz płynący z filmu jest taki, jak brit pop w wydaniu Pulp – smutny w radosny sposób.

Alicja Mazurkiewicz i Mateusz Góra