Demon dwugłowy. Pomiędzy Freudem a Hitchcockiem

1Demon (2015, reż. Marcin Wrona)

Dla tych, którzy o Demonie (2015) chcą myśleć jako o klasycznym horrorze lub historycznym dreszczowcu, gatunkowy synkretyzm filmu Wrony z pewnością skomplikuje jego ocenę. Warto przyjrzeć się temu, co wnosi owa hybrydyczność i jaką pełni funkcję.

Poza kluczową tajemnicą, która wychodzi na jaw w trakcie wesela Piotra (Itay Tiran) i Żanety (Agnieszka Żulewska), w Demonie mamy do czynienia z satyrą społeczną znaną z filmów Wajdy i Smarzowskiego. Sceny grozy przeplatane są rozbrajającymi gagami, które ze względu na udział Andrzeja Grabowskiego mogą przypominać te ze Świata według Kiepskich. Po raz kolejny więc przychodzi nam śmiać się z samych siebie i z naszej „kiepskiej” kultury, w której goście klaszczą na widok wnoszonego na salę pieczonego świniaka. Co prawda u Wrony nie pojawia się świniak, tylko piętrowy tort, ale przyjęcie ślubne pozostaje prześmiewczym portretem polskiej kołtunerii, która ceni sobie blichtr w stylu panem et circenses. Przeciwnicy tego typu popularnej krytyki polskiej obyczajowości uważają, że rodzinne miasteczko Żanety rysuje się jako kolejna kraina karykaturalnych postaci, na kształt tych rodem ze wspomnianych już dramatów weselnych. Jest to więc portret mało oryginalny i absolutnie skrajny. Takie stanowisko mogłoby wydawać się uzasadnione, gdyby nie fakt, że tego typu zabiegi są elementem koniecznym do stworzenia w filmie wiarygodnej groteskowości. Z drugiej strony dla każdego zaznajomionego z polskim folklorem weselnym – elementem absolutnie realistycznym.

Man-plus-habitation

O ile świadome eksperymenty z gatunkowością przekreślają Demona jako modelowy horror, to nie odmawiają mu statusu filmu gotyckiego, głęboko zakorzenionego w ludzkich niepokojach, nasyconego przeczuciem nieuchronnej klęski, ale też obarczonego poczuciem winy. Wielokrotnie adaptowanym na wielkim ekranie – szczególnie w latach 40. – motywem nurtu gotyckiego był i jest nadal układ woman-plus-habitation (kobieta plus domostwo), który spotykamy między innymi w filmach Alfreda Hitchcocka, takich jak Rebeka (1940), czy Podejrzenie (1941). Z bardziej współczesnych nam tytułów, wchodzący właśnie do polskich kin Crimson Peak. Wzgórze Krwi (2015, reż. Guillermo del Toro) i Sierociniec (2007, reż. Juan Antonio Bayona) – obydwa produkowane przez Guillermo del Toro – również posługują się tym schematem. Wspólnym mianownikiem tych filmów jest motyw domostwa, które staje się dla bohaterów rodzajem pułapki, więzieniem, w którym przeżywają katusze. W Demonie sytuacja jest analogiczna, zamianie ulegają jednak płcie. Tutaj to mężczyzna, natrafiając na szczątki zwłok na terenie posiadłości należącej do rodziny swojej nowo poślubionej żony, zostaje uwikłany w mroczną zagadkę, która wiąże się bezpośrednio z historią odziedziczonego przez nich domu.

Jest to zabieg interesujący w świetle teorii feministycznej, która w podejściu do dzieł filmowych posiłkuje się interpretacją psychoanalityczną. Diane Waldman, na przykład, doszukuje się w gotyckich dreszczowcach zakamuflowanej krytyki patriarchalnej dominacji. Według niej nadprzyrodzone wydarzenia są manifestacją kobiecych fobii i lęków, często spowodowanych stresem związanym z przysłowiowym „założeniem domu” i wejściem w nową rolę społeczną.

Porównując Demona i Rebekę, możemy dojść do wniosku, że oba filmy stanowią swoje lustrzane odbicie, z tym wyjątkiem, że u Hitchcocka duch zmarłej Rebeki nigdy nie pojawia się na ekranie – jest tylko natrętnym wspomnieniem zakorzenionym w posiadłości Manderley, do której trafiają nowożeńcy tuż po ceremonii zaślubin. To tam nowa żona Maxima de Wintera, grana przez Joan Fontanie, musi stawić czoła wciąż żywej pamięci o fenomenalnie pięknej i pod każdym względem idealnej poprzedniczce.

Dybuk, pamięć i ego

Podobnie jak Hitchcock, Wrona wykorzystuje postać ducha w celu przedyskutowania pewnych drażliwych społecznie tematów. Na poziomie fabularnym bowiem dybuk to przypomnienie owianej sekretem zbrodni, której ofiara powraca, żeby pomścić krzywdy, jakich doznała. Jednocześnie demon ten funkcjonuje w filmie Wrony jako personifikacja trudnej przeszłości relacji polsko-żydowskich. W przeciwieństwie do filmu Hitchcocka, w Demonie mechanizm wyparcia nie dotyczy jednak osoby, lecz pewnych historycznych wydarzeń utajonych na zasadzie „zmowy milczenia”.

Tak jak u Freuda sekret nigdy nie jest tylko sekretem, lecz wypartą informacją znajdującą swoje ujście w objawach cielesnych, tak i w Demonie duch zmarłej Żydówki powraca, żeby opętać pana młodego. Opętanie to skutkuje jednocześnie zmianą w sposobie narracji: tracimy bowiem punkt widzenia pana młodego, który stopniowo zostaje zastąpiony narracją obiektywną. W myśl tej logiki postać Piotra (rozumiana jako jego „ ja”) „znika” w połowie filmu.

2Demon (2015, reż. Marcin Wrona)

Idąc tym tropem, możemy założyć, że postać Żanety, znajdująca się pod władzą decyzyjną brata i ojca, jest już i tak zdominowana przez patriarchalne społeczeństwo. Pyton zaś przez zawarcie związku małżeńskiego z dziewczyną zostaję „wchłonięty” przez rodzinę wybranki, co skutkuje utratą jego tożsamości i zagrożeniem męskiego ego. Nie jest to jednak problem w sposób oczywisty pokazany w filmie, możemy więc podejrzewać, że dybuk u Wrony jest przede wszystkim tym, co wyparte z naszej świadomości – czy to przez nas samych, czy przy pomocy różnych rytuałów, które niekiedy mają służyć oczyszczeniu, jak ten w pamiętnej scenie „odczarowania” i „wymazywania” ceremonii zaślubin, celebrowany przez ojca Żanety. Wrona zdaje się stawiać pytanie, czy takie sztuczne katharsis wystarczy, by zapomnieć. W filmie otrzymujemy prostą odpowiedź: nie. Mnożenie sekretów i maskowanie drażliwych wydarzeń z przeszłości okazuje się katastrofalne w skutkach dla pana młodego, a zagadkowe koleje jego dalszych losów zdają się wskazywać na błędne koło historii, z wpisaną w nie powtarzalnością wydarzeń. Znamienna jest tutaj pamiątkowa fotografia rodzinna, która pełni podobną funkcję informacyjną, co ta ze Lśnienia (1980) Stanleya Kubricka. Symboliczne domostwo zostaje zdemaskowane jako złowroga metafora społeczności, która stoi na straży pewnych zakazów kulturowych, istotnych dla jej ciągłości i integralności. Wobec tego warto się więc zastanowić, czy jest to film mówiący tylko o trudnych relacjach polsko-żydowskich, czy może film znacznie bardziej uniwersalny i aktualny?

3Lśnienie (1980, reż. Stanley Kubrick)

Demon dwugłowy

Podsumowując, jeśli podzielimy film Wrony na elementy tragiczne i komiczne, to okaże się, że obydwa pełnią w filmie kluczową funkcję. Mamy więc do czynienia z demonem dwugłowym, a to, co wynika z niego na drodze syntezy, może nieco zdezorientować widza. Ambiwalencja odczuć, jakiej doświadczamy tuż po seansie, nie jest jednak dziełem przypadku. Brak jednoznacznego zakończenia skutkuje nurtującym poczuciem, że coś mogło zostać przez nas przeoczone, a to już wystarczy, by pobudzić refleksję nad holistycznym wydźwiękiem utworu. Niejednorodność stylistyczna Demona, która towarzyszy nam do samego końca filmu, nie powinna być więc odczytywana jako brak konsekwencji, ale raczej jako świadomy eksperyment z językiem kina. Nie bądźmy więc zdumieni, jeśli okaże się, że wychodzimy z projekcji w refleksyjnych nastrojach, mimo że prawdopodobnie przez większość seansu śmialiśmy się pod nosem. A jeśli Demon miałby nas czegoś nauczyć, to na pewno tego, że, cytując agenta Coopera z Twin Peaks: „secrets are dangerous things”.

Kamila Korońska