Włatcy Móch – fenomen krótkotrwały

1Włatcy móch (2006-2011, reż. Bartosz Kędzierski)

W 2006 roku chodzę do ostatniej klasy podstawówki. Internet jest już powszechny, oglądanie dzięki niemu materiałów filmowych również, YouTube działa od ponad roku. Na szkolnych korytarzach w niedługim czasie pojawia się trend mówienia zmienionym, nienaturalnym głosem i zwracania się do kolegów per „Czesiu”.

Nie powinniśmy byli znać Czesia. Podczas emisji Włatców Móch (2006-2011) w TV4 w rogu ekranu wyświetlał się bowiem znaczek z ostrzegawczą, żółtą „16”, a nawet wtedy była to już wersja ocenzurowana. Animacja obfitowała w wulgaryzmy, kpiła z zasad ortografii, a głównymi bohaterami czyniła zdeprawowanych ośmiolatków. Po krótkim czasie przygody czwórki chłopców o niewyparzonych językach w samej tylko telewizji śledziło niemal pół miliona widzów, a u szczytu popularności serii – nawet dwa razy tyle. W opublikowanym przez Content Pro raporcie za 2008 rok podano, że już wtedy odcinki zamieszczone w serwisie YouTube miały prawie 65 milionów wyświetleń. „Serial planowano jako produkcję animowaną dla dorosłych, ale wyszło jak zwykle. Kreskówką zachwycili się niepełnoletni, głównie z gimnazjów i ostatnich klas podstawówek, dostrzegając w głównych bohaterach idealne wzorce zachowań. Furorę zaczęły robić dialogi oparte na dupach, cyckach i gównach słowach-kluczach, a także postać Czesia, jako, że ludzie lubią czasem poczuć, że coś lub ktoś jest głupszy od nich”, jak ironicznie opisano to na Nonsensopedii – polskiej encyklopedii humoru. Całość wymyślił, napisał, wyreżyserował, zmontował, a nawet zdubbingował Bartosz Kędzierski. Produkcja była jego faktycznym debiutem.

Czesio, nazywany swego czasu „pierwszą kultową postacią filmu animowanego po epoce Bolka i Lolka”, to mieszkający na cmentarzu zombie. Lubi śpiewać gorzkie żale, łapać muchy, rozmawiać ze swoim misiem o wiele mówiącym imieniu Przekliniak oraz bawić się ogniem. Paczkę jego kolegów stanowią trzej chłopcy z II klasy. Konieczko jest mózgiem grupy, zadeklarowanym ateistą pragnącym rozwijać się naukowo i dzięki temu zdobyć władzę nad światem. Anusiak ma aspiracje polityczne i proletariacki rodowód, a domowa patologia przekłada się na jego wiarę w siłę mięśni oraz nieustanną agresję. Ostatni z grupy to Maślana, bardzo bogaty i sprytny egoista, święcie przekonany, że pieniądze z konta otwartego mu przez rodziców na ostatnie urodziny są kluczem do rozwiązania wszelkich problemów. Świat czwórki chłopców pozbawiony jest wzorców osobowych oraz… kobiet. Jedyne postaci reprezentujące w serialu płeć przeciwną są dalekie od ideału. Mamy więc Andżelikę, zarozumiałą kujonkę, palaczkę i pacyfistkę przybyłą do Polski prosto ze Stanów Zjednoczonych; panią Frau, stronniczą, despotyczną, sfrustrowaną wychowawczynię bohaterów oraz rozkochaną w bluesie Higienistkę, „babochłopa” o niskim głosie i rozwiązłych obyczajach seksualnych. Na drugim planie oraz w epizodach pojawia się kalejdoskop różności: inne zombie, duchy, księża i zakonnice, zmutowane domowe zwierzęta, gadające części ciała, wulgarne zabawki, zepsuci rodzice czy sataniści.

2Włatcy móch (2006-2011, reż. Bartosz Kędzierski)

Kędzierski dał głównym bohaterom wygląd dzieci, lecz przymioty dorosłych. Anusiak, Konieczko, Maślana i Czesio wyrażają się w ordynarnym, autorskim, serialowym slangu i rozumują w spójny sposób, a jednocześnie zmagają się z problemami typowymi dla młodego wieku, związanymi choćby z cielesnością („Ona nie ma wacka!”) czy awersją do rówieśniczek („Ja dostaję tygodniówki, ale żeby… miesiączki?”) oraz poszukują odpowiedzi na pytania dotyczące rzeczywistości, życia, a nawet metafizyki (rozmowy ze Stwórcą). Zawsze jednak poszukiwania te podszyte są naiwnością i traktowane z lekkim przymrużeniem oka. Kędzierski podkreślał, że nie miał aspiracji robić z Włatców serialu politycznego i to mu się rzeczywiście udało. Zamiast tego skupił się na maksymalnym eksploatowaniu własnych wspomnień z czasów dzieciństwa. Celowo naszpikował odcinki dużą dawką muzyki (od tej granej na kościelnych organach, przez reggae, po metal), w tytuły powplatał rażące błędy ortograficzne oraz przywołał obrazy „wychowywania się na podwórku”, robienia na złość dorosłym, nieświadomego bezczeszczenia świętości ideologicznych i wiele innych. Czy jednak taki dowcip – może kontrowersyjny, może nietypowy, a może zwyczajnie niesmaczny – miał mieć wymiar uniwersalny? „Zacznijmy od granicy dobrego smaku, od wulgarności, jedzenia kup i tego typu fantastycznych rzeczy. To kwestia poczucia humoru – albo kogoś to śmieszy, albo nie” – odpowiada, nie do końca satysfakcjonująco, twórca. Popularność serii zdaje się jednak udowadniać, że dorośli chcą oglądać filmowe dziecięce portrety nie tylko towarzysząc własnym pociechom na seansach skrajnie odmiennego, radosnego Mikołajka (2009, reż. Laurent Tirard), produkcji Pixara lub kina familijnego, w którym mądrość malców góruje nad skostniałymi poglądami rodziców, ale też odżegnać się na chwilę od mitu „najpiękniejszego okresu w życiu człowieka”. Hołduje temu zresztą sam tytuł produkcji, będący aż nazbyt oczywistym nawiązaniem do powieści Williama Goldinga Władca much. Golding w swoim dziele w alegoryczny sposób przedstawił upadek kultury stworzonej przez człowieka, opisując grupę chłopców ocalałych z katastrofy samolotu, którzy wylądowali na bezludnej wyspie. Ich próby zorganizowania własnych rządów i społeczności mają katastrofalne konsekwencje. Włatcy móch nie mają aż tak apokaliptycznego wydźwięku, ale na pewno są w jakimś stopniu skrajną wersją interpretacyjną literackiego pierwowzoru, zaaplikowaną przez pryzmat rodzimej percepcji, karmiącej się polską rzeczywistością. Od początku emisji serii Kędzierski musiał odpierać jeszcze jeden zarzut – że jego produkcja to nic innego, jak polski plagiat nadawanego od 1997 roku amerykańskiego hitu South Park. Czesio, Anusiak, Konieczko i Maślana to rzekomo odpowiednicy kolejno: Kenny’ego, Cartmana, Kyle’a oraz Stana. Jednak South Park z zadziwiającym refleksem reaguje na bieżące wydarzenia, wyszydza poszczególne jednostki oraz społeczności i za nic ma tematy tabu, co sprawia, że zachowuje aktualność. Dzięki temu nadawany jest już od dziewiętnastu sezonów. „To tak, jakby mówić, że Miś Uszatek jest zerżnięty z Kubusia Puchatka! Też jest las, prosiaczek, królik. South Park był po prostu pierwszy”, raz jeszcze kontruje Kędzierski.

3Włatcy móch (2006-2011, reż. Bartosz Kędzierski)

Powstało dziesięć sezonów Włatców móch, emisja ostatniego odcinka odbyła się 30 października 2011 roku. Z czasem produkcja zaczęła tracić jakość i świeżość. W międzyczasie powstał jednak nawet pełnometrażowy film Włatcy móch. Ćmoki, Czopki i Mondzioły (2009, reż. Bartosz Kędzierski), który – choć krytyka nie szczędziła mu zarówno pochwał, jak i negatywnych ocen – był pierwszym polskim kinowym kontynuatorem animowanego fenomenu telewizyjnego. Fenomenu krótkotrwałego. Włatcy móch na pewien czas zawładnęli popkulturą. Trafili na okładki szkolnych zeszytów, na kartki komiksów, ubrania, plakaty, butelki ze słodkimi napojami. Pojechali na targi filmowe w Cannes, gdzie zostali kupieni przez telewizje z Niemiec, Wielkiej Brytanii, a nawet Meksyku. Weszli na salony, gdy charakterystyczne przeciągłe „dzień dooooobry” Czesia rozbrzmiało z telefonu komórkowego jednego z dziennikarzy podczas publicznego wystąpienia Grzegorza Schetyny. Ówczesny wicepremier grzecznie się ukłonił, odwzajemniając pozdrowienie, a fragment konferencji retransmitowano później wielokrotnie na różnych stacjach. Ale Włatcy móch nie rozpoczęli na swoim gruncie długotrwałej rewolucji i nie wyznaczyli sobie spadkobierców ani też nie zainspirowali następców. Również Kędzierki nie stworzył od tamtego czasu podobnej sensacji. W oczekiwaniu na kolejną niesforną i ordynarną paczkę małoletnich kumpli, obejrzę więc raz jeszcze, bądź co bądź nostalgicznie, kilka odcinków.

Ada Kotowska