Grzeszne przyjemności

7329808-chlopak-z-sasiedztwa-643-370
Chłopak z sąsiedztwa
USA, 2015, 91′
reż. Rob Cohen,
scen. Barbara Curry
wyst.: Jennifer Lopez, Ryan Guzman,
John Corbett, Kristin Chenoweth

Nieprzemyślane decyzje prowadzą często do przykrych konsekwencji. Przekonała się o tym główna bohaterka Chłopaka z sąsiedztwa (2015). Tę pewność zyskają także wszyscy ci, którzy planują obejrzeć film Roba Cohena. Podejmując decyzję o jego zrobieniu nie przewidział, że będzie to niosło za sobą opłakane skutki.

Fatalne zauroczenie przerabialiśmy już w 1987 roku, kiedy Michael Douglas na ekranach kin wdał się w burzliwy (głównie w następstwach) romans z Glenn Close. Dzieło Adriana Lyne’a, nasycone demonicznością i erotyzmem zmieszanymi z melancholią, mogło wprawiać odbiorcę w niepokój przez cały seans. Aktorzy swoimi kreacjami stworzyli spektakl damsko-męskich relacji, który ogląda się z zapartym tchem. Obraz Roba Cohena nie daje ani wyjątkowego nastroju tajemniczego lęku, ani wielowarstwowej relacji głównych bohaterów. Chociaż tematyka podobna, to jednak w którymś miejscu Chłopak z sąsiedztwa zamiast iść w stronę dobrego thrillera, utonął w głębinach niskobudżetowego gniota.Trudno się dziwić, wszak Cohen znany jest przede wszystkim z dzieł przygodowo-sensacyjnych, opartych na pościgach bądź pradawnych sztukach walki. Dlatego można było przewidzieć, że film traktujący o erotycznej relacji starszej kobiety z młodszym, psychopatycznym chłopakiem, nie będzie należał do tych produkcji, którymi reżyser może się chwalić.

Razem z głównymi bohaterami Chłopaka z sąsiedztwa przechodzimy od intrygującego poznania, przez stopniowo rosnące zauroczenie, aż po wybuch namiętności. Następnie historia się rozchodzi – Claire dochodzi do wniosku, że noc spędzona z młodszym chłopakiem była błędem i chce zapomnieć o tym, co zaszło, zaś Noah wpada w obsesję na punkcie seksownej nauczycielki. Grzeszna przyjemność staje się zatem źródłem problemów i szaleńczej paranoi.

Scenariusz filmu nie wyróżnia się niczym specjalnym zarówno pod względem poprowadzenia całej historii, jak i dialogów. Jest raczej mocno wybrakowany – dostajemy na tacy opowieść pozbawioną w zasadzie jakiejkolwiek refleksji czy omówienia podłoża psychologicznego. Nic tutaj nie jest zaskakujące dla widza, a jednowymiarowość postaci sprawia, że całość jest jeszcze bardziej przewidywalna. Brakuje przestrzeni dla odbiorcy, w której mógłby on chociaż na chwilę zastanowić się nad sytuacjami, których jest obserwatorem.

Kreacje aktorskie to również słaby punkt produkcji. O ile pod względem wizualnym zarówno Jennifer Lopez, jak i Ryan Guzman wypadają zjawiskowo, to jednak poza pięknymi i zmysłowymi ciałami nie wnoszą oni nic do historii. Ich poprawna gra nie zawiera w sobie iskry, przez co traci na autentyczności. Ona próbuje być twarda i zapobiegliwa, a on groźny i niebezpieczny, obojgu wychodzi to jednak z marnym skutkiem. Szaleńcza obsesja Guzmana bardziej przypomina tę w wykonaniu Taylor Swift z teledysku do Blank Space, niż wiarygodny obłęd w poważnym thrillerze.

Gwoździem do trumny okazuje się zakończenie. Wyszło trochę tak, jakby morderstwo dodane było dla samego morderstwa bez większego uzasadnienia w fabule, bo przecież główny bohater omamiony miłością do Claire musiał w końcu kogoś zastrzelić. W tym momencie zaczyna się najbardziej kompromitująca część filmu, która osiąga swoje meritum w ostatnich minutach, gdy twórcy, chcąc dodać smaczku i brutalności, nieco przesadzili z efektami specjalnymi. Zamiast grozy odczuwamy intensywne zażenowanie i uśmiechamy się z politowaniem.

Dla niektórych obejrzenie tego filmu może być grzeszną przyjemnością, bo w końcu miły dla oka jest idealny sześciopak Guzmana, który eksponowany jest przy każdej możliwej okazji, albo zmysłowa figura Lopez, eksponowana przez cały film. Poza tym produkcja ta nic więcej nie wnosi, a Adrian Lyne ze swoim Fatalnym zauroczeniem w dalszym ciągu pozostaje niezagrożony na podium w opowiadaniu tego rodzaju historii.

Anna Zawalska