Sny o sprawiedliwej potędze

sny o sprawiedliwej potędze

 

System (Child 44)
Czechy, USA, Wielka Brytania, Rumunia 2015
reż.
Daniel Espinosa
scen. Richard Price
wyst.: Tom Hardy, Noomi Rapace, Gary Oldman, Joel Kinnaman

Film Espinosy posiada jeden z bardziej kuriozalnych tytułów ostatnich lat w polskiej dystrybucji, poza nim nie może się jednak pochwalić wieloma ciekawymi elementami. Adaptacja mającej doskonałe recenzje książki okazała się gatunkowym zlepkiem z rozmytą intrygą, którą spaja głównie brawurowa rola Toma Hardy’ego.

Leo Demidov (Hardy), sierota, którego rodziców pochłonął prawdopodobnie Wielki Głód na Ukrainie, po bohaterskiej postawie na frontach II Wojny Światowej zostaje wysokim rangą agentem Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR. Ma żonę Raisę, kocha ją ponad wszystko, w pracy doceniany jest za skuteczność. W otaczającej go brutalnej i irracjonalnej rzeczywistości komunistycznego państwa stara się zachować logikę działania. Nadchodzi rok 1953 i dzieją się dwie rzeczy: kilkuletni syn przyjaciela Leo zostaje zamordowany, ale oficjalną przyczyną jego śmierci jest nieszczęśliwy wypadek. Oprócz tego Raisę oskarżono o szpiegostwo, a zadenuncjować ma ją właśnie mąż. Kiedy odmawia, oboje zostają wywiezieni na wieś, gdzie samowolne poszukiwanie prawdy okaże się drastyczne w skutkach.

Dwutorowość akcji – polowanie na mordercę i polowanie na Demidova – nie współgra. Produkcja, mająca być z założenia thrillerem, okazuje się konglomeratem gatunków, z których żaden nie w pełni dopracowany. Wątek melodramatyczny zdaje się niemal wtrącony na siłę, jest bezzasadnym, niewiele wnoszącym zaskoczeniem. Nieznośnie rozchwiana w momentach walk kamera przywodzi na myśl kino akcji, gdzie taki zabieg służy zamaskowaniu choreograficznych braków. Sam Demidov też chwilami wykazuje wytrzymałość charakterystyczną dla bohaterów pokroju Stallone’a, a rozdając ciosy pięścią, wydobywa z nich dźwięki gradobicia. Mimo nawarstwienia wątków (a może właśnie przez to), w fabule są luki. Pojawiają się jakieś nieuzasadnione wstawki, na przykład o niemieckich narkotykach uzależniających od dziecięcej krwi, czym są i czy są w ogóle – nie dowiemy się, tajemnicą pozostanie też kolaboracja z Brytyjczykami i minutowa dygresja o homoseksualizmie. Genezę złoczyńców wyjaśniono pochopnie i niesatysfakcjonująco. Pozostaje cieszyć się, że powstrzymano się od dodania czegoś o Żydach dla podkręcenia dramatyzmu. Przedziwny i bolesny jest natomiast fakt, że nie ma tu ani słowa o śmierci Stalina (a akcja obejmuje większość roku 1953), chociaż jego nazwisko pada ładnych parę razy. Samo śledztwo, które nie ma mieć racji bytu („morderstwo to cecha kapitalizmu, w komunistycznym kraju nie istnieje”), po drodze jest katalizowane przez znaczną ilość korzystnych zbiegów okoliczności i niebywałej łatwości łączenia bardzo odległych poszlak przez prowincjonalnych funkcjonariuszy, operujących łopatologicznym dialogiem.

Tym, co u Espinosy przekonuje, jest obnażony, bezwzględny system funkcjonowania kolosa na glinianych nogach (choć w filmie nie ma jednak ani jednej sceny picia wódki!), jak określano ZSRR. Co prawda pozbawiono go indywidualnego sznytu, ale dzięki temu jest po prostu uniwersalnym obrazem każdego systemu totalitarnego. Donosicielstwo lansuje się na obywatelską cnotę, a wszelkie oskarżenia powodują impas niczym w średniowieczu – nie ma drogi wyjścia od podejrzeń rzuconych na kogoś przez jakiegokolwiek, nawet anonimowego człowieka. Paradoksalnie, ogrom bestialstwa ogarniający świat portretowany w filmie sprawia, że intryga z mordercą dzieci wydaje się śmiesznie mała. Hołdując utopijnym założeniom systemu, za zabójstwo kilkudziesięciu małoletnich skazano tyleż samo zbrodniarzy – w mateczce Rosji sprawę uważa się więc za zamkniętą i nikt nie ma ochoty jej rozgrzebywać.

Najjaśniejszym punktem Systemu jest bez wątpienia Tom Hardy, mówiący z twardym, lecz wyjątkowo dźwięcznym rosyjskim akcentem. Charyzma jego bohatera jest nietuzinkowa – umie sprawić, że kibicujemy postaci, która wcale nie została wybielona i reprezentuje znienawidzoną ideologię. Demidov służy systemowi i wierzy w niego, chociaż jego dzieciństwo było nim drastycznie naznaczone. Czasem unika przemocy, czasem sam zabija, wierzy w słuszność własnych działań i argumentów, nie akceptuje ślepo wszystkiego, o czym jest informowany. Mocny aktorski rys Hardy’ego wybija się tym bardziej przy bezpłciowej Noomi Rapace (Raisa) i nijakim Garym Oldmanie. Sprawdza się natomiast zimny, bezwzględny i niestety nieco zmarginalizowany Joel Kinnaman w roli czarnego charakteru po przejściach.

W finale dostajemy skrojony na amerykańską modłę, chociaż niepozbawiony ofiar happy end, a rozgryzienie mechanizmów systemu daje Demidovowi szansę odkupienia, którą postanowi wykorzystać na naprawę przynajmniej części otaczającego go świata. Jest w tym filmie kilka zapadających w pamięć scen, udanie trzymających w napięciu – ale nie na długo. Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o maleńkiej roli Agnieszki Grochowskiej (uwzględnionej nawet w zwiastunie!), która stanowi bardzo miły akcent dla polskiego widza.

Ada Kotowska