O traceniu godności

piskozub_recenzje_still alice

Motyl. Still Alice
USA 2014, 99’
reż. Richard Glatzer, Wash Westmoreland
scen. Richard Glatzer, Wash Westmoreland
wyst. Julianne Moore, Alec Baldwin, Kristen Stewart

Zaczyna się niepozornie. Ot, w czasie wykładu dr Alice Howland (Julianne Moore), profesor lingwistyki Uniwersytetu Columbia, nagle zapomina naukowego terminu i traci wątek. Krępującą chwilę ciszy przerywa szybko za pomocą błyskotliwego żartu. Nic się nie stało, każdemu może się to zdarzyć. Pani doktor kontynuuje swoją prezentację.

Kino kocha opowiadać historie o bohaterach, którzy mierzą się z ciężką, często nieuleczalną chorobą. Informacja o niej przynosi strach, niezrozumienie, brak akceptacji, załamanie życiowej równowagi. Niezależnie od tego, jaki jest to rodzaj schorzenia (AIDS, rak, schizofrenia), postacie często doświadczają z tego powodu społecznego wykluczenia i zmuszone są walczyć o swoje prawa, a przede wszystkim o swoją godność. Opowieści takie jak Miłość, Witaj w klubie czy Teoria wszystkiego zawsze skupiają się na człowieku i jego otoczeniu, na ich wzajemnej korelacji, jak również na uważnej obserwacji procesu powolnego odchodzenia bohatera, jego zachowań w obliczu dramatu i walki z przeciwnościami. Choroby są nieodłącznym elementem naszego życia, dlatego łatwo jest widzowi przejąć się losem danej jednostki, zidentyfikować się z jej samotnością.

Alice Howland jest w sile wieku. Właśnie świętuje z rodziną swoje pięćdziesiąte urodziny. Jest spełnioną matką trojga dorosłych dzieci, z mężem od wielu lat tworzą udany związek, cieszy się też poważaniem w świecie naukowym. Radość życia zostaje nagle przerwana w momencie, gdy dowiaduje się o zdiagnozowaniu u siebie choroby Alzheimera. Kobieta ma świadomość, co to dla niej oznacza – z każdym kolejnym dniem, to, co przeżyła, kochała i to, w co wierzyła, przestanie mieć większe znaczenie. Choroba zacznie odbierać jej życie, inteligencję, bezlitośnie będzie wydzierać jej wspomnienia, doświadczenia, pamięć o imionach dzieci, o jej dokonaniach zawodowych, a przede wszystkim o tym, kim jest i kim była.

Jest w filmie scena, w której bohaterka zwierza się mężowi, że wolałaby zachorować na raka – walczyć z tym to w oczach najbliższych oraz społeczeństwa rodzaj bohaterstwa. Jest on dla nas często wyrokiem śmierci, a postawienie się tej chorobie, jej ograniczeniom, budzi nasze uznanie. Tymczasem alzheimer to choroba, której człowiek się wstydzi. Zażenowany sobą musi każdego przepraszać za to, że zdarza się mu zapominać najprostszych nazw lub czynności. Odnalezienie miejsca, w którym położyło się wcześniej telefon, lub zlokalizowanie na parterze toalety urastają do rangi problemów nie do rozwiązania. Nawet miejsce takie jak dom staje się nagle zupełnie nieznane, skomplikowane w ułożeniu. Alice wie, że schorzenie, na które cierpi, powoli pozbawia jej godności. Pomimo tego nie poddaje się. Przejawem odwagi jest wystąpienie bohaterki na konferencji, gdzie licznie zgromadzonej widowni opowiada o swoich zmaganiach z alzheimerem. Zakreśla kolejno wypowiadane słowa żółtym flamastrem, by dać świadectwo swojej nierównej, ale heroicznej walce z chorobą, budząc podziw i uznanie wśród audytorium.

Ulżyć Alice w cierpieniu nieustannie stara się jej rodzina. Alec Baldwin występujący w roli męża świetnie portretuje postać mężczyzny, który choć kocha i wspiera swoją żonę, to jednak wobec jej dramatu wydaje się tak samo bezradny jak ona. Oddany pracy nie może całego czasu poświęcać ukochanej. Musi normalnie funkcjonować, zarabiać na życie. Równie ciekawe są role córek – z jednej strony zamężna, świetnie wykształcona Anna (Kate Bosworth), z drugiej strony młodsza Lydia (Kristen Stewart). Pełni ona funkcję ,,czarnej owcy” w rodzinie. Zamiast pójść na studia, ustatkować się, żyje w Los Angeles, gdzie próbuje kariery aktorskiej, z marnym jednak skutkiem. Nieoczekiwanie to właśnie ona staje się najbliższą przyjaciółką matki w momencie jej stopniowej degradacji umysłowej. Pomimo dystansu, jaki je dzieli, stara wspierać się i rozmawiać z nią bardzo często. Wreszcie decyduje się powrócić do domu, by zaopiekować się matką, gdy reszta rodziny nie może sobie na to pozwolić. Współczucie, zrozumienie i oddanie Lydii pomaga ponownie zbliżyć się jej do Alice.

Still Alice nie wnosi niestety niczego nowego do tematu, jakim jest chorowanie na alzheimera. Nie rozwija go zwłaszcza w kontekście powstałego przed paroma laty filmu Daleko od niej z Julie Christie. Still Alice przez cały czas grany jest na jednej nucie: pełen łzawości i sentymentalizmu. Fabuła nie ma widzowi wiele do zaoferowania, raczej rozczarowuje. Poza tym jest sztampowo, momentami nieznośnie patetycznie i płaczliwie. To, że pozostanie w naszej pamięci jest w głównej mierze zasługą oscarowej, brawurowej kreacji Julianne Moore.

Mateusz Piskozub