Dzieci w drodze

puzzle-dla-dzieci-kraina-lodu-239Kraina lodu (2013, reż. Chris Buck, Jennifer Lee)

W tym pasjonującym i błyskotliwym artykule odnajdziesz odpowiedź na pytania: Jakie systemowe zmiany są niezbędne, aby powstrzymać Europę przed wyludnieniem? W jaki sposób branża filmowa podchodzi do tego problemu? Czy redakcja „16 mm” bierze udział w ogólnoświatowej walce z niżem demograficznym?

Pierwsze pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Przejdźmy od razu do zagadnienia drugiego. Rodzina jest obecna na ekranach kinowych od zarania dziejów. Relacje bohaterów z krewnymi od wielu lat tworzą podstawy dla budowania scenariuszy filmowych od głównego nurtu do najskromniejszych offowych produkcji. Powód jest oczywisty: rodzina jest jak śledziona, każdy ma swoją. W zależności od nastawienia twórcy lub obecnie panującej siły politycznej, kontakty z najbliższymi są przedstawiane w negatywnym lub pozytywnym świetle. Czasami w mniej lub bardziej zawoalowany sposób. Jako że jedną z najważniejszych funkcji podstawowej komórki społecznej jest wychowywanie kolejnego pokolenia w duchu uszanowania wartości rodzinnych, opiekunowie oczekują, że filmy animowane pomogą im w łatwy sposób przekazać młodocianym treść czwartego przykazania. W większości przypadków tak też się dzieje. Jednak na podstawie dwóch ostatnich zdobywców Oscarów, czyli Krainy lodu (2013) oraz Wielkiej Szóstki (2014), można zauważyć, że oprócz socjalizacji młodych widzów, twórcom przyświeca jeszcze jeden cel: WIĘCEJ DZIECI!

W Krainie Lodu rodzice obecni są jedynie w początkowych partiach filmu. Ich rola jest ważna na tyle, aby mama i tata, którzy przyprowadzają swoje dziecię do kina, nie musieli obawiać się o swoją pozycję, jednak później wszystko się zmienia. Dwie siostry, zostawione na pastwę losu z całym królestwem na głowie, nie radzą sobie najgorzej. Co prawda na początku nie jest kolorowo, ale potem okazuje się, że powszechny model rodziny był dla nich ograniczający. Podczas nieobecności ojca i matki Elsa przeżywa prawdziwe wyzwolenie, dzięki czemu wreszcie jest szczęśliwa. Natomiast Anna niemal od razu wpada w ramiona księcia z bajki, powielając przykład dany jej przez rodziców. O dziwo, to jej czyn okazuje się być błędem, za który ponosi odpowiednią karę. Dopiero wtedy gdy obie uzmysławiają sobie, że tak naprawdę mają tylko siebie, a ich siostrzana miłość potrafi przezwyciężyć wszelkie trudności, wszystko wraca do normy. Przekaz jest prosty. Po pierwsze rodzice są potrzebni, ale do pewnego czasu. Kiedyś, młody człowieku będziesz musiał wyzwolić się z okowów ich rodzicielskiej troski i zacząć własne życie. Po drugie, i na potrzeby tego tekstu ważniejsze, nigdy nie pokochasz kogoś tak mocno jak swojego brata lub siostrę. Większość rodziców jedynaków przeklina dzień, w którym zabrało swoje trzecie i jedyne oczko w głowie na Krainę Lodu. Woleliby tłumaczyć, skąd biorą się dzieci, niż odpowiadać na nieustające pytania i żądania: „Dlaczego nie mam siostry/brata?”, „Kiedy będę miał siostrę/brata?”, „Elsa i Anna są takie super i się kochają najbardziej na świecie! Ja też tak chcę!”.

O ile w Krainie Lodu mamy do czynienia z przejściem od miłości rodzicielskiej do siostrzanej, to w Wielkiej Szóstce dla głównego bohatera, Hiro, najlepszym przyjacielem i jedynym bliskim, jest jego starszy brat Tadashi. Po jego tragicznej śmierci, nasz młody wynalazca odkrywa, że może wypełnić pustkę po stracie najbliższego krewnego poprzez kontakt z robotem medycznym Baymaxem. Przez cały film jesteśmy świadkami budowania na nowo relacji braterskiej pomiędzy Hiro i swoistym przedłużeniem świadomości Tadashiego. Początki są trudne, ale w końcu okazuje się, że Baymax staje się dla głównego bohatera nie tylko pamiątką po bracie, ale także uświadamia mu, jak trudną rolę odgrywał, zastępując mu rodziców. Pełna wzruszeń historia pokazuje, jak piękne i zażyłe mogą być nasze relacje z bliskimi, jeśli poświęcimy im należytą uwagę. Jeżeli ten film nie jest czystą afirmacją miłości pomiędzy rodzonymi braćmi, to mówcie mi Zosia. Jedynacy po seansie Krainy Lodu uciekali się tylko do nacisków słownych, jednak po Wielkiej Szóstce kupują dla mamy kwiaty z bilecikiem od ojca i dziurawią szpilką wszystkie prezerwatywy w domu. Na podstawie tych dwóch filmów można zobaczyć, że strategią ich twórców na zachęcanie świata zachodniego do rozmnażania, jest zwrócenie się w kierunku młodych widzów. Prezentując wyidealizowaną wizję miłości braterskiej i siostrzanej, nie tylko wywołują chęć posiadania rodzeństwa, ale także zachęcają dzieci do wywierania presji na rodzicach.

Disney nie zapomniał przy tym o widzach starszych. Przed seansem Wielkiej Szóstki prezentowano krótkometrażowy film pod tytułem Uczta (również zdobywca Oscara), który można nazwać agitką propagandy rozmnażania. Głównym bohaterem jest pies-znajda, którego nowy właściciel przeżywa burzliwy związek. Jako że dla czteronoga najważniejszy jest pełny brzuch, nie przypadają mu do gustu resztki zielonego jedzenia ze stołu zakochanych. Jednak kiedy para się rozstaje do menu wracają pizza i makaron z klopsikami. Ostatecznie pies, widząc niedolę właściciela, bierze sprawę w swoje łapki i doprowadza do klasycznego happy endu. Oznacza to również powrót niejadalnego zielska oraz dzielenie się uwagą swojego pana z kobietą. Na szczęście kiedy pojawia się bobasek sytuacja zostaje zbalansowana. Właściciel ma pełną rodzinę, a pies mnóstwo resztek ze stołu dziecka oraz nowego kompana do zabaw. Czy te dwa filmy zestawione w jednym seansie to przypadek? Nie sądzę.

132741787Wielka szóstka (2014, reż. Don Hall, Chris Williams)

Najwyraźniej twórcy są przekonani, że kiedy pierwsze dziecko zaczyna chodzić i mówić, drugie powinno już być „w drodze”. Co sprowadza nas do odpowiedzi na trzecie pytanie postawione na wstępie: Czy redakcja „16 mm” bierze udział w ogólnoświatowej walce z niżem demograficznym? Tak. Nikt nie zaprzeczy, że temat tego numeru jest parafrazą słowa „ciąża” (patrz początek akapitu). Jeśli chodzi o numer poprzedni, to nie ma wątpliwości, że największym społecznym „wybuchem” jest baby boom. Celem tego błyskotliwego tekstu nie jest zniechęcenie do rodzenia dzieci, ale uświadomienie nacisków, które płyną na nas z ekranów kin. Nie dajmy się zwieść i rozmnażajmy we własnym tempie.

Maciej Kozak