ZAWÓD: REPORTER?

wolny strzelecWolny strzelec
(Nightcrawler)
USA 2014, reż. Dan Gilroy
scen. Dan Gilroy, zdj. Robert Elswit
wyst.: Jake Gyllenhaal, Rene Russo, Riz Ahmed

Dan Gilroy, znany jako scenarzysta Dziedzictwa Bourne’a, po latach zdecydował się na debiut reżyserski. Wolny strzelec to owoc jego współpracy z Jake’iem Gyllenhaalem, wraz z którym stworzył hipnotyzującą postać amerykańskiego freelancera.

Nieprzeciętna zaradność, jaką reżyser obdarzył głównego bohatera – Louisa Blooma, pozwala mu przetrwać w bezdusznej, kapitalistycznej rzeczywistości. Mężczyzna daje się poznać jako dość anonimowy, żyjący na własną rękę wolny strzelec. Uporczywie poszukuje pracy, nie mając do zaoferowania zbyt wiele ponad pewność siebie oraz zaskakujące zdolności retoryczne. Podczas jednej z miejskich wypraw, Louis staje się świadkiem wypadku samochodowego. Miejsce zdarzenia chciwie filmują reporterzy podrzędnych stacji telewizyjnych. Widząc w ich zachłannej pracy miejsce dla siebie, Bloom postanawia spróbować własnych sił za kamerą. Rozpoczyna zawzięcie rejestrować co bardziej krwiste sceny z życia wielkiego miasta, czyniąc z nich wartościowy produkt na sprzedaż.

Wydawałoby się, że Dan Gilroy bierze na warsztat zupełnie przeciętną historię z rozświetlonym Los Angeles w tle. Reżyser nie karmi widza jednak przesadnie tanimi chwytami rodem z popularnego kina akcji. Opiera się luźno na kameralnej formule filmu kryminalnego, lecz jego subtelny, eklektyczny obraz wymyka się jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej. Dzięki zdjęciom Roberta Elswita pozorny realizm przedstawienia roztapia się w estetycznych wedutach amerykańskiego miasta aniołów. Z nagromadzonych dialogów zaś reżyser buduje szkielet narracyjny, przy ich pomocy kreując także sylwetki bohaterów, których zaprosił na ulice nocnego świata.

Na pierwszy plan wysuwa się problem współzależności oraz siły manipulacji. Stylistyka nawiązująca do kina kryminalnego jest tu jedynie tłem, które subtelnie determinuje rozwój akcji. Gilroy nie przypadkowo wyposaża egocentrycznego bohatera w wyjątkowe zdolności erystyczne. Śledzimy, jak z obłędem w oczach wspina się po wątpliwych szczeblach kariery w pierwszej lepszej fabryce reportaży telewizyjnych. Jego bezkompromisowość w działaniu jest nie tyle przejawem perfekcjonizmu, co przerażającą formą socjopatii, gdyż skrajny makiawelizm Blooma pozwala mu na najbardziej radykalne posunięcia. Elektryzująca postać Jake’a Gyllenhaala z jednej strony niepokoi, z drugiej nie pozwala traktować się w pełni poważnie. Autor filmu zderza bowiem brak empatii i okrucieństwo z obrazem wyrazistych, nakreślonych grubą kreską bohaterów. Pokazuje przy ich pomocy mechanizmy pracy, w której cel uświęca środki. Pracy, w której osiąga się sukces kosztem cudzego zdrowia a nawet życia (tytułowa postać z pełną premedytacją doprowadza do strzelaniny w miejscu publicznym aby zdobyć materiał na kolejny reportaż).

Gilroy wprowadza bohatera, który przekracza wszelkie granice prawa, pragnąc zmienić chwilowy zawód w wieloletnią profesję. Reżyser szczęśliwie jednak unika zbyt nachalnych pytań o kwestię etyki zawodowej. W zamian za to należycie równoważy formę i treść, zamykając w wielkomiejskiej ikonografii współczesne dylematy dotyczące istoty pracy dziennikarza. Podjęty temat jest jednak na tyle uniwersalny, że sam film można potraktować jako parabolę współczesnego karierowicza, ujętą w ramy wariacji na temat gatunków filmowych.

Dominika Zielińska