MESJASZ. IRAŃSKA ODPOWIEDŹ NA PASJĘ MELA GIBSONA

MESJASZ. IRAŃSKA ODPOWIEDŹ NA PASJĘMesjasz (brak polskiego tytułu, tytuł ang. Messiah, tytuł org. Beszārat-e mundżi, 2004, reż. Nāder Tālebzādeh)

Kiedy przez świat przetoczyła się fala dyskusji na temat Pasji, w Iranie wszedł na ekrany inny film o życiu Jezusa. Reżyser, Nāder Tālebzādeh, przy okazji wizyty w USA, miał się nawet udać do kalifornijskiej posiadłości Mela Gibsona, by wręczyć mu swoje opus magnum. Nie zastawszy go jednak w domu, zostawił tam kopię swojego filmu w nadziei na to, że twórca zapozna się z inną wersją wydarzeń.

W 2004 roku do kin trafił biblijny blockbuster w reżyserii Mela Gibsona, Pasja (The Passion of the Christ). Już od momentu ukazania się pierwszych wiadomości na jego temat zastanawiano się, kogo ów film obrazi. Kolejna adaptacja fundamentalnego dla kultury Zachodu tekstu faktycznie okazała się kontrowersyjna i wywołała ferment nie tylko w środowiskach religijnych, ale też artystycznych i naukowych. Szczególnie istotne stały się dwie kwestie: nachalna przemoc i ewentualny antysemityzm filmu. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Iran, jeden z najbardziej wrogich USA krajów świata (wtedy chyba najbardziej) nie dopuści filmu Gibsona do swoich kin. Tak się jednak stało, pomimo drastycznych scen i chrześcijańskiego przesłania. Niewykluczone, że dużą rolę odegrało zamieszanie medialne wywołane oburzeniem środowisk żydowskich. W marcu 2004 roku agencje prasowe podały wiadomość o oficjalnej przychylności ministerstwa (w Islamskiej Republice Iranu kultura podlega cenzurze) dla chrześcijańskiego filmu i o zakupie jego kopii przez Fundację Filmową Fārābi. Argument spodziewanych zysków z biletów (film spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem w krajach arabskich, nie tylko ze strony chrześcijańskich mniejszości) oraz wiadomość o braku kinowej dystrybucji w Izraelu, nie przekonał jednak władz Bahrajnu, Kuwejtu czy Arabii Saudyjskiej.

Pasja (2004, re+-. Mel Gibson)Pasja (2004, reż. Mel Gibson)

Mniej więcej w tym samym czasie w Iranie pracę nad innym filmem kończył Nāder Tālebzādeh. Jego dzieło zostało z miejsca obwołane irańską (w domyśle: islamską) odpowiedzią na Pasję[1]. Jest to perspektywa kusząca, choć wynikająca też z pewnego zbiegu okoliczności: obydwa filmy weszły na ekrany w tym samym roku. Jednak Tālebzādeh pracował nad swoim prawie dziesięć lat, a z samą koncepcją nie rozstawał się ponoć od ćwierćwiecza. Irański reżyser jest w kontekście kulturalnych stosunków irańsko-amerykańskich postacią interesującą. Urodzony w 1953 roku w Teheranie emigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończył studia reżyserskie na Columbia University Film School w Nowym Jorku. Na początku lat 80., a więc zaraz po rewolucji, powrócił do ojczyzny, gdzie zajmował się robieniem filmów dokumentalnych, między innymi o trwającej wtedy wojnie między Iranem a Irakiem.

Isa, czyli Jesus

Mesjasz (2004, brak polskiego tytułu, tytuł ang. Messiah, tytuł org. Beszārat-e mundżi) jest pierwszym długometrażowym filmem fabularnym Irańczyka. Pracę nad nim miały poprzedzić lata studiów koranicznych i biblijnych, którym poświęcił się autor, by swój film możliwie najbardziej zbliżyć do „prawdy”. Właśnie ta kategoria odgrywa tu znaczącą rolę, daleko ważniejszą niż walory filmowe. „Film Gibsona jest bardzo dobry. Mam na myśli to, że jest sprawnie zrobiony, ale historia jest niewłaściwa. Tak nie było”[2] – podkreślał reżyser pytany przez dziennikarzy o swój stosunek do dzieła Mela Gibsona.

N¦üder T¦ülebz¦üdehNāder Tālebzādeh

Film ukazuje dzieje Jezusa (arabska wersja imienia to Isa ibn Marjam) z perspektywy Islamu. Wersja prezentowana przez Tālebzādeha oparta jest na Koranie oraz na Ewangelii Barnaby, tekście uznanym przez świat chrześcijański za średniowieczny apokryf, ale korespondującym z koranicznym obrazem Jezusa, wielkiego proroka, który zapowiada przyjście Muhammada. Dlatego przełomowym momentem w filmie jest przepowiednia Jezusa, dotycząca przyjścia ostatniego z proroków, Ahmada, który ma pochodzić z rodu Isma’ila, czyli od Arabów. Jasne jest więc, że Jezus, co sam podkreśla w filmie, nie jest Synem Bożym. Problematyka Trójcy Świętej generalnie spotyka się w Islamie z ogromną krytyką i jest często (także w Świętej Księdze) uznawana za element politeistyczny, największy grzech, tzw. szirk.

Najważniejszą kwestią pozostaje jednak wydarzenie, któremu w całości poświęcona jest Pasja Mela Gibsona: ukrzyżowanie. „[…] i za to, że powiedzieli: zabiliśmy Mesjasza, Jezusa, syna Marii, posłańca Boga – podczas gdy oni go nie zabili, ani go nie ukrzyżowali, tylko im się tak zdawało [Koran 4:155]”[3]. W tym miejscu z kolei islamska wersja losów Jezusa, a co za tym idzie film Tālebzādeha, sprzeciwia się podstawowej prawdzie chrześcijaństwa – Jezus zbawił świat swoim cierpieniem i śmiercią. W Mesjaszu, nie bez komicznego efektu, Judasz przybiera wygląd Jezusa i to on, zgodnie z Ewangelią Barnaby, zostaje ukrzyżowany. Tego prawdziwego, zgodnie z Koranem, zabiera do siebie Bóg. Oryginalny tytuł filmu można przełożyć jako: „dobra wiadomość Mesjasza”. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że dla Nādera Tālebzādeha jest nią przesłanie o nadejściu Muhammada i zrewidowanie wiedzy pochodzącej z nauk proroków.

Film, reprezentujący oficjalne stanowisko nowoczesnego państwa teokratycznego, jakim jest Islamska Republika Iranu, w roku 2007 otrzymał nagrodę na Festiwalu Kina Religijnego we Włoszech, w kategorii „budowanie dialogu pomiędzy religiami”. Dlaczego tak się stało? Ponieważ Tālebzādeh, chcąc zrobić film dla wszystkich wyznawców Jezusa, umieścił w nim dwa alternatywne zakończenia. Najpierw pojawia się napis zapowiadający ciąg dalszy filmu według tradycji chrześcijańskiej, gdzie rzeczy mają się mniej więcej tak, jak w Pasji, tylko bez jej rozmachu i wiader krwi. Następna plansza informuje nas o wersji zgodnej ze Świętym Koranem, w której jest już weselej, ponieważ Judasz budzi się w skórze Jezusa, w związku z czym żydowscy kapłani pomagają mu nieco w samobójstwie. Tą przemianą film tłumaczy także wyparcie się Jezusa przez świętego Piotra, który uczciwie przyznaje, że owszem, jest uczniem Jezusa, jednak w pojmanym człowieku nie rozpoznaje swojego Nauczyciela.

Uniwersalistyczne podejście do historii postaci wspólnej obydwu tradycjom: chrześcijańskiej i muzułmańskiej mogłoby się Tālebzādehowi udać, gdyby nie fakt, że z punktu widzenia sztuki filmowej zgrzeszył. Irański twórca miał do dyspozycji jeszcze mniejszy budżet niż Gibson, około 5 milionów dolarów, jednak to nie papierowa scenografia i słabe zdjęcia czynią Mesjasza religijnym filmem klasy B. Aktorstwo woła tu o pomstę do nieba i unika wszelkich dwuznaczności, mogących zakraść się do gestów, mimiki i kwestii, wygłaszanych przez bohaterskich zelotów, podstępnych kapłanów i tępych Rzymian. Cały film to właściwie voice over narratora z ruchomymi ilustracjami w tle. Nie dziwi fakt, że film został przez widzów irańskich przyjęty chłodno. Koszty produkcji, w znacznej mierze pokryte przez państwo, nie zwróciły się, co pewnie ostatecznie zaważyło na powstaniu adaptacji na inne medium. Wiadomość o tym, że z Mesjasza zmontowany został dziewięciogodzinny serial telewizyjny (trzynaście odcinków po czterdzieści minut) brzmi jak zapowiedź drogi krzyżowej.

Warto zauważyć (i nie jest to zarzut), że do roli Jezusa reżyser zatrudnił Ahmada Solejmāniego Niję, naturszczyka, którego wygląd jest znacznie dojrzalszy niż w zachodnich produkcjach biblijnych. Do wizerunku Enrique Irazoqui’ego z filmu Pasoliniego naprawdę mu daleko.

Film powraca do Słowa

Porównując Pasję i film Tālebzādeha należy zwrócić uwagę jeszcze na jedną kwestię. Gibson skupia się na ostatnich dwunastu godzinach z życia Jezusa, wizualnie odwołując się do konwencji thrillera czy nawet horroru. Pasja, mimo wszelkich zastrzeżeń i kontrowersji z nią związanych, opowiada w nowy sposób historię znaną i należącą do dominującego kręgu kulturowego. Nie spoczywa na niej ciężar wypowiadania szczegółów. Irański film o Jezusie znajduje się w zupełnie innej pozycji, a i tak uwzględnia alternatywne, chrześcijańskie zakończenie. Tālebzādeh, chcąc zrobić film dla zachodniego widza, musiał podjąć się karkołomnego zadania opowiedzenia historii Jezusa (mimo licznych zbieżności) od początku, ale przede wszystkim na nowo dla kina.

Gibsonowi również przyświecała pewna idea, której społeczno-teologiczną diagnozę przedstawili w swojej książce Theology and film. Challenging the sacred/secular divide Christopher Deacy i Gaye Williams Ortiz. Pasja wpisała się w spór, który toczą ze sobą zachowawcze środowiska chrześcijańskie z liberalnymi (stawką, poza duszami wiernych, są też instytucje kultury), opowiadając się po stronie ortodoksyjnej[4]. Sukces Gibsona wziął się także z tego, że film wszedł do kin w rzeczywistości po zamachu na World Trade Center, kiedy ciężar zainteresowania opinii publicznej spadł z chrześcijańskiego fanatyzmu na islamski fundamentalizm.

Tālebzādeh i Gibson dokonali właściwie podobnego zabiegu. Irańczyk umieścił znane na Zachodzie wydarzenia i osoby w kontekście zupełnie innego porządku kulturowego. Reżyser podkreślał rolę słowa objawionego, jako legitymizację fabuły filmu. Męczeństwo jest niezwykle istotne także z punktu widzenia szyickiego Iranu, co roku czci się tam pamięć po śmierci imama Husajna. Jednak na ukazanie losów spadkobiercy Alego w sposób tak bestialski i naturalistyczny, jak uczynił to Gibson z Chrystusem, w Islamskiej Republice Iranu nie mogło być miejsca. Również film Gibsona cechuje pragnienie powrotu do Słowa. Najbardziej dosłownym przykładem jest próba uwiarygodnienia rzeczywistości poprzez zastąpienie współczesnego języka zrekonstruowanym aramejskim i łaciną. Celem Gibsona jest wywołanie szoku estetycznego, pod wpływem którego widz ma się nawrócić. Skutkiem ubocznym jest perwersyjne uwydatnianie przemocy, które w myśl koncepcji René Girarda cofa film do czasów przedewangelicznych[5]. Mesjasz Nādera Tālebzādeha pozostawia przynajmniej wybór.

Michał Kucharczyk


[1] Wywiad z reżyserem jest dostępny na stronie ABC News pod adresem: http://abcnews.go.com/Entertainment/story?id=4297085 (dostęp: 26.11.2014).
[2] http://www.dnaindia.com/world/report-islamic-jesus-hits-iranian-movie-screens-1145244 (dostęp: 26.11.2014).
[3] Koran, przeł. Józef Bielawski, Warszawa 1986.
[4] Zob. Deacy Ch., Ortiz G. W., Theology and film. Challenging the sacred/secular divide , Oxford 2008, s. 22.
[5] Zob. Bobowski S., Mel Gibson i religia, [w:] Sacrum w kinie. Dekadę później, pod red. Konefała S. J., Zelent M., Kornackiego K., Gdańska 2013.