„Chrześcijanie, Lynch i kosmos”

Non-physics #3 280 000 000 (2014, reż. A. Dragan)Non-physics #3 280 000 000 (2014, reż. A. Dragan)

„Niewiele zrozumiałem z tego filmu, poza tym, że miłość zwycięża, pokonując czas i przestrzeń” – tym oto przesiąkniętym cynizmem zdaniem jeden z moich kolegów podsumował ostatni film Christophera Nolana Interstellar. W pierwszym odruchu wywołało to salwy śmiechu i jęk aprobaty w towarzystwie (Ludwika Mastalerz w swojej recenzji dla „Dwutygodnika” ckliwy monolog o miłości określiła jedną z najgłupszych kwestii filmowych), natomiast finalnie zrodziło we mnie pytanie: ile science, a ile fiction reżyser zmieścił w swoim dziele?

Zainspirowana tą luźną interpretacją, rozpoczęłam żmudne poszukiwania, którym przyświecała chęć znalezienia odpowiedzi. Krążąc między artykułami o teorii kwantowej, a programami traktującymi o tunelach czasoprzestrzennych, natrafiłam na temat znacznie bardziej intrygujący: krótkie filmy-impresje, opowiadające o najtrudniejszych pojęciach z dziedziny fizyki, autorstwa Andrzeja Dragana. W sposób luźny przybliżają one teorie, z których zrozumieniem – pomimo ponad stuletniego stażu – ludzkość ciągle nie może sobie w pełni poradzić.

Pierwszy z nich przybliża pojęcie dylatacji czasu. Zagadnienie to zostało poruszone także w filmie Nolana. W skrócie, traktuje o tym, że czas biegnie inaczej w różnych częściach kosmosu, a wszystkiemu winna jest przede wszystkim grawitacja. Co więcej, nawet oprogramowania GPS uwzględniają to, iż wokół Ziemi czas biegnie wolniej i z tego powodu zostały one wyposażone w systemy odpowiadające za synchronizację czasu. Sposób ukazania tego zjawiska jest mniej spektakularny niż w Interstellar, jednak bynajmniej nie odejmuje mu to mocy przekazu. Po włączeniu Physics#1. Time dilation na ekranie widzimy zniekształconą postać kobiety, szeptem wyrzucającej z siebie wersy znanego wierszyka Siała baba mak. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie to, że z każdym wyplutym (wyrażenie to nie jest przypadkowe) przez nią słowem, jej twarz ulega gwałtownej metamorfozie. Początkowo młoda, na nie więcej niż kilka sekund pokrywa się zmarszczkami, a jej oczy wypełnia zmętniała rogówka. Tło stanowi budzący niepokój, miejscami zmodyfikowany dźwięk tykania metronomu, który raz szybszy, innym razem wolniejszy, niemalże namacalnie pozwala odczuć zmienne tempo upływającego czasu. Ostatnich kilka sekund stanowią następujące po sobie zdania, wyjaśniające pojęcie tytułowej dylatacji czasu.

Kolejny film, który został stworzony przez Andrzeja Dragana, porusza tematykę mechaniki kwantowej. Jeśli sądziłam, że będzie mniej niepokojący, byłam w dużym błędzie. Sposób jego przedstawienia budzi jeszcze więcej obaw i poczucia niepewności niż poprzedni. Tym razem głównym bohaterem jest mężczyzna, którego sposób uczesania i ubioru w pierwszym odruchu przywodzi na myśl stereotypowego, filmowego gangstera. Do tego wizerunku nie pasują jednak mocny makijaż oraz to, że marynarka, którą przyodział, została wykonana z błyszczącego materiału. Już na wstępie w Quantum Particles nie brakuje odwołań do poprzedniego odcinka. Za pomocą bardzo krótkich, dynamicznych wstawek, bohater przypomina nam, że nie „spotykamy” się po raz pierwszy. Co więcej, wskazuje na to, że nie tylko wtedy, ale i teraz – w dowolnym momencie, znajduje się obok nas. Każdemu wypowiadanemu przez niego słowu towarzyszy niepokojący pogłos. Z tego, co udało mi się wyczytać, wynika, że czarny dym wydobywający się z ust mężczyzny jest idealnie symetryczny. Przypadek? Nie sądzę. Zarówno postać, jak i wypowiadane przez nią słowa, bez trudu rozpoznają ci, którym zdarzyło się obejrzeć Zagubioną autostradę Davida Lyncha. Po budzącym grozę monologu wygłoszonym przez creepy mężczyznę następują napisy, których treść wyjaśnia, że pojedynczy elektron zawsze znajduje się w wielu miejscach w tym samym czasie. Teoria ta staje się szczególnie niepokojąca, kiedy uświadomimy sobie, że wszyscy jesteśmy zbudowani z elektronów. W moim odczuciu są to niezwykle sugestywne i na długo pozostające w pamięci metody unaocznienia teorii z zakresu fizyki.

Tylko pozornie odbiegając od teorii naukowych, trzeci film został zatytułowany Non-physics #3. 280 000 000. Odmienność sugeruje nawet sposób skonstruowania, ponieważ  w przeciwieństwie do dwóch pierwszych odcinków serii, najpierw pojawiają się napisy, a dopiero później jawi się obraz. Główną bohaterką – podobnie jak w pierwszym filmie – jest kobieta. Jednakże tym razem została odziana w czarną, koronkową suknię, a w dłonie włożono jej różaniec. Nieustannie powracające echem słowa wydobywające się z ust bohaterki to recytowana w języku łacińskim modlitwa Ave Maria. Wizerunek religijnej postaci pojawia się na przemian z obrazem mgławicy Koński Łeb. Każdy dźwięk został zmodyfikowany w taki sposób, by budzić w oglądającym poczucie zagrożenia. Tym razem zamiast opisywać, pozwolę sobie przytoczyć (i pozostawić do refleksji) tekst, który został w nim przedstawiony:„Odwołując się do równania Drake’a, w naszej galaktyce może istnieć nawet dwieście osiemdziesiąt milionów inteligentnych cywilizacji. Jak wiele z nich stanowią chrześcijanie?”.

Ariana Jeż