Co się kryje pod sukienką

9f3059f642921c6c1437494fc1182469Elizabeth:  Złoty wiek (2007, reż. Shekhar Kapur)

Stwierdzenie ‚kostium definiuje postać’ jest tyleż banalne, co trafne. Pod frazesem podpisał się chociażby Martin Scorsese, a Gary Oldman mawia, że nic tak nie pomaga wejść w rolę jak założenie przygotowanych dla aktora strojów. Czasem z całego filmu widz zapamiętuje jedynie kostium, który jest nie tylko wskazówką do umieszczenia fabuły w czasie, ale też dystynktywną cechą danego uniwersum. Scarlett Johansson nie ukrywa, że zespół charakteryzatorów i krawców odpowiada za to, by aktor wyglądał zawsze pięknie – nawet gdy ma być odrażający. Na całym świecie co chwilę odbywają się tematyczne wystawy honorujące pracę kostiumografów. Goszczą w najznamienitszych muzeach świata, jak otwierająca się właśnie, objęta honorowym patronatem Amerykańskiej Akademii Filmowej, Hollywood Costume Exhibition w londyńskim Victoria and Albert Museum.

Gotowość przed pianiem koguta

Chociaż terminy ‚kostiumolog’ i ‚kostiumograf’ nie są równoznaczne (pierwszy oznacza badacza historii ubioru, drugi bezpośredniego ich twórcę), obie profesje na planie filmowym zlewają się w jedno. Do oprawy plastycznej potrzeba legionu specjalistów, których pracy widz często nie docenia, bo sprawę z jej ogromu zdaje sobie dopiero po obejrzeniu materiału zza kulis. Liczą się nie tylko kostiumy głównych bohaterów: tyle samo uwagi poświęca się setkom statystów, kaskaderów, osobom przewijającym się przez ekran na kilka sekund. Czasem trzeba zrekonstruować nienaganny mundur, czasem nadgryzioną zębem czasu i mozołu sukienkę albo wymyślny kapelusz księżnej Georgiany Devonshire. Magazyny kostiumów w studiach przywodzą na myśl krainę dziecięcej rozrywki – rzędy kolorowych wieszaków podpisanych imionami np. ulubionych postaci popkultury (Legolas, Kapitan Ameryka, Katniss Everdeen) zaraz obok stert wszelkiej maści rekwizytów, od skórzanych aktówek, przez designerskie okulary, na sztyletach i pistoletach kończąc. Ich twórcy zjawiają się na planie na długo przed wschodem słońca – muszą zdążyć na czas zwęzić dziesiątki marynarek, skrócić setki spodni, postarzyć pasy i sakiewki.

116855.3Księżna (2008, reż. Saul Dibb), Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz (2014, reż. Anthony Russo, Joe Russo)

W takim chaosie kostiumograf i reżyser muszą podzielać swoje wizje, bo gdy jest się ekscentrykiem, należy znaleźć sobie ekipę zdolną do współdzielenia wyimaginowanych światów. Tak zrobił Tim Burton, od lat pracujący z tymi samymi twórcami: duet aktorski tworzą jego życiowa partnerka Helena Bonham-Carter i najlepszy przyjaciel Johnny Depp, muzykę od zawsze komponuje Danny Elfman, a za kostiumy odpowiada Colleen Atwood, jedna z najbardziej utytułowanych przedstawicielek swojej profesji. To ona odpowiada za wykreowany na przestrzeni lat popularny wizerunek Deppa jako aktora plastycznego, pasującego do każdej portretowej fanaberii, który był jednym z czynników zaproponowania mu niejako przełomowej roli w Piratach z Karaibów (2003, reż. Gore Verbinsky). Atwood odnajduje się u Burtona zarówno w filmach kameralnych (Ed Wood, 1994), surrealistycznych (Edward Nożycoręki, 1990) czy epickich (Alicja w Krainie Czarów, 2010; Planeta małp, 2001). Jej najlepsze projekty to właśnie fantastyka z nutą romantyzmu, jak w Jeźdźcu bez głowy (1999), gdzie wystawne suknie noszone przez Christinę Ricci oraz Mirandę Richardson na tle zimnych, dzikich krajobrazów przywodzą na myśl malarstwo epoki Caspara Davida Friedricha. W Alicji fraki, kapelusze, zbroje czy pasiaste pończochy to bardziej detaliczna i wystawniejsza forma pracy rysowników z baśni Disneya.

phpKX3B3qAlicja w krainie czarów (2010, reż. Tim Burton)

Z kolei kiedy w 2012 roku premierę miały dwie skrajnie odmienne wersje historii Królewny Śnieżki: jedna będąca feerią barw i ornamentów (reż. Tarsem Singh), druga mroczną, skierowaną do młodego widza opowieścią przygodową (Królewna Śnieżka i Łowca, reż. Rupert Sanders), gdzie twórczynią strojów była właśnie Atwood, to jej wersja zyskała większą aklamację. Chociaż w mniejszym stopniu przełamywała obraz utrwalony znanym filmem animowanym, cała uwaga koncentrowała się na Charlize Theron w roli Złej Królowej, ucharakteryzowanej na gotyckie, onieśmielające bóstwo, którego strój zaskakująco łączył konwencje bajkowe z elementami współczesnej mody. Aktorka nosi powłóczyste, długie suknie, bufiaste rękawy i gorsety, które, jak w bajkach, są luźną wariacją na temat standardów średniowiecznej mody. Kolorystyka strojów przez cały film odzwierciedla jej stan ducha: od jasnej sukni ślubnej, symbolizującą nadzieję Ravenny na wymarzone życie władczyni, aż do czarnych, drapieżnych materiałów, kiedy wie, że zostanie pokonana. Atwood zapożyczyła zdobienia z wizerunku punków, który dziś przeżywa drugą młodość. Są łańcuchy i kolce, pierścionki przypominające pazury oraz ciężka, żeliwna korona. Dekoracja jednej z sukni to ptasie czaszki, upiorne nie mniej, niż kryza z piór kruków.

krolewna sniezka i lowca (2012, rez. rupert sanders)Królewna śnieżka i łowca (2012, reż. Rupert Sanders)

Nie wolno wtopić się w tłum

Bohater mający przejść do historii kina potrzebuje zapadającej w pamięć prezencji, na którą nie może złożyć się jedynie zawadiacki wyraz twarzy. Kim byłby Indiana Jones bez bicza i kapelusza? Holly Golightly bez czarnej sukienki i błyszczącej kolii? Darth Vader bez chełmu-maski, Dorotka bez czerwonych pantofelków? Tworząc film niebazujący na książkowym lub komiksowym pierwowzorze, plastycy budują postaci od podstaw, w innym wypadku często działają pod presją sprostania ogromnym środowiskom fanowskim. Ich prace bywają rdzeniem późniejszych cosplayów, odtwarzanych niekiedy w zaskakująco precyzyjny sposób, jeśli wziąć pod uwagę skalę różnicy dostępnych obu stronom środków. Kostiumy superbohaterów stanowią pięknie wyeksponowaną oś czasu dla zmian technologicznych zachodzących w kinie. Trykoty Batmana, mające najdłuższy ekranowy staż oraz największą ilość ekranizacji, ewoluowały od obcisłych rajstop, pociesznych różków i wytwornych rękawic do łokci (Batman, 1943, reż. Lambert Hiller), stopniowo zamieniając się w nowoczesną, pełnoprawną zbroję, uszytą z dbałością o wygodę, jaką projektanci obdarowują sportowców wystawianych na olimpiadę – bo dopiero w filmach Christophera Nolana (2005-2012) Bruce Wayne w swoim przebraniu mógł…obracać głowę. Podobnie rzecz ma się z Clarkiem Kentem, czyli Supermanem. Idący z duchem czasu Człowiek ze stali (2013, reż. Zack Snyder) nie mógł pozwolić sobie na obrosłe legendą noszenie ‚majtek na spodnie’, jak robili to jego poprzednicy w dwóch wcześniejszych adaptacjach. Strój Henry’ego Cavilla jest niemal drugą, połyskliwą, ciemnoniebieską skórą, podkreślającą każdy z ciężko zdobytych do roli kilogramów mięśni oraz uwydatniającą malowniczo ich ruch, niemal jak na kartach komiksu.

Uprzywilejowana (?) płeć piękna

Każdy etap tworzenia trylogii Władcy Pierścieni (2001-2003, reż. Peter Jackson) wymagał delikatności w obcowaniu z rozbudowanymi opisami, będącymi wizytówką Tolkiena. Chociaż wyeksponowane postaci kobiece są tu zaledwie trzy, suknie mocno wyróżniają się na tle całej męskiej parady osobliwości. Wiele z nich zostało uszytych, żeby pojawić się na ekranie jedynie przez kilkanaście sekund(podczas gdy niektórzy bohaterowie płci przeciwnej przez 3/4 filmów noszą jeden strój). W wykreowanym od podstaw świecie pełnym różnych ras, kostium dodatkowo podkreśla hierarchię postaci, ich kulturową przynależność w Śródziemiu. Elfki są eteryczne, ich białe szaty lśnią niczym gwiazdy w ciemnościach, a muślinowe welony wyglądają jak zmaterializowany na ciele wiatr. Zbroje orków, które, jak za czasów Czarnoksiężnika z Oz, nie zostały podrasowane komputerowo, noszą znamiona rozkładu, są toporne. Protagoniści noszą dodatkowo nieodłączny element sugerujący tajemnicę: pelerynę. Najmniej zdziwiona była tym wszystkim zapewne Cate Blanchett, wcielające się przed i po trylogii w postać królowej Elżbiety I (Elizabeth, 1998 oraz Elizabeth: Złoty Wiek, 2007, reż. Shekhar Kapur). Władczyni słynęła ze swoich strojów, podobno żadnej sukni nie nosiła dwa razy. Kostiumograf Alexandra Byrne dla samej tylko Blanchett stworzyła kilkadziesiąt urzekających kreacji, będących małymi dziełami sztuki – a trzeba pamiętać, że do strojów dochodzi tyle samo różnych peruk, piór, rękawiczek, kapeluszy, kryz i biżuterii. Gdy Elżbieta pojawia się w kadrze, nie ma wątpliwości, że oto kroczy jedna z najpotężniejszych monarchiń świata. Jej stylizacje są pełnoplastyczne, dekoracje z drogocennych kamieni czy skomplikowane hafty doprowadzone do perfekcji, mimo że widz nie ma szansy na dokładne podziwiane większości, bo co chwila zastępują je kolejne. Soczyste barwy wyróżniają królową na tle wszechobecnej dworskiej świty, uwydatniając jej silny charakter i niezłomność w dążeniu do celu, jaką musiała pokazywać, będąc kobietą na stanowisku od zawsze zajmowanym przez mężczyznę.

Osoby odpowiedzialne za kostiumy skarżą się na krzywdząco niski budżet przeznaczany na ich pole do popisu. Współczuć jednak ciężko, gdy okazuje się, że już w 1963 roku bito rekordy rozrzutności, ustanawiając nową poprzeczkę sumy wydanej na kostiumy jednego aktora. Mowa o Kleopatrze z niezapomnianą rolą Elizabeth Taylor (reż. Joseph L. Mankiewicz) i koszcie niemal 195 tysięcy dolarów na 65 stylizacji, wliczając w to sukienkę zrobioną z 24-karatowego złota! Niekiedy poświęcić trzeba się w odwrotną stronę – zamiast długich godzin spędzanych na mierzeniu, dopasowywaniu, pozowaniu, przebieraniu i upiększaniu, jeden kostium trzeba nosić przez kilka miesięcy zdjęć. Garnitur Borata (Borat: podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej, 2006, reż. Larry Charles) specjalnie przez cały okres produkcji nie był prany. Wdzianko kapitana Jacka Sparrowa podczas trzech pierwszych części filmu znosiło się do tego stopnia, że na potrzeby Na nieznanych wodach (2011, reż. Rob Marshall) musiano je stworzyć od nowa. Vivien Leigh, chcąc zachwycać wiotką figurą w Przeminęło z wiatrem (1939, reż. Victor Fleming) potrafiła ścisnąć się gorsetem tak, by mieć w talii tylko 53 centymetry, dodatkowo kontrastujące z imponującymi spódnicami na stelażach.

imagePrzeminęło z wiatrem (1939, reż. Victor Fleming)

Wyróżnić się w sposób niespodziewany

Dopasowanie stroju do osobowości postaci to kolejne wyzwanie. Outsiderem i buntownikiem można być, jak się okazuje, nie tylko w czerni, chociaż jest to zdecydowanie najbardziej sugestywne, jak np. u Lisbeth Salander (Dziewczyna z tatuażem, 2012, reż. David Fincher). Buntuje się też przecież Legalna Blondynka (2001, reż. Robert Luketic), śmiało krocząc od stóp do głów w różu pośród ubranych w jednakowe garnitury i nudne garsonki prawników. Czy więc figlarny, groteskowy włóczęga miałby ubierać się wedle mody? Konterfekt Charliego Chaplina: wąsik, brwi, melonik, za duże buty, workowate, ściśnięte sznurkiem spodnie i paradna laska, jest rozpoznawalny nawet na minimalistycznych plakatach kinowych, będąc ikoną doskonałego zespolenia gry i wizerunku. Gdy chce się z kolei pokazać nagłe wyzwolenie kobiecej bohaterki lub jej wtapianie się w nowe środowisko, wystarczy przebrać ją z grzecznego sweterka i spódnicy do kolan w seksowne szpilki w zestawie z bluzką z dekoltem (Diabeł ubiera się u Prady, 2006, reż. David Frankel).

diabel ubiera sie u prady (2006, rez. david fran)Diabeł ubiera się u Prady (2006, reż. David Frankel)

Mówiąc o Pradzie – filmy kreują trendy równie mocno, co światowe wybiegi. Nie chodzi nawet o dzieła nastawione na modę sensu stricte, jak Seks w Wielkim Mieście (1998-2004), który wylansował wielu projektantów, np. Manolo Blahnika, Plotkara (2007-2012), czy Zabawna buzia (1957, reż. Stanley Donen), których bohaterowie noszą to, co tworzy się równocześnie w atelier projektantów-gigantów. Zjawiska z zakresu mody towarzyszące niektórym premierom okazały się dla producentów pewnych dóbr gwoździem do trumny bądź kurą znoszącą złote jajka. Nadal normą jest noszenie podkoszulka pod koszulą, podczas gdy w Ich Nocach (1934, reż. Frank Capra) okazało się, że bożyszcze kobiet i autorytet mężczyzn, Clark Gable, tak nie robi. Czy naśladując go w taki prosty sposób, widzowi uda się przez chwilę poczuć gwiazdą? Jeśli uwierzyć w to stwierdzenie, słusznie jeden z wytwórców podkoszulków chciał pozwać Columbia Pictures, bo sprzedaż jego produktów drastycznie spadła. Za to w 1955 młodzież wywindowała ją w górę po seansie Buntownika bez powodu (reż. Nicholas Ray), gdzie właśnie w koszulce i czerwonej kurtce, a nie koszuli i marynarce, James Dean zdobył serce Natalie Wood. Nikt również nie przewidział, że ciężkie, długie, mało praktyczne płaszcze z Matrixa (1999, reż. Andy i Lana Wachowski) staną się czymś spotykanym za każdym rogiem ulicy, nie tylko w Ameryce, ale także w Polsce, obowiązkowo z wąskimi, czarnymi okularami. Za sprawą Annie Hall (1977, reż. Woody Allen) żony z kolei zaczęły kraść ubrania z szuflad mężów (zresztą, same spodnie zdecydowały odważnie nosić dopiero po Katherine Hepburn), a dzięki Flashdance (1983, reż. Adrian Lyne) okazało się, że elementy stroju gimnastycznego wyglądają także dobrze poza salą treningową.

Co będzie kolejne? Byle nie moda kapitolińska z Igrzysk Śmierci – chociaż przecież za ich sprawą renesans przeżywa nauka strzelania z łuku. Jak widać, najmniej spodziewane zaskakująco często zyskuje poklask. Oczekując na to zaskoczenie, zająć można się nadchodzącym seansem mariażu kina i mody: biograficznym Saint Laurent Bertranda Bonellego, gdzie uczty dla oczu na pewno nie zabraknie. Dziwne, że kino, tworząc tyle wybitnych biografii równie wybitnych ludzi, do kolosów świata mody szczęścia nie miało. A przecież ich życie to często kalejdoskop tak pełen barw, jak stroje, które tworzą.

Ada Kotowska