DEKADENCKIE I ZDEPRAWOWANE ŚWIATY PHILA MULLOYA

Artykuł z cykluŚwiat w pigułce-
(zobacz poprzednie)

1Zogowie również wierzą w Chrystusa.
Jednak, podobnie jak my, uważają, że jest podobny do nich.
The Ten Commandments. Remember to Keep Holy the Sabbath Day (1995).

Phil Mulloy (ur. 1948) tworzy filmy, których niektórzy (w szczególności osoby pruderyjne i religijne) dla własnego dobra oglądać nie powinni. Brytyjski animator uwielbia prowokować, łamać tabu i przekraczać granice dobrego smaku. Jego najsłynniejsze krótkometrażówki to groteskowe czarne komedie, w których pojawiają się charakterystyczne wychudzone, czarne sylwetki z pustymi oczodołami i wystającymi zębami. Zresztą tytuł kolekcji jego filmów wydanej przez Brytyjski Instytut Filmowy mówi sam za siebie: to bez wątpienia Ekstremalna animacja.

Mulloy zadebiutował jako animator dość późno, w wieku czterdziestu jeden lat. Wcześniej studiował malarstwo i film, by następnie zająć się pracą w telewizji i realizowaniem filmów fabularnych, z których żaden nie odniósł większego sukcesu. Jak sam mówi, animacja była dla niego naturalnym krokiem naprzód – dzięki niej mógł dalej kręcić filmy, jednocześnie rozwijając swoje zainteresowanie malarstwem. Poza tym skusiła go wizja pełnej kontroli nad materiałem, przy sporym wprawdzie nakładzie pracy, ale za to niskich kosztach.

Dziki Zachód, dziki świat

Międzynarodową sławę przyniosła animatorowi seria sześciu krótkometrażówek pod zbiorczym tytułem Cowboys (1991), będąca jego wariacją na temat westernu. Dziki Zachód Mulloya zaludniają zapijaczone postaci, owładnięte chciwością, okrucieństwem i erotomanią, przy których bohaterowie Peckinpaha jawią się jako wzór wszelkich cnót. Jednak gatunkowy anturaż jest tu tylko kostiumem, co podkreślają liczne anachronizmy – wprawdzie kowboje nie rozstają się z obowiązkowymi kapeluszami i chustami na szyi, ale też oglądają telewizję, chodzą do kina, mieszkają w domach szeregowych. Reżyser łączy sprośne, sztubackie żarty z brutalnym obnażaniem ludzkiej bezmyślności, hipokryzji i skłonności do zbiorowej agresji. W segmencie Murder bestialskie morderstwo staje się przyczyną nagonki na zabójcę, zakończonej równie okrutną egzekucją, z której cała społeczność, łącznie z leżącym jeszcze w wózku dzieckiem, najwyraźniej czerpie perwersyjną przyjemność. Przemoc usankcjonowana przez prawo niczym się nie różni od przemocy przez to samo prawo uznawanej za zbrodnię, a nawet jest od niej jeszcze bardziej obrzydliwa, bo dokonywana w poczuciu moralnej słuszności, sugeruje Mulloy.

2Żądza mordu czy słuszne moralne oburzenie? Cowboys (1991).

O podobnym grupowym zakłamaniu opowiada segment Outrage, wykorzystujący swoistą ramę narracyjną. Najpierw widzimy w nim grupę kowbojów oglądających w kinie film. Kiedy pojawia się w nim scena pornograficzna, widzowie reagują oburzeniem. Następnie przenosimy się w świat filmu w filmie, w którym przypadkowy przechodzień zauważa kopulującą parę. Przerażony biegnie do miasteczka, by poinformować o tym pozostałych mieszkańców. W międzyczasie obserwujemy wydarzenia w miejscowej świątyni, gdzie wyznawcy w myśl zasady jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją, poddają się rytualnej kastracji. Mimo to dowiedziawszy się o parze rozpustników, natychmiast udają się na wskazane miejsce, żeby ją obserwować, ukrywając chorobliwą fascynację pod maską świętego oburzenia. W końcu przenosimy się na powrót do sali kinowej, w której widzowie oddają się beztroskiej orgii. Kulturowe zakazy okazują się być tylko pozorami, a to, co wyparte, powraca ze zdwojoną siłą. Motyw religii represjonującej seksualność, a przez to prowadzącej nie do czystości, lecz do hipokryzji, będzie powracał w twórczości Mulloya nie raz.

Stałym wątkiem w animacjach Brytyjczyka jest też wykorzystywanie gatunkowych klisz. Sam tłumaczył to specyfiką krótkiego metrażu. Mając na opowiedzenie historii ograniczoną ilość czasu, odwołuje się do rozpoznawalnych dla odbiorców schematów, ale przesuwając akcenty, generuje nowe znaczenia. Świetnym przykładem zastosowania tej strategii w serii Cowboys jest segment High Noon. Bazuje na jednym z najważniejszych westernowych motywów, rewolwerowym pojedynku w samo południe. Film koncentruje się na oczekiwaniu na to, co, jak się spodziewamy, będzie jego punktem kulminacyjnym. Grabarz kopie grób dla przyszłego przegranego, gapie gromadzą się spragnieni krwawego spektaklu, sępy nadlatują z nadzieją na łatwy łup. Jednak gdy napięcie sięga zenitu, reżyser rozładowuje je bezpretensjonalnym gestem – rywalom opadają spodnie i doprawione im zostają nosy klauna. Okazuje się, że najważniejsza była atmosfera oczekiwania na rozlew krwi, której poddali się nie tylko bohaterowie filmu, ale i my, widzowie. Za sprawą artystycznego podstępu animator oskarża nas o traktowanie przemocy jako widowiska.

3Bohaterowie Mulloya są bliźniaczo do siebie podobni, a jednak szczerze się nienawidzą.
Honour Thy Father and Thy Mother (1995)

Mulloy tworzył swoje wczesne filmy niezwykle prostymi środkami, nakładając czarny tusz pędzlem na gładki papier. Kolory stosował tylko okazyjnie, a tło zazwyczaj pozostawiał białe. Wykorzystywał celowo niechlujną kreskę, korespondującą z groteskowym, karykaturalnym obrazem świata, który kreował. Pytany o estetyczne inspiracje, odwoływał się do siedemnastowiecznych pamfletów pisanych przez dyskryminowanych wówczas w Anglii purytanów. Wiele z nich ilustrowanych było prostymi, tworzonymi niewprawną ręką drzeworytami. Te prymitywne grafiki w połączeniu z polityczną wymową tekstu wywarły na Mulloyu ogromne wrażenie. Drugim z kluczowych przeżyć, które ukształtowały styl animatora było zetknięcie się ze sztuką związaną z meksykańskim Dniem Zmarłych. Szkielety portretowane w tej konwencji łączą w sobie energię i witalność ze świadomością, że pod zewnętrzną powłoką każdy człowiek jest taki sam. Tę samą wizję wyrażają bliźniaczo podobne do siebie nawzajem postaci z filmów Mulloya.

Seks, przemoc, Bóg

Dwa lata po realizacji Cowboys Brytyjczyk rozpoczął pracę nad kolejną serią, tym razem wykorzystującą konwencję filmu edukacyjnego, The History of the World (1993-1994). Nie wiem, czy animator interesował się psychoanalizą, ale w jego karykaturalnym świecie losami ludzkości rządzą wespół popęd seksualny i popęd agresji. Jeden z segmentów serii, The Invention of Writing and It’s Destruction (1994), jest wręcz idealną ilustracją freudowskiej teorii sublimacji popędów. Fallus staje się tu bronią, którą mężczyźni walczą o kobietę. Przegrany, posiadacz mniejszego niż rywale organu, znaleźć musi inny sposób na zdobycie samicy. Nie mogąc uczynić ze swego członka śmiercionośnego narzędzia, zmienia go w pióro. Wielbicielki jego pisarstwa odchodzą od swoich dawnych partnerów, a niegdysiejszy loser staje się Casanovą. Momentami nie sposób stwierdzić, czy cała ta historia jest tylko sprośnym żartem, czy Mulloy rzeczywiście wyraża tu pozbawioną złudzeń wizję człowieka kierującego się przede wszystkim zwierzęcymi odruchami, które kultura nieudolnie maskuje. Ale być może w tym właśnie tkwi siła tych animacji. Zdaje się, że reżyserem kierują te same motywacje, które kazały Alfredowi Jarry’emu w każde zdanie wypowiadane przez króla Ubu wplatać dźwięczne słowo Grówno. Chciałby jednocześnie szokować, obrażać strasznych mieszczan i na poważnie opisywać ludzką kondycję.

Kolejną z serii, które Mulloy stworzył w połowie lat dziewięćdziesiątych, jest The Ten Commandments (1993-1996)[1]. Każda z dziesięciu składających się na nią krótkometrażówek jest wariacją na temat jednego z biblijnych przykazań. Animator przyjmuje tu tonację bardziej ponurą, choć ani na chwilę nie traci wyczucia absurdu. Pojawiający się w kilku epizodach Bóg jawi się jako narcystyczny despota, bardziej zajęty sobą samym niż losami świata, który stworzył. Tak też jest w części piątej, Thou Shalt Not Kill (1993). Jej główny bohater, Stary Josh, w serii nonsensownych, niefortunnych zdarzeń traci kolejno źródło utrzymania, żonę, trójkę dzieci i psa. Przytłoczony żalem Josh popełnia samobójstwo, a po śmierci zostaje postawiony przed obliczem Boga, który ma go osądzić. Jednak role się odwracają – bohater potężnym ciosem w nos strąca Stwórcę z niebieskiego tronu na samo dno piekieł. Demiurg zostaje symbolicznie ukarany za przyzwolenie na istnienie w świecie zła i obojętność na ludzkie cierpienie. Mulloy nie przestaje w The Ten Commandments prowokować, ale po raz pierwszy daje widzom szansę na odczuwanie wobec bohaterów empatii. Nie są oni już bandą prostackich kreatur, lecz istotami myślącymi i wrażliwymi.

4Kto silniejszy, ten się naje. The Sound of Music (1993)

Najsłynniejszy film Mulloya z jego wczesnego okresu, obsypany nagrodami The Sound of Music (1993), ma z kolei zabarwienie społecznej satyry. Jego głównym bohaterem jest Wolf, za dnia pracujący przy myciu okien ogromnego wieżowca. To daje mu możliwość obserwowania mieszkańców budynku, doświadczania ich najróżniejszych dziwactw i dewiacji. Wieczorami Wolf gra na saksofonie w zespole, przygrywającym do kotleta na imprezach charytatywnych. Jednak bogacze, którzy na nie przychodzą, filantropią zajmują się tylko dla prestiżu – uroczysta kolacja wkrótce zmienia się w orgię niepohamowanego obżarstwa w rzymskim stylu. Kiedy jedzenie się kończy, kucharze wpadają na makabryczny pomysł. Za strawę posłużą ci, którzy przecież są społeczeństwu zupełnie niepotrzebni, a do tego bezbronni: starcy, bezdomni, nowonarodzone dzieci. Film kończy się aktem buntu Wolfa. Ze swojego saksofonu czyni on broń, którą kieruje przeciw jednemu z bogaczy. Stałe tematy Mulloya łączą się tu z rzadkim w jego twórczości wątkiem ekonomicznych podziałów. Oskarża on klasę posiadaczy o hipokryzję, okrucieństwo i nienasycenie, jednocześnie jakby współczując pokrzywdzonym i pozytywnie wartościując buntowniczą reakcję Wolfa. Brzmi to nieco jak niebezpieczne zbliżenie się do idei walki klas, ale animatorowi daleko jest do marksistowskiej nadziei na utopię. Kreuje on wizję społeczeństwa przesiąkniętego nienawiścią na wszystkich poziomach. Opór głównego bohatera jest aktem czysto indywidualnym, szlachetnym, ale skazanym na porażkę. Symboliczna i realna przemoc grup uprzywilejowanych wobec uciśnionych jest odbiciem stosunków panujących w naturze. Dlatego nie da się jej uniknąć, ani od niej uciec.

5Dystyngowany Zog przygotowuje się do randki. Intolerance (2000).

Wiatr zmian

W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych styl Brytyjczyka zaczął ulegać zmianom. Pojawia się w jego animacjach poważniejszy ton, czarne tła, kolory i ekspresjonistyczne nawiązania. Tak jest w The Wind of Changes (1996), opartym na wspomnieniach rumuńskiego skrzypka Alexandra Bălănescu, który w latach siedemdziesiątych wyemigrował do USA. Mulloy skupia się tu na kondycji artysty zawieszonego pomiędzy totalitarnym ustrojem starej i komercyjnymi wymaganiami nowej ojczyzny. Film ma też charakter hołdu złożonego współpracownikowi – to właśnie Bălănescu był jednym z autorów rozedrganej, atonalnej muzyki do Cowboys. Z kolei The Chain (1998) był jedną z trzydziestu animacji stworzonych przez różnych animatorów, nawiązujących do trzydziestu artykułów Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Tytuł nawiązuje do katastrofalnej reakcji łańcuchowej, której przyczyną staje się wyrzucony przez okno rysunek, wykonany przez okrutnie traktowane dziecko.

6To oburzające! Intolerance (2000)

Jednak chyba najłatwiejszym i najprzyjemniejszym w odbiorze dziełem Mulloya jest trylogia Intolerance (2000-2004), tytułem, tematem i ironicznie megalomańskim rozmachem nawiązująca słynnej Nietolerancji (1916) Griffitha. Nie traci przy tym niczego z prowokacyjnej i obrazoburczej siły innych jego filmów. W części pierwszej, która ma charakter prologu, naukowcy odnajdują wśród kosmicznych śmieci film, ukazujący dziwne obyczaje mieszkańców odległej planety, Zogów (pojawili się oni już w jednym z segmentów The Ten Commandments). Istoty te wyglądają podobnie jak ludzie, z jedną fundamentalną różnicą. Ich głowy i genitalia są (z naszego punktu widzenia) zamienione miejscami. Jak łatwo się domyślić, po zapoznaniu się z filmem ludzkość jest oburzona. Wyrusza kosmiczna ekspedycja, mająca zgładzić te obrzydliwe istoty. Jednak dziwnym zbiegiem okoliczności Zogowie również odnaleźli tajemniczą rolkę filmu, ukazującą obyczaje ludzi. Ich reakcja była identyczna. Swoim tematem Mulloy czyni odwieczny strach przed innością, poprzez hiperbolę sprowadzając go do absurdu. Udaje mu się coś, co zdarza się niezwykle rzadko – mówi jednocześnie z zaangażowaną powagą i zdystansowanym humorem. Nie przeplata tych dwóch rejestrów, lecz tworzy własny, groteskowo tragikomiczny ton.

7Jak pogodzić nakaz rozmnażania się z grzeszną naturą seksualnej przyjemności? Intolerance II (2001)

W dwóch kolejnych częściach, z których każda reinterpretuje inną konwencje science fiction, śledzimy losy dwóch niszczycielskich ekspedycji, zmierzających w przeciwnych kierunkach. Akcja Intolerance II toczy się na Ziemii i nawiązuje do schematu popularnego od lat pięćdziesiątych – nieświadomą niczego ludzkością rządzą zakamuflowani obcy. Jedynym, który przejrzał globalną konspirację jest religijny fanatyk, Dwight Hokum. Z kolei część trzecia rozgrywa się w dystopijnej scenerii gigantycznego statku kosmicznego, którym dwa tysiące lat po rozpoczęciu ekspedycji praprawnuki jej pierwotnych członków wciąż podróżują w poszukiwaniu planety Zog. Napięcie potęgowane jest przez istnienie opozycyjnej sekty, odrzucającej istnienie obcych, ale za to wyznających wiarę w to, że Elvis żyje. Mulloy ukazuje tu najróżniejsze aspekty religii – jest ona zarówno instrumentem politycznej manipulacji, narzędziem represji i przyczyną zbiorowej paranoi. Sam animator tłumaczył, że zadziwia go zdolność ludzi do wiary w najbardziej absurdalne rzeczy. Poprzez karykaturalne wyolbrzymienie nie stara się rzeczywistości wykrzywić czy zafałszować, lecz wydobyć z niej te elementy, które często niesłusznie traktujemy jako neutralne i naturalne.

8Biel, czerwień i czerń + przemoc = action painting. Intolerance III (2004)

Obecnie Mulloy pracuje nad trzecim z pełnometrażowych filmów, składających się na trylogię o rodzinie Christie. Poprzednie jej części, Goodbye Mr Christie (2011) i Dead But Not Buried (2012), ekstrawaganckie satyry na brytyjską klasę średnią, zrealizowane zostały w technice dwuwymiarowej animacji komputerowej. Co ciekawe, również głosy postaci wygenerowane zostały komputerowo. Brzmią one beznamiętnie i pusto, jakby bohaterowie byli kompletnie wyprani z emocji albo całkowicie stracili z nimi kontakt. Dialogi, które w innym przypadku brzmiały by zupełnie naturalnie, dzięki temu prostemu zabiegowi zyskują nowe znaczenie. Brytyjczyk twierdził, że zawsze starał się pracować bardzo szybko i dopuszczać do głosu przypadek, dzięki czemu kierował się w tworzeniu raczej intuicją niż precyzyjnym planem. Komputer pozwolił mu to tempo jeszcze zwiększyć. Paradoksalnie akcja filmów o rodzinie Christie jest w porównaniu z wcześniejszymi animacjami Mulloya wolniejsza, co stwarza specyficzne napięcie między ironicznie podniosłą atmosferą, a tanimi, prostymi środkami, jakimi została osiągnięta.

9Romantyzm generowany komputerowo. Goodbye Mr Christie (2011)

Filmowe inspiracje Mulloya wydają się dość zaskakujące. Wśród reżyserów, których twórczość wywarła na niego największy wpływ, wymienia Roberta Bressona i Jean-Luca Godarda. U tego pierwszego zafascynowała animatora swego rodzaju monumentalna prostota, z kolei drugi przekonał go swoim politycznym zaangażowaniem i zamiłowaniem do dekonstruowania języka filmu. Sam stara się więc łączyć skromność środków wyrazu z twórczą figlarnością. Jednak zawsze doprawia swoje animacje sporą dawką okrutnej i pesymistycznej wizji świata, często niełatwej dla odbiorcy do zaakceptowania. Czasem widzowi filmów Brytyjczyka nie pozostaje nic, jak tylko powtarzać za umierającym Kurtzem: Zgroza… Zgroza…

Łukasz Kolender

[1] W różnych źródłach znaleźć można rozbieżności dotyczące daty powstania i premiery poszczególnych filmów Phila Mulloya. Dane filmograficzne podaję według jego oficjalnej strony internetowej.