JEDNO ŻYCIE BOBRA

zabic bobra (2014, rez. kolski)Zabić bobra

Polska 2012, 100′
reż. Jan Jakub Kolski, scen. Jan Jakub Kolski,
zdj. Michał Pakulski, muz. Dariusz Górniok,
wyst.: Eryk Lubos, Agnieszka Pawełkiewicz,
Marek Kasprzyk.

Gry wideo opanowały kulturę. Do niedawna uważano je za rozrywkę dla małych dzieci, Piotrusiów Panów i Japończyków. Czasy się zmieniły, a branża gier komputerowych stała się bardziej dochodowa niż królujący w poprzednim stuleciu film. Estetyka gier zaczęła wdzierać się do świata kina – bez trudu można ją dostrzec w blockbusterach ostatnich lat (choćby w Skyfall czy w kolejnych częściach Hobbita). Nim na dobre zadomowiła się w multipleksach, wkroczyła do kin studyjnych.

Zabić bobra zdecydowanie wyróżnia się na tle dotychczasowej twórczości Kolskiego. Słynący ze snutych w poetyce realizmu magicznego opowieści reżyser tym razem sięgnął po kino gatunkowe. W filmie Eryk Lubos odgrywa swojego imiennika, żołnierza jednostek specjalnych, który powraca do kraju i zaszywa się w rodzinnym domu na odludziu, by przygotować się do kolejnej misji. Męczony przez demony wojny bohater poznaje regularnie zakradającą się na jego posesję zdziecinniałą licealistkę, z którą szybko wdaje się w romans. Terapeutyczne właściwości uczucia nie stają się jednak remedium na wojenne traumy.

Znaczna liczba ujęć prezentowana jest z perspektywy głównego bohatera. Gdy Eryk dzierży w dłoniach broń, oddając kolejne strzały, widz ma wrażenie, że ogląda nie thriller, lecz gameplay doskonałego graficznie first person shootera. Skoro więc obserwujemy filmowy świat oczami protagonisty, a jest nim osoba z traumatyczną przeszłością, dość szybko zdajemy sobie sprawę, że przedstawiana historia nie jest do końca wiarygodna. Schizofreniczna narracja, która od kilkunastu lat króluje w światowym kinie, w Polsce pojawiła się dotychczas dosłownie w paru filmach. Zabić bobra jest kolejnym z nich.

Użycie owego narracyjnego novum w rodzimej kinematografii, usankcjonowane poprzez poetykę (nie tak) nowego medium, ukazuje jednocześnie wsteczność polskiego filmowca. W ostatnim Bondzie Sam Mendes wykorzystuje poetykę gier, by zabrać głos w toczonej przez przeszło dekadę dyskusji o roli Zachodu w wojnie z terroryzmem. Jan Jakub Kolski, wykorzystując kino gatunkowe, opowiada o syndromie post-frontalnym, ale nowatorska metoda potrzebna jest mu  tylko do jednego – zaznaczenia paranoi głównego bohatera. To zaś stawia reżysera w dyskursie o roli nowych mediów mniej więcej obok dziennika telewizyjnego.

Filmowiec nie odszedł całkowicie od swojego dotychczasowego stylu. Dynamiczne sceny z perspektywy bohatera przeplatane są długimi, powolnymi ujęciami, ukazującymi wiejski pejzaż Jańciolandu w całej swojej krasie. Połączenie tak różnych poetyk w efekcie dało niestrawny zlepek, który – zamiast wprowadzić widza w trans, podobny temu, w jaki wpada Eryk przy dźwiękach głównego motywu muzycznego – rozczarowuje i nuży.

Karel Och, Dyrektor Artystyczny Międzynarodowego Festiwalu w Karlowych Warach, stwierdził, że opowiada się za filmami, które są inne, i ceni tych filmowców, którzy poszukują nowej drogi. Nie dziwi więc nominowanie Zabić bobra do Kryształowego Globusa na festiwalu w 2012 roku. Z drugiej jednak strony zupełnie jasne są też problemy z dystrybucją, jakie napotkał reżyser, bo ostatecznie szlachetna próba szukania nowatorskich rozwiązań dała rezultat daleki od ideału.

Długie ujęcia męczą. Nachalne powtórzenia tych samych niby-głębokich scen (na przykład przelatującego po niebie samolotu) rażą swoją płytkością i pretensjonalnością. Wydaje się wręcz, że przemontowanie całości na modłę gry wideo, i tym sposobem dokonanie znacznych skrótów, byłoby dla filmu dużo bardziej korzystne. Wątpliwy jest sam scenariusz. Fabuła jest banalna i przewidywalna. Dialogi bawią, gdy miały szokować, w wyniku czego historia miłosna – mimo bardzo dobrej gry nagrodzonego w Karlowych Warach Lubosa i debiutującej na dużym ekranie Pawełkiewicz – drażni zamiast wzruszać. A gdy postaci irytują sztucznymi wypowiedziami, nie sposób przejąć się ich tragicznym losem.

Kiedy Otwórz oczy Alejandro Amenábara doczekało się amerykańskiego remake’u pod tytułem Vanilla Sky, nowy film był dość wierną kopią hiszpańskiego hitu. Z Madrytu akcja przeniosła się do Nowego Jorku, głównego bohatera zagrał Tom Cruise, budżet był nieco większy, ale na poziomie scenariusza zmiany były wyłącznie kosmetyczne. Jeżeli Zabić bobra doczeka się swojej wersji za oceanem (a Kolski jak mantrę powtarza, że po premierze filmu w Karlowych Warach, odezwali się do niego Martin Scorsese oraz wytwórnia Plan B), z pierwowzoru zostanie zapewne tylko zarys fabuły oraz estetyka gry. Cały scenariusz powinien zostać napisany na nowo. Tego typu kino wymaga niezwykle zdyscyplinowanej i świadomej narracji, podczas gdy po seansie ostatniego filmu Kolskiego ma się wrażenie, że to dokonanie obiecującego, lecz jeszcze błądzącego debiutanta.

W jednej ze scen para zakochanych, odzianych jedynie w bieliznę bohaterów leży na łące. Dziewczyna chwyta za pistolet i udaje, że strzela w głowę ukochanego. Eryk podejmuje osobliwą grę – po każdym kolejnym niby-strzale pada, by po chwili podnieść się i powiedzieć, że ma kolejne życie. W ten sposób reżyser zaznacza zarówno rozpad tożsamości protagonisty, jak i kontekst gry wideo. Postać odgrywana przez Pawełkiewicz stwierdza: ja mam tylko jedno życie. Słowa te chodziły za mną po projekcji i wciąż zastanawiam się, czy warto było poświęcić cząstkę tego jedynego życia na twór, owszem, oryginalny, ale jednocześnie niedopracowany, fabularnie banalny i intelektualnie miałki.

 Mateusz Katner
Film można zobaczyć w Kinie Pod Baranami.