GRA W KINO. RELACJA Z 14. TYGODNIA KINA HISZPAŃSKIEGO

115 lat i 1 dzień (2013, Gracia Querejeta)

Pod koniec marca krakowskie Kino Pod Baranami gościło czternastą już edycję Tygodnia Kina Hiszpańskiego. W ramach przeglądu, będącego największą tego typu imprezą na świecie odbywającą się poza granicami Hiszpanii, zaprezentowany został wybór najciekawszych pozycji tamtejszej kinematografii z ostatnich lat. Choć wyświetlane filmy na pierwszy rzut oka różniły się od siebie pod bardzo wieloma względami, połączyło je jedno – wszystkie pod wierzchnią warstwą fabularną skrywały drugie, a nawet trzecie dno, nie pozwalając widzowi ani na chwilę stracić czujności.

Począwszy od tegorocznego hiszpańskiego kandydata do Oscara, czyli filmu 15 lat i 1 dzień, mieliśmy okazję zobaczyć produkcje nagradzane na największych iberyjskich festiwalach, zdobywców między innymi nagród Goya i Gaudiego. Choć dominowało kino poświęcone współczesnej Hiszpanii i jej mieszkańcom, nie zabrakło też dzieł poruszających burzliwą historię tego kraju z poprzedniego stulecia. Obok skromnych, kameralnych opowieści ograniczonych do kilku bohaterów i krótkiego czasu, pojawiły się również takie, które rozgrywały się na przestrzeni wielu lat i splatały losy kilkunastu postaci. Poszczególne tematy twórcy ubierali w przeróżne formy, od dramatu obyczajowego po fantasy, jednakże uważny widz bez problemów wyczuwał pewne wspólne mianowniki między kolejnymi filmami.

Wspomniane już, otwierające przegląd 15 lat i 1 dzień (15 años y un día, reż. Gracia Querejeta) okazało się świetnym preludium do kolejnych dni pokazów. W tej na pozór prostej historii o zbuntowanym nastolatku, dostaliśmy bowiem znacznie bardziej skomplikowaną opowieść, gdzie tak naprawdę nawet wskazanie głównego bohatera może przysporzyć pewnych problemów. Punktem wyjścia są kłopoty, jakie sprawia niemal piętnastoletni Jon (Arón Piper) swojej matce (Maribel Verdú), a które w końcu powodują, że chłopak zostaje wyrzucony ze szkoły. Zdesperowana rodzicielka postanawia zatem wprowadzić w życie drastyczne środki i wysyła syna na wakacje do swojego ojca – Maxa (znakomita rola Tito Valverde) – mieszkającego w małym miasteczku na hiszpańskim wybrzeżu byłego wojskowego, miłośnika dyscypliny i prawdziwego człowieka starej daty, który ku przerażeniu Jona nie posiada nawet telewizora. Rozpoczyna się proces mozolnego docierania się surowego mężczyzny i krewkiego nastolatka. Tak przynajmniej wygląda to w większości podobnych produkcji. Na szczęście Querejeta oszczędza nam tego typu przyjemności, wplątując Jona w aferę kryminalną, która wywróci do góry nogami relacje pomiędzy wszystkimi bohaterami tej historii i przesunie punkt ciężkości z chłopaka na jego dziadka. Można więc powiedzieć, że film ewoluuje z letniej młodzieżowej komedyjki w stronę poważnego dramatu obyczajowego, gdzie na pierwszy plan wysuwają się kwestie relacji łączących najbliższe osoby i pytania o granice pomiędzy więzami rodzinnymi, a zwykłą ludzką przyzwoitością. Niewątpliwym sukcesem jest to, że obydwie „części” filmu działają na siebie na zasadzie swoistego hamulca, nie pozwalając żadnej zdecydowanie przeważyć w odbiorze całości. Komedia jest odpowiednio stonowana, powoduje raczej lekki uśmiech, niż salwy śmiechu, a dramat chętniej subtelnie stawia pytania i intryguje, niż atakuje tanimi chwytami rodem z tandetnych wyciskaczy łez (choć kilka takich się tu znalazło).

2Sztokholm (2013, Rodrigo Sorogoyen)

W jeszcze większym stopniu na grę z widzem i testowanie jego umiejętności w rozpoznawaniu zmieniających się w świecie przedstawionym reguł, stawia film Sztokholm (Stockholm, reż. Rodrigo Sorogoyen). Ten debiut reżyserski twórcy związanego wcześniej z telewizją przyniósł mu szereg nagród na Festiwalu Kina Hiszpańskiego w Maladze (m.in. za reżyserię i scenariusz). Historia przedstawia się banalnie – nienazwani z imienia bohaterowie, młoda kobieta i mężczyzna, spotykają się nocą na imprezie. Ona (zjawiskowa Aura Garrido) jest mu niechętna, On (Javier Pereira) jednak nie ustaje w próbach przekonania jej do siebie, twierdząc, że zakochał się od pierwszego wejrzenia. Nadchodzi poranek, który wszystko zmienia. Melodramat? Komedia romantyczna? Reżyser swobodnie żongluje elementami tych i innych gatunków, umiejętnie grając z przyzwyczajeniami widza. W Sztokholmie (wbrew pozorom film nie ma nic wspólnego ze Szwecją) jednocześnie wszystko i nic nie dzieje się tak jak powinno. Napisać coś o tym filmie bez zdradzania kluczowych dla fabuły elementów jest praktycznie niemożliwe, warto jednak wspomnieć, że twórcy poukrywali w scenariuszu kilka wskazówek, z których uważny widz zdoła ułożyć sobie wyjaśnienie całej historii. Pomijając te zagrywki, Sztokholm to także prawdziwa uczta dla zmysłów. Wspaniałe zdjęcia (autorstwa Alejandro de Pablo, również debiutanta) budują nocny klimat wielkiego miasta, podkreślony dodatkowo ambientową ścieżką dźwiękową, by po nastaniu poranka odciąć się od niego grubą kreską. Gra bieli i czerni staje się kolejnym istotnym poziomem w budowaniu relacji Ona/On, jak również reżyser/widz. Przejście pomiędzy dniem a nocą jest zresztą punktem kulminacyjnym filmu, nie tylko w warstwie fabularnej. Zmianie ulega nawet praca kamery, a dwa długie ujęcia dominujące w „dziennej” części to prawdziwy majstersztyk. Takich smaczków ukryto w Sztokholmie znacznie więcej – odkrywanie ich i podziwianie kunsztu twórców jest tylko jedną z szeregu przyjemności płynących z odbioru tego niepozornego filmu.

3Przecież wszyscy ją kochamy (2013, Mar Coll)

Swoisty tryptyk poświęcony współczesnej Hiszpanii zamyka film Przecież wszyscy ją kochamy (Todos queremos lo mejor para ella, reż. Mar Coll). Główna bohaterka – Geni (Nora Navas), to kobieta w średnim wieku, która wraca do zdrowia rok po poważnym wypadku. Ma wsparcie ze strony rodziny, zagwarantowany powrót do zawodu prawnika, rehabilitacja zdaje się zmierzać w kierunku odzyskania pełnej sprawności. Coś jednak jest nie tak. Geni czuje, że życie nie daje jej satysfakcji. Młodzieńcze plany i marzenia zamieniła na nudną stabilizację, od której niespodziewany wypadek okazał się zbawieniem. Teraz, gdy musi powrócić do dawnego życia, zdaje się być przytłoczona oczekiwaniami środowiska. W dodatku po latach ponownie spotyka swoją najlepszą przyjaciółkę z czasów szkolnych, Marianę (Valeria Bertuccelli), która wydaje się mieć wszystko to, czego brakuje Geni. A może to tylko pozory? Drugi film w dorobku młodej katalońskiej reżyserki to wnikliwe i gorzkie studium życia dorosłej kobiety tkwiącej w toksycznym dla siebie układzie. Temat ciężki, ale Mar Coll realizuje go sprawnie i lekką ręką, nie pozwalając, by zniechęcenie Geni udzieliło się widzowi. Udało jej się sprawić, że autentycznie kibicujemy bohaterce w jej zmaganiach z codziennością, a nawet takie błahostki jak zmianę fryzury traktujemy niczym wielkie zwycięstwa. Chwała również za zakończenie, ponieważ przez chwilę miałem obawy, że historia skręci w stronę taniego dramatyzmu, ostatecznie jednak udało się tego uniknąć. A co dostaliśmy w zamian? Może nadzieję?

4Las (2012, Óscar Aibar)

Kolejne dwa filmy, czyli Las (El Bosque, reż. Óscar Aibar) i Nie zrywa się kwiatów (De tu ventana a la mía, reż. Paula Ortiz) odnoszą się do historii Hiszpanii w XX wieku. Robią to jednak na skrajnie odmienne sposoby. Las to nic innego jak filmowa baśń ubrana w historyczne tło (skojarzenia z Labiryntem Fauna jest w tym wypadku jak najbardziej uzasadnione). Rozgrywająca się w 1936 roku opowieść to historia Ramona (Àlex Brendemühl), właściciela ziemi w Aragonii, na której od pokoleń jego rodzina strzeże sekretu dotyczącego pobliskiego zagajnika. Co sześć miesięcy (w najcieplejszą i najzimniejszą noc w roku) pojawia się w nim tajemnicze światło, będące przejściem do innego wymiaru. Choć nikt kto się tam udał, nie powrócił, Ramon nie ma wyjścia i nie chcąc narażać swojej żony Dory (Maria Molins) i dziecka na niebezpieczeństwo (jest ścigany przez komunistów), decyduje się przekroczyć magiczny próg. W tym momencie baśniowa historia się urywa, a film pozostawia nas z Dorą i jej codzienną walką o przetrwanie w niegościnnej rzeczywistości. Z jednej strony losy kobiety są ciekawe, Maria Molins tworzy bardzo przekonujący portret bohaterki gotowej na każde poświęcenie dla dobra męża i dziecka. Z drugiej jednak twórcy najpierw narobili nam apetytu na fantastyczną historię, po czym dawkują ją w minimalnych ilościach. Można przypuszczać, że większe zaangażowanie baśniowego świata w film wymagałoby funduszy, których tutaj zabrakło, lecz nadal pozostawia to spory niedosyt. Jednakże odcinając się od tej kwestii, dostrzeżemy, że Las to przede wszystkim pogodna historia o nadludzkiej wytrwałości i sile, do tego oferująca widoki przepięknej Aragonii.

5Nie zrywa się kwiatów (2011, Paula Ortiz)

Nie zrywa się kwiatów choć nie jest filmem z gatunku fantasy, ma w sobie elementy niezaprzeczalnie bajkowe. Opowiada on historie trzech kobiet w różnym wieku, oddalonych od siebie czasem akcji (od lat dwudziestych po siedemdziesiąte XX wieku), ale połączonych nicią (dosłownie!) podobieństw. Violeta (Leticia Dolera) jest młodziutką dziewczyną doświadczającą swej pierwszej miłości, Inés (Maribel Verdú) to mężatka, którą z ukochanym rozdzieliła wojna domowa, a Luisa (Luisa Gavasa) to starsza kobieta, rozpaczliwie chcąca doświadczyć  wielkiej, filmowej miłości, zanim pokona ją choroba. Narracje dotyczące każdej z trzech bohaterek na tle tyluż ważnych dla współczesnej Hiszpanii momentów historycznych, przenikają się swobodnie, a reżyserka podkreśla momenty szczególnie istotne dla zrozumienia związków między nimi. Ten film żyje detalem – czy to szpulka z nicią, czy zdjęcie lub słowo – te drobiazgi prowadzą nas poprzez poszczególne opowieści, a zrozumienie „co autorka miała na myśli” nie nastręcza poważnych trudności. Mimo tych niewyszukanych metafor, od których film wręcz pęka, trudno oprzeć się jego urokowi. Historia prowadzi nas od małej, pełnej bujnej roślinności szklarni, poprzez rozległe pustkowie, aż do skromnego mieszkania w wielkim mieście. Wszędzie jednak czujemy się niczym w bajce. Nierzeczywista atmosfera przenika każdy kadr i udziela się widzowi. Same historie schodzą często na drugi plan, przykryte pięknem poszczególnych scen, czy całych sekwencji, niejednokrotnie utrzymanych w tonacji poetyckiego snu. Momentami może się to wręcz ocierać o kicz, wydaje się jednak, że granica dobrego gustu nie zostaje przekroczona, a wrażenia estetyczne rekompensują wszystkie braki.

Wymienione powyżej filmy to tylko pięć pozycji z repertuaru Tygodnia Kina Hiszpańskiego, wydaje się jednak, że dobrze ukazują one przekrój kinematografii tego kraju. Historie duże i małe, o współczesności i przeszłości, choć poruszają wielkie tematy, nigdy nie uciekają od prostych ludzkich radości i dramatów. Spod gry z widzem, estetyzacji i zabawy konwencjami, wygląda twarz dzisiejszej Hiszpanii. Czy jest to twarz radosna czy smutna? To już pytanie do Was, drodzy widzowie.

Mateusz Piesowicz

Wszystkie filmy można było zobaczyć w ramach 14. Tygodnia Kina Hiszpańskiego
w krakowskim Kinie Pod Baranami w dniach 24-30 marca 2014r.