TEATRZYK ABSURDU

Artykuł z cykluŚwiat w pigułce-
(zobacz poprzednie)

2Agresja zrodzona z chuci, czyli seks, przemoc i prehistoria.
Tapum! Historia broni (1958)

Tapum! Historia broni (Tapum! La storia delle armi, 1958), debiutancka krótkometrażówka Bruno Bozzetto, jak w soczewce skupia najciekawsze wątki obecne w całej twórczości jednego z najbardziej płodnych i wszechstronnych europejskich animatorów niezależnych. Urodzony w 1938 roku mediolańczyk zrealizował swój pierwszy film jako dwudziestolatek metodami chałupniczymi – jak głosi legenda za deskę kreślarską służyła mu wówczas deska do prasowania. Mimo to utwór tworzony w chwilach wolnych od studiów prawniczych i geologicznych został zauważony i doceniony przez włoską krytykę, zupełnie zresztą zasłużenie.

 Inspiracją dla młodego twórcy była disneyowska kreskówka Gwizd, świst, brzdęk i bum (Toot, Whistle, Plunk and Boom, 1953). To opowiedziana z dydaktycznym zacięciem historia powstania i ewolucji czterech grup instrumentów muzycznych: dętych blaszanych oraz drewnianych,  strunowych i perkusyjnych. W sferze wizualnej nawiązuje do estetyki kubizmu, posługuje się bardziej uproszczoną i surową grafiką niż większość filmów ze studia Disneya. Bozzetto zaanektował zarówno graficzną koncepcję, jak i schemat narracyjny Gwizd, świst, brzdęk i bum, jednak podjął temat, który w amerykańskiej kreskówce skierowanej przede wszystkim do dziecięcej widowni nie miał prawa bytu – historię broni. Wykorzystał konwencję filmu edukacyjnego, ale stworzył utwór, którego wartość nie jest bynajmniej dydaktyczna.

Bozzetto nadaje opowieści kosmiczną skalę, co można by potraktować jako przejaw megalomanii, gdyby nie ironiczny wydźwięk tego zabiegu. W scenie inicjalnej Tapum! poważny głos lektora oznajmia: Na początku była ciemność, później pojawiło się światło, potem rośliny, zwierzęta i człowiek. Streszczenie dzieła stworzenia w jednym, lakonicznym zdaniu zostaje łopatologicznie zilustrowane w warstwie wizualnej. Na ekranie pojawiają się kolejno: żarówka, drzewa, ryba, dinozaur i mamut oraz para dżentelmenów w automobilu. Ta scena zapowiada tonację całości. Władca spojrzenia będzie się przyglądał światu przedstawionemu z góry, niejako z boskiej perspektywy. Zachowa ironiczny dystans wobec kolejnych bohaterów. Założywszy maskę nauczyciela, będzie żonglował frazesami, stereotypami i powszechnymi wyobrażeniami na temat historii.

5Bozzetto żongluje konwencjami sztuki antycznej.
Tapum! Historia broni (1958)

Jednym z głównych źródeł komizmu w Tapum! jest rozbieżność między treścią i nastrojem komentarza wypowiadanego z offu, a wydarzeń rozgrywających się na ekranie. Lektor niemal do samego końca pozostanie wierny quasi-edukacyjnej konwencji, zaś w warstwie wizualnej przez większość czasu będziemy mieli do czynienia z serią slapstickowych gagów, mniej lub bardziej związanych z komentarzem. Poinformowawszy widza skąd wziął się człowiek, narrator, biorąc przykład ze swego poprzednika z Gwizd, świst, brzdęk i bum, rozpoczyna swą opowieść od prehistorii. Narodził się homo sapiens, będący w posiadaniu najpotężniejszej z broni, mózgu, stwierdza głos z offu. Następnie opisuje powstanie kolejnych rodzajów broni: maczugi, dzidy, procy, łuku. O tym ostatnim mówi: Dzięki temu instrumentowi nawet mniej umiejętny człowiek miał możliwość odniesienia zwycięstwa nad brutalnością. Obraz natychmiast zadaje kłam komentarzowi. Strzała nie czyni krzywdy zaatakowanemu olbrzymowi, który zgniata łucznika maczugą. Powaga komentarza rozbita zostaje rubasznym gagiem.

Bozzetto posługuje się w Tapum! przede wszystkim uproszczoną wersją stylu amerykańskich kreskówek, ale nawiązuje też w warstwie wizualnej do sztuki epok, o których opowiadają poszczególne segmenty. W części poświęconej prehistorii co jakiś czas pojawiają się obrazy przypominające malowidła naskalne. Część opowiadająca o starożytnym Egipcie naśladuje konwencje ówczesnej sztuki już w całości. Podobnie jest w krótkich fragmentach poświęconych starożytnej Mezopotamii, Chinom i Cesarstwu Rzymskiemu. Bardziej neutralny styl powraca, gdy pojawiają się barbarzyńcy, niosący destrukcję cywilizacji starożytności. Brutalność raz jeszcze zwyciężyła nad bronią nowoczesnych cywilizacji, komentuje lektor, mając w pamięci analogiczną sytuację w skali mikro, przywołaną wcześniej. To, co wydawało się być tylko kolejnym żartem rzuconym mimochodem, tutaj zostaje powtórzone w tonacji o wiele poważniejszej. Lektor milknie, pozwalając ponurej muzyce i obrazom ruin mówić samym za siebie.

9Później niebezpieczeństwo nadeszło także z nieba.
Tapum! Historia broni (1958)

Trwa to jednak tylko krótką chwilę, po której powraca frywolny nastrój. Narrator niefrasobliwie pomija kilkaset lat europejskiej historii. Lata, które nastąpiły po tym okresie destrukcji, nazywały się wiekami ciemnymi i zakończyły się wraz z nadejściem kawalerii. Kolejne gagi wykorzystują coraz bardziej rozwinięte elementy uzbrojenia. Najpierw zbroje i kopie, później broń palną: armaty, strzelby, rewolwery, wreszcie czołgi. Przemoc jest tu zupełnie odrealniona, niegroźna. Wraz ze stylistyką amerykańskich kreskówek Bozzetto przejął reguły obowiązujące w przedstawianym przez nie świecie, w którym nie da się tak naprawdę zginąć, a kolejne bolesne doświadczenia bohaterów skłaniają raczej do śmiechu, niż współczucia. Jednak w przypadku Tapum! ten śmiech w pewnym momencie więźnie w gardle.

11Maszyna niszcząca swego stwórcę.
Tapum! Historia broni (1958)

Później niebezpieczeństwo nadeszło także z nieba, informuje lektor. Widzimy kolejne, coraz bardziej rozwinięte modele samolotów, bombardujących niewidoczne dla nas cele. Z ostatniego z nich zamiast bomby wypada litera H, a kiedy wybucha, niebo rozświetla czerwona łuna. Nawiązanie do zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę jest oczywiste. Trudno nawet dziś potraktować to po prostu jako kolejny gag, a tym bardziej niemożliwe to było w roku 1958. Wyraźnie przekroczona zostaje granica czarnego humoru, nie pozwalając widzowi dłużej traktować Tapum! tylko jako animowanej komedii. Mimo to reżyser stara się jakby zminimalizować znaczenie tego gestu. Prędkość dźwięku została przekroczona, […] nic nie było w stanie  powstrzymać człowieka, kontynuuje jak gdyby nigdy nic lektor. Po chwili widzimy jednak, że pilot samolotu zatrzymuje go, by móc przyjrzeć się zdjęciu pięknej kobiety na bilbordzie. Dobrze już znany ironiczny rozdźwięk między komentarzem, a tym, co widzimy na ekranie, tylko pozornie wskrzesza niefrasobliwy ton dominujący wcześniej. W istocie podkreśla fakt, że wraz z rozwojem wojennej technologii masowe mordy stają się nie tylko banalnie proste, ale i niezbyt angażujące emocjonalnie, gdyż brak tu jakiegokolwiek osobistego kontaktu między zabójcą, a ofiarą. W dobie dyskusji o dronach ta uwaga wydaje się szczególnie celna.

W tym momencie narrator zaczyna roztaczać przed widzem futurystyczną wizję świata, w którym broń może zmienić człowieka w garstkę pyłu w ułamek sekundy, a maszyny próbują kontrolować ludzi. Jest to po części ironiczna gra z konwencją, ale nie w takim stopniu, w jakim mogłoby się wydawać. Trzeba pamiętać, że w roku 1958 motyw buntu maszyn nie był już wprawdzie czymś szczególnie odkrywczym, ale nie był też jeszcze jednym z najbardziej wyświechtanych tematów fantastyki naukowej. Można go było traktować chociaż po części na poważnie. Dlatego też ostatnie sceny Tapum! mają dwuznaczny, tragikomiczny wydźwięk.  Aż wreszcie pewnego dnia najinteligentniejszy z naukowców… Lektor urywa to zdanie w połowie. Nieudany eksperyment skutkuje monstrualną eksplozją. Ruiny po nuklearnej zagładzie, pojawiające się na ekranie po chwili, kojarzą się z tymi, które widzieliśmy po zniszczeniu Cesarstwa Rzymskiego przez najazd barbarzyńców.

Najpotężniejsza z broni, mózg, posłużyła człowiekowi rozumnemu za narzędzie autodestrukcji. Wyrafinowanie okazało się jeszcze bardziej niszczycielskie, niż brutalna siła. Na Ziemi, wstrząśniętej potężną eksplozją, człowiek będzie musiał zacząć od początku. Na nowo stworzyć cywilizację, by znów móc ją zniszczyć. To proroctwo zagłady od razu zostaje jednak unieważnione, gdyż lektor dodaje autoironicznie: Mamma mia, co za pesymista!

13Mamma mia, co za pesymista!
Tapum! Historia broni (1958)

Ta dwuznaczność będzie w najlepszych dziełach Bruno Bozzetto nieustannie obecna. Z jednej strony prezentuje on pesymistyczną wizję świata z historiozoficznym wręcz rozmachem, z drugiej ciągle ją autoironicznie unieważnia. Przedstawia widzowi pewien tok myślenia, po czym rozbawiony pyta: Chyba nie myślałeś, że to było na poważnie? Włoch równie chętnie czerpie z najwyższych i najniższych rejestrów kultury. Muzyka klasyczna miesza się w jego twórczości ze slapstickiem, psychoanaliza z melodramatem. Przemoc pokazywana jest na przemian jako przerażająca, brutalna siła i niegroźny element kreskówkowego świata. Animator prowadzi intertekstualną grę odwołując się zarówno do konkretnych utworów,  jak i do gatunków, stylistyk, konwencji. Wszystkie te elementy pozwalają traktować Bozzetto jako prekursora filmowego postmodernizmu. Jego filmy nie bez powodu kojarzą się z literaturą amerykańskich klasyków czarnego humoru, Kurta Vonneguta czy Josepha Hellera.

Twórczość włoskiego animatora obejmuje ponad pięćdziesiąt krótkometrażówek, siedem filmów pełnometrażowych i kilka seriali telewizyjnych, nie licząc filmów aktorskich w jego reżyserii. Jest niezwykle zróżnicowana pod względem stylistycznym i technicznym, ale też nierówna. Najciekawsze są w niej te utwory, których zapowiedź widać w Tapum! Historii broni. Bozzetto z ironią i dystansem przygląda się w nich animowanym aktorom na scenie swojego teatrzyku absurdu.

 Do bardziej udanych realizacji należą z pewnością nominowane do Oscara Koniki polne (Cavallette, 1990). Reżyser powtarza w nich w zasadzie pomysł swojego debiutu, lecz nadaje mu inny kształt. Znowu postanawia opowiedzieć historię ludzkości, zaczynając od prehistorii. Pocieszne kreskówkowe postaci, symbolizujące kolejne kultury, plemiona, grupy ludzi, walczą ze sobą nawzajem i unicestwiają się, co jest pretekstem do całej serii slapstickowych gagów. Jak refren powraca trawa, wyrastająca na zgliszczach cywilizacji. Bozzetto raz jeszcze wskazuje na to, jak absurdalne w gruncie rzeczy są dzieje naszego gatunku. Tym razem nie snuje wizji przyszłości, lecz zatrzymuje się na współczesności. Obrazy walczących ze sobą w imię najróżniejszych haseł grup blakną, rozpływają się, a na ich miejsce raz jeszcze wyrasta trawa. Finał jest więc względnie pogodny, brak mu specyficznej mieszanki pesymizmu i ironii, charakterystycznej dla Tapum!. Wynika to również z tego, że brak tu komentarza zza kadru. Dzięki temu wrażenie, że patrzymy na świat przedstawiony na ekranie niejako z boskiej perspektywy, jest jeszcze silniejsze.

grasshoppers 1Czy w kreskówce można umrzeć naprawdę?
Koniki polne (1990)

Ciekawe jest również bardziej kameralne, jeśli wziąć pod uwagę okres czasu brany na warsztat, Życie w puszce (Una vita in scatola, 1967). Tu nie mamy już do czynienia z historią całej ludzkości, a tylko z jednym ludzkim życiem, od narodzin, aż do śmierci. Jest ono jednak przedstawione w sposób podobny, jako pozbawione większego sensu, absurdalne i nudne w swej powtarzalności. Narodziny, szkoła, uniwersytet, praca, małżeństwo, dzieci, śmierć – im dłużej śledzimy losy głównego bohatera, tym więcej w jego życiu rutyny, a mniej sensu. Przeważająca część filmu rysowana jest maksymalnie uproszczoną kreską, w odcieniach szarości. Kolory pojawiają się tylko wtedy, gdy bohater przeżywa krótkie chwile szczęścia, oddaje się marzeniom. Za każdym razem zostaje jednak przywołany do porządku i szara rzeczywistość powraca. Mniej tu slapsticku, a więcej emocjonalnego zaangażowania, ale ironiczny dystans wobec ekranowej rzeczywistości nie znika.

life in a tinBezsens dnia codziennego.
Życie w puszce (1967)

Jednym z najbardziej udanych filmów Bruno Bozzetto jest pełnometrażowe, łączące animację z tradycyjnymi zdjęciami Allegro non troppo (1976), trawestacja disneyowskiej Fantazji (Fantasia, 1940). Alter ego animatora zostaje w nim zmuszone siłą do zilustrowania sześciu klasycznych utworów wykonywanych przez orkiestrę złożoną ze starszych pań, której przewodzi demoniczny dyrygent. Raz jeszcze reżyser korzysta z fabularnego wzorca dostarczonego przez studio Disneya, nasyca go jednak własną osobowością twórczą. W części aktorskiej znów nawiązuje do komedii slapstickowej, samego animatora czyniąc postacią rodem z kina niemego – nie wypowiada on w filmie ani jednej kwestii. W segmentach animowanych powraca do swoich stałych motywów. Z rozmachem pokazuje marsz istot żywych od ich zarania, aż po zagładę w rytm Bolero Ravela. Ponownie miesza kulturę elitarną z masową.

allegro non troppoMarsz istot żywych w rytm Bolero Ravela.
Allegro non troppo (1976)

Gdyby chcieć opisać całą twórczość włoskiego animatora, trzeba by spłodzić dość opasłe tomiszcze. Zaproponowane przeze mnie spojrzenie jest tylko jednym z możliwych. Najsłynniejszą postacią stworzoną przez Bozzetto jest signor Rossi, pocieszny bohater kreskówek skierowanych przede wszystkim do dzieci. To właśnie one zapewniły reżyserowi popularność zarówno w ojczystych Włoszech, jak i w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech. Bozzetto wciąż jest aktywny zawodowo, ale ostatnimi czasy zdecydowanie wypadł z formy. Tworzy głównie krótkie filmy w technice Flash, będące zbiorami nieszczególnie zabawnych żartów na temat narodowych czy płciowych stereotypów. Tymczasem lepiej wrócić do jego filmów sprzed lat, pełnych sprzeczności i paradoksów. Bozzetto każe widzowi spojrzeć na siebie samego z zewnątrz, na zimno, w kosmicznej perspektywie. W kilku minutach streszcza całe epoki. Chichocząc, zwiastuje apokalipsę.

Część filmów Bruno Bozzetto, w tym między innymi Życie w puszce i Koniki polne,
można obejrzeć na jego oficjalnym kanale w serwisie YouTube.
Łukasz Kolender