MUZYCZNY TRAMP

411751_1.1Co jest grane, Davis?
(Inside Llewyn Davis)

Francja, USA, Wieka Brytania 2013, 105’
reż. Ethan Coen, Joel Coen, scen. Joel Coen, Ethan Coen
zdj. Bruno Delbonnel, muz. T-Bone Burnett
wyst.: Oscar Isaac, Carey Mulligan, John Goodman,
Garrett Hedlund, Justin Timberlake

Jeśli chodzisz z głową w chmurach, nie przejmujesz się jutrem ani konsekwencjami jakie ono niesie, a przede wszystkim żyjesz marzeniami i starasz się do nich dążyć to Co jest grane, Davis? jest filmem dla ciebie. Taki jest pierwszy wniosek jaki nasuwa się zaraz po obejrzeniu filmu. Naszą czujność powinien jednak wzbudzić reżyserski duet, który jednoznacznie daje nam do zrozumienia, że ten pozornie idealistyczny model powinniśmy traktować z lekkim przymrużeniem oka

Poznajmy głównego bohatera. Davis (Oscar Isaac) to poszukujący swojego miejsca muzyk folkowy. Zaraz po pierwszej jego piosence jaką usłyszymy, dostaniemy w twarz (w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu). Sytuacja ta, odbywająca się na tyłach pubu, silnie kontrastuje z obrazem oklaskiwanego chwilę wcześniej artysty. W idealny jednak sposób pokazuje nam stosunek świata do naszego bohatera. Ze scenicznej gwiazdy staje się nic nie znaczącym wyrzutkiem, który będzie pokutował za swoje wcześniejsze, najczęściej całkowicie nieprzemyślane, przewinienia. Ten policzek od rzeczywistości sprowadza nas na ziemię. Nie będzie to kolejna cudowna opowieść o sławnym muzyku.

Wraz z rozwojem fabuły poznajemy prozę życia Davisa. Towarzyszymy mu w licznych podróżach autostopem, spaniu na kanapach u znajomych lub dopiero poznanych osób. Nieodłącznym elementem, dręczącym naszego bohatera, staje się brak pieniędzy i niemożność zarobienia większej sumy pozwalającej na ustatkowanie się. Muzyk zmuszony jest do życia z dnia na dzień. Odnosimy jednak wrażenie, że przywykł on do tego stanu i nie stara się specjalnie niczego zmienić. Stagnacja zdaje się być dla niego wygodna i bezpieczna. Początkowo chcemy mu współczuć, jednak z czasem dowiadujemy się, że nie jest on typem zasługującym na naszą litość. Na takie, po części dość lekceważące traktowanie, będzie sukcesywnie pracował w trakcie całego filmu.

Historia osadzona została w Nowym Jorku lat 60., jednakże możemy traktować ją jako uniwersalną opowieść o życiu niszowego artysty, próbującego wspiąć się na szczyt. Bohaterem mógłby zostać każdy próbujący utrzymać się dzięki sztuce (scharakteryzowanej tutaj jako ciężkie rzemiosło). Pokazane zostają mechanizmy rynku muzycznego. Od alternatywnej sceny, przez producentów muzycznych i ich pracę, a skończywszy na nagraniach w studio. Poznajemy dwie strony medalu – komercyjną  i przeciwstawioną jej na zasadzie kontrastu,  twórczość stricte artystyczną. Ta druga, do której wytrwale dąży Davis, nie przynosi jednak tak ogromnych sukcesów jak byśmy się spodziewali.

Mówiąc o Co jest grane, Davis? nie sposób nie napomknąć o zdjęciach autorstwa Bruno Delbonnela. Utrzymane w lekko zielonkawej i przydymionej aurze idealnie oddają atmosferę małych, zatłoczonych pubów, wspierających twórczość nikomu nie znanych offowych autorów. Taki sposób przedstawienia sprawia, że sami mamy ochotę zasiąść przy jednym z małych stolików, zapalić papierosa i zatopić się w rozbrzmiewających dźwiękach. Również muzyka, będąca zarazem kolejnym bohaterem tego filmu, zasługuje na osobną uwagę. Zaprezentowany został pełen wachlarz twórczości, od folkowych kompozycji, po akustyczne, ciepłe brzmienia. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Film zdaje się mówić siadaj i rozkoszuj się.

Mamy tutaj do czynienia ze sprawdzonym zestawem aktorskim. Świetna Carey Mulligan, odgrywająca neurotyczną i zmęczoną ciągłą obecnością byłego faceta w swoim życiu, Jean czy John Goodman w roli enigmatycznej postaci przemieszczającej się wraz ze swoim równie ciekawym i nieodgadnionym kierowcą (Garrett Hedlund). Śpiewająco egzamin zdał również główny bohater, Oscar Isaac, który na potrzeby filmu wykonał i nagrał wszystkie folkowe utwory filmowego Davisa.

Dialogi pełne obelg i ciętych ripost zdają się już być wizytówką braci Coen. Kłótnie odbywające się pomiędzy Jean a Davisem czy historie opowiadane przez jednego z towarzyszy podróży, granego przez Johna Goodmana, dodają jedynie satyrycznego zacięcia i pikanterii całej historii. Ten absurd zdaje się być jednak jak najbardziej na miejscu.

Co jest grane, Davis? jest ironiczną, opowieścią o ciągłym poszukiwaniu, o licznych próbach osiągnięcia zamierzonego celu oraz o kłodach jakie życie stara się rzucać nam pod nogi. Pomimo niepełnego sympatyzowania z głównym bohaterem podziwiamy go za upór, który mimo wielu niepowodzeń nieustannie pcha go do przodu. Davis chce grać i ciągle dąży do osiągnięcia przysłowiowego złotego środka. Historia ta pokazuje nam jak trudna jest droga osób starających się spełnić swoje marzenia. Odnosimy wrażenie utknięcia w błędnym kole, z którego nie ma możliwości ucieczki.

 Justyna Adamczyk