PRAWDA ZAMKNIĘTA W KREACJI. O ZJAWISKU ANIMOWANEGO DOKUMENTU

1. droga na druga strone (anca damian, 2011)Droga na drugą stronę (2011, reż . Anca Damian)

Animowany dokument – brzmi jak oksymoron, pisał Błażej Hrapkowicz w swojej recenzji Walca z Baszirem (2008) Ariego Folmana. Dokument uosabia przecież to, co chwytane na gorąco, pokazuje (przynajmniej w swej najczystszej postaci czy chociażby w założeniu) rzeczywistość nie przetworzoną, ale taką, jaką zastano. Animację natomiast umieszcza się na przeciwległym biegunie – jest stuprocentowo kreacyjna, buduje ją iluzja. Stanowi naturalne zaprzeczenie dokumentu. W dodatku oba te gatunki sytuują się na marginesie kina, a połączone – na marginesie marginesu.

Większości widzów wydaje się, że przed premierą Walca z Baszirem nic takiego jak animowany dokument nie istniało. Błąd. Przekonanie to wyrasta z faktu, że filmowi Folmana jako pierwszemu udało się w tak spektakularny sposób przebić przez hermetyczność festiwali i przeglądów i trafić do szerokiej publiczności. Niemniej za pierwszy animowany dokument uważa się 12-minutową animację Winsora McCay’a pt. Zatopienie Lusitanii (1918). Co prawda nie istniały żadne materiały dokumentujące owo wydarzenie, ale informacji na temat jego szczegółów McCay zasięgnął od Augusta F. Beacha, pierwszego dziennikarza, który znalazł się na miejscu zatonięcia statku. Już w momencie dystrybuowania filmu reklamowano go jako historyczny zapis tragedii, i do dziś zwykło się przyjmować, że wyjątkowa, jak na ówczesne czasy, realistyczna konwencja, doniosły nastrój i elementy propagandowe pozwalają uważać Zatopienie Lusitanii za prekursora animowanych dokumentów. Kolejnym kamieniem milowym gatunku był antywojenny film Normana McLarena Sąsiedzi (1952). Opowiedziana w nim historia jest fabularna, stanowi parabolę-odpowiedź na rodzącą się w Chinach rewolucję Mao i późniejszą wojnę koreańską. W filmie występują jednak aktorzy, i to ich McLaren animował wykorzystując technikę poklatkową. Tak naprawdę trudno zaliczyć Sąsiadów czy to do animacji, czy do dokumentu, bowiem ze względu na tematykę i technikę, w jakiej film został wykonany, plasowaliby się gdzieś pomiędzy tymi dwoma gatunkami.

2. nie ma jak pierwszy raz! (jonas odell, 2006)Nie ma jak pierwszy raz! (2006, reż. Jonas Odell)

Powyższe filmy mogą budzić wątpliwości klasyfikacyjne, jednak Zwierzo-zwierzenia (1989) Nicka Parka wprowadziły do gatunku nową tendencję, prawdę, coś co faktycznie łączy dokument i animację. Zwierzo-zwierzenia to wyznania zwierząt z zoo na temat swoich warunków mieszkaniowych. Z tym, że głosy owych zwierząt nie należały do aktorów, a do Brytyjczyków zamieszkujących pewne osiedle oraz dom starców. Wypowiedzi są zatem autentyczne, wycięto je jedynie z pierwotnego kontekstu i umieszczono w nowym, humorystycznym. Jednakże Nick Park nie był na tym polu pionierem. Podobne filmy, również w latach 80., tworzył Paul Fierlinger, dziś uznawany za jednego z ważniejszych twórców animowanego dokumentu. Fierlinger również wykorzystywał autentyczne nagrania ludzi mówiących o alkoholizmie czy bezdomności. Nie umieszczał ich jednak w nowym kontekście, a jedynie uzupełniał o realistyczne animacje swojego autorstwa. W zbliżonej konwencji „ilustrowanych wywiadów” zrealizowano także psychorealistyczny cykl Animated Minds (2003) Andy’ego Glynne’a. Twórcom przyświecał szczytny cel – w dzisiejszych czasach coraz odważniej mówi się o chorobach psychicznych, jednakże doświadczenie ich jest bardzo intymne, przez co często trudne do zrozumienia dla osób postronnych. Animated Minds to nagrane opowieści ludzi, którzy chorują na schizofrenię, chorobę afektywną dwubiegunową, zespół Aspergera, mieli ataki paniki, bądź przejawiali zachowania kompulsywne. Ich wyznania zilustrowano tak, by pozwolić oglądającym wczuć się w ich stan. Filmy pokazywano w ramach szkoleń pracownikom mogącym się zetknąć z chorymi na co dzień: na policji, w  szpitalach, na uniwersytetach i szkołach. Miały więc one, poza artystycznym, także charakter edukacyjny, co jest cechą typową dla pododmian dokumentu.

Podobny schemat animowanego wywiadu wykorzystał Chris Landreth w swym oscarowym filmie Ryan z 2004 roku. I znowu, autentyczne wypowiedzi Ryana Larkina, animatora, który w latach 60. i 70. odniósł ogromny sukces (pisano o nim, że jest Frankiem Zappą lub Georgem Harrisonem animacji), po czym popadł w alkoholizm i narkomanię, Landreth „opakował” w animowaną formę. Bez wątpienia popularność Ryana w pewnym stopniu przygotowała grunt pod pełnometrażowy Walc z Baszirem.

3. is the man who is tall happy (michel gondry, 2013)Is the man who is tall happy (2013, reż. Michel Gondry)

Posunięcie Folmana – wybór tak szczególnej formy opowiadania – było strzałem w dziesiątkę. Współcześnie, w dobie Internetu, niewiele rzeczy robi na nas wrażenie. Wojny, zamachy, głodne dzieci – wszystko to oglądamy bez mrugnięcia okiem, codziennie do śniadania. Jakie więc były szanse, by dokument o masakrze w obozach dla uchodźców w Sabirze i Szatili z czasów wojny libańskiej w 1982 roku zrobił na nas jakiekolwiek wrażenie? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie jest to nasz krąg kulturowy ani bliscy sąsiedzi. Folman przenosi samego siebie do filmowego świata, odszukuje i rozmawia ze znajomymi oraz żołnierzami, którzy pomagają mu przywrócić pamięć dni z czasów wojny i przepracować te wspomnienia. Brawurowa animacja wcale nie zepchnęła tematu na dalszy plan, jak można by się spodziewać, wręcz przeciwnie – uwypukliła go i przyciągnęła do niego uwagę. Co więcej, pokazała to, do czego nie mógłby ze swoimi środkami dotrzeć klasyczny dokument, a mianowicie życie psychiczne bohaterów. Walc z Baszirem to film-synteza sztuk. W animowanej komiksowej formie zamyka i dokumentuje prawdziwe wydarzenia, wzbogacając je dodatkowo o wątki fabularyzowane (sny i halucynacje bohaterów). Końcowa sekwencja – archiwalne nagrania ukazujące ofiary starć, dzieci i dorosłych, których obrzmiałe ciała leżą jedne na drugich, stanowi kropkę nad „i” tego filmu. Niczego więcej nie trzeba mówić.

Zaskakuje, że w Polsce zasadniczo w ogóle nie funkcjonuje pojęcie animowanego dokumentu. Filmy te zwykle reklamuje się po prostu jako animacje, choć nawet jeśli zawierają tylko autentyczne wypowiedzi stają się przecież czymś dużo więcej. Osobiście sądzę, że największe dzieła animowany dokument ma jeszcze przed sobą. Ta pozornie niemożliwa hybryda to odpowiedź na zapotrzebowania dzisiejszego świata i jego schizofreniczność. Nie stanowi kolejnego przykładu realizowania hasła sztuka dla sztuki, bo jak na dokument przystało, jest blisko związana z człowiekiem. Przy jej użyciu opowiedziano już o tak ważnych kwestiach jak choćby wspomniana masakra w obozach dla uchodźców, czy kondycja prawa – w polsko-rumuńskiej Drodze na drugą stronę (2011) Anci Damian (film opowiada historię Rumuna, Claudio Crulica, który podczas pobytu w Polsce zostaje niesłusznie oskarżony o kradzież i skazany; buntując się przeciwko jawnej niesprawiedliwości rozpoczyna strajk głodowy). Animowany dokument może też mówić o sztuce (I Met the Walrus z 2007, animowany wywiad z Johnem Lennonem, McLaren’s Negatives z 2006, studium twórczości Normana McLarena, czy Is the Man Who is Tall Happy? z 2013, animowana rozmowa z Noamem Chomskym), czy w końcu o nas samych, co pokazały Animated Minds, Zwierzo-zwierzenia lub szwedzkie Never Like the First Time! (2006) o pierwszych doświadczeniach seksualnych respondentów. Jasno stąd wynika, że gdy dokument i animacja podają sobie ręce powstaje nie tylko bardzo szczególne dzieło filmowe, ale i artystyczny zapis pewnego wycinka rzeczywistości, pewnej prawdy o nas. I to jest chyba największa wartość tego gatunku.

Iga Lipińska