Afroamerykanin w Białym Domu

w tle

Afroamerykanin w Białym Domu

na koniec świata

 

Jeśli przyjrzymy się wszystkim hollywoodzkim produkcjom kinowym i telewizyjnym przedstawiającym prezydenta USA, wyłoni się nam obraz mężczyzny w średnim wieku, białego, z klasy średniej, o przywódczym charakterze, który kieruje się zestawem żelaznych zasad moralnych. Można pokusić się o stwierdzenie, że obraz filmowego amerykańskiego prezydenta działa na zasadzie samospełniającego się proroctwa: tylko osoby o określonym pochodzeniu rasowym, etnicznym i społecznym, odpowiednim wyglądzie i imponującej przeszłości politycznej miały szansę wygrać w wyborach. Najbardziej znane fikcyjne przedstawienia amerykańskich prezydentów nie odbiegają daleko od tego klasycznego wyobrażenia, a jeżeli już, to podążają one w kierunku ideału o cechach super-bohatera. Do typowych przykładów zaliczyć można prezydenta Marshalla (Harrison Ford), który w thrillerze Air Force One (reż. Wolfgang Petersen, 1997 r.) w pojedynkę pokonał terrorystów porywających jego samolot oraz prezydenta Whitmore’a (Bill Pullman), który w Dniu Niepodległości (reż. Roland Emmerich, 1996 r.) osobiście wskakuje do myśliwca, aby bronić kraju przed inwazją obcych.

Chris-Rock-Head-Of-State1

Chris Rock w „Przywódcy – zwariowanej komedii prezydenckiej”

W latach dziewięćdziesiątych apokaliptyczne filmy science – fiction zakwestionowały ten popularny wizerunek głowy państwa wprowadzając do fabuły postać czarnoskórego prezydenta. W całej amerykańskiej historii filmu i telewizji siedem razy w postać prezydenta USA wcielał się Afroamerykanin, z czego tylko dwa razy grany przez niego bohater nie był zmuszony zmierzyć się z narodową bądź globalną katastrofą. Co ciekawe w obu tych przypadkach obejmowali oni stanowisko po zmarłym w tragicznych okolicznościach białym poprzedniku. W The Man (reż. Joseph Sargent, 1972 r.) Douglass Dilman (James Earl Jones) zasiadł w Gabinecie Owalnym, kiedy prezydent oraz przewodniczący Izby Reprezentantów zginęli pod gruzami zawalonego budynku, a wiceprezydent odmówił objęcia urzędu z powodu złego stanu zdrowia. Komedia Przywódca – zwariowana kampania prezydencka (reż.  Chris Rock, 2003 r.) skupia się na losach małomiasteczkowy polityka Maysa Gilliama (Chris Rock), który z dnia na dzień staje się narodowym bohaterem, gdy ratuje kobietę żyjącą w budynku przeznaczonym do wyburzenia. Kiedy na kilka tygodni przed wyborami ginie w katastrofie samolotowej kandydat Demokratów na prezydenta, członkowie partii proponują Gilliamowi start w wyborach z ich listy.

Przez jakiś czas, do momentu elekcji Baracka Obamy, wyjaśnienie tego trendu wydawało się jasne: ponieważ Ameryka nigdy nie zbliży się do wyboru ciemnoskórej osoby na głowę państwa, może ona pojawić się tylko w filmie, w którym niesamowite, apokaliptyczne wydarzenia odciągają uwagę od nieprawdopodobieństwa sytuacji, w której Afroamerykanin urzęduje w Białym Domu. Filmy te jednoznacznie kojarzyły czarnoskórego szefa amerykańskiego rządu z pewnego rodzaju skrajnie nierealnym wydarzeniem, które wyraźnie odbiegało od ówczesnego stanu rzeczy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Prezydent Lindberg w „Piątym elemencie”

Pierwszy filmowy afroamerykański prezydent pojawił się w europejskim przeboju kinowym science – fiction Piąty Element (reż. Luc Besson, 1997 r.). Mimo, że film wyprodukowany został przez francuskie studio Gaumont, obsada składała się w większości z angielskich i amerykańskich aktorów. Akcja rozgrywa się w XXIII wieku za czasów panowania zjednoczonych międzyplanetarnych rządów zwanych Federacją, na których czele stoi czarnoskóry prezydent – Lindberg. Podczas gdy Federację można interpretować jako odpowiednik Stanów Zjednoczonych, prezydent, grany przez byłego zawodnika wrestlingu Toma Listera, zachowuje się zdecydowanie inaczej, niż się tego oczekuje od głowy państwa. Prezentowany przez niego sposób bycia stanowi pewnego rodzaju satyrę dotychczasowych filmowych przedstawień szefów amerykańskiego rządu. Pierwszą dużą hollywoodzką produkcją, w której pojawił się czarnoskóry prezydent był katastroficzny film Dzień zagłady (reż. Mimi Leder, 1998 r.). Morgan Freeman z charakterystycznym dla niego opanowaniem i spokojem gra  głowę państwa USA Toma Becka. Mimo, że jego wizerunek zdecydowanie odbiega od tego prezentowanego przez Lindberga w Piątym Elemencie i jest bliższy popularnym wyobrażeniom o prezydencie USA, to po obejrzeniu filmu pozostaje wrażenie, że obecność czarnoskórej głowy państwa kryje za sobą ironiczne przesłanie – autorzy scenariusza potrafią wyobrazić sobie Afroamerykanina rządzącego Stanami Zjednoczonymi tylko w obliczu katastrofy grożącej końcem świata. Podobny schemat powtórzony został w niedawnej produkcji 2012 (reż. Roland Emmerich, 2009 r.), w której prezydent Wilson (Danny Glover) wykazując swoją solidarność z milionami ofiar doszczętnie zniszczonych Stanów Zjednoczonych, zostaje w Białym Domu i ginie w falach potężnego tsunami. Wszystkie te filmy wydają się kojarzyć czarnoskórego prezydenta USA z ekstremalnymi okolicznościami – globalną katastrofą, zagładą, końcem świata.

David_Palmer

David Palmer w serialu „24 godziny”

Filmowy wizerunek amerykańskiego prezydenta został najmocniej i najskuteczniej podważony przez serial 24 godziny, którego pierwszy sezon rozpoczął się w 2001 roku. W postać Davida Palmera – głowę amerykańskiego państwa – wcielił się czarnoskóry aktor Dennis Haysbert. Tak jak jego afroamerykańscy odpowiednicy w filmach katastroficznych, on również zmuszony był zmierzyć się z sytuacjami kryzysowymi wywołanymi przez terroryzm czy zagrożenie wybuchem bomby nuklearnej. Seria odniosła ogromny sukces kasowy, a twórcom udało się dokonać rzeczy przełomowej  – sporym osiągnięciem było przedstawienie postaci prezydenta bez wysuwania na pierwszy plan kwestii koloru jego skóry. Fakt, że był on prezydentem  USA potraktowano zupełnie naturalnie. Jak zauważono w „New York Times”, David Palmer był pierwszą czarnoskórą głową państwa USA, ale nikt nie zwrócił uwagi na jego odmienność rasową. Kiedy w 2007 roku Barack Obama przedstawiony został jako kandydat Demokratów do wyścigu o fotel w Białym Domu, na Amerykanach wciąż silne wrażenie wywierała postać Davida Palmera. Wielu obserwatorów amerykańskiego życia publicznego mówiło o „efekcie Palmera”, który mógł pomóc Obamie w zostaniu pierwszym czarnoskórym prezydentem w historii USA.

David_Palmer_is_my_homeboy_by_lycanlauren

„efekt Palmera”

Serialem, w którym pojawił się afroamerykański prezydent, już podczas urzędowania Baracka Obamy w Białym Domu, jest produkcja The Event: Zdarzenie (2010 r.). Serial opowiada o kosmitach, którzy chcą przejąć kontrolę nad Ziemią. Decydując się na powierzenie roli prezydenta czarnoskóremu aktorowi, twórcy serialu z jednej strony wykorzystali popularność Baracka Obamy, z drugiej pozostali wierni tradycji obsadzania czarnoskórych aktorów w roli prezydenta USA, gdy podczas jego kadencji Ziemi grozi katastrofa. Czy nie byłoby ciekawiej gdyby producenci zdecydowali się na odświeżenie konwencji i powierzyli zadanie ratowania planety białemu prezydentowi w podeszłym wieku?

Trend, który przez kilkanaście lat przyzwyczajał widzów do obrazu czarnoskórej głowy państwa oraz utorował Barackowi Obamie drogę do zwycięstwa w wyborach prezydenckich, jest tak popularny, że już na trwałe wpisał się w popkulturę. Nie trudno więc odgadnąć komu Roland Emmerich – mistrz kina katastroficznego – mógł powierzyć rolę prezydenta USA w swoim najnowszym filmie White House Down (premiera zaplanowana na 2013 r.). Tradycji musi stać się zadość – w głowę państwa wcielił się Jamie Foxx, aktor zaliczany do grona najbardziej cenionych afroamerykańskich gwiazd filmowych.

Maciej Kempiński